"Definicja faszyzmu jest już tak pojemna, że nie wiadomo, co to oznacza w 2013 r. dla środowiska Michnika". Dr hab. Sławomir Cenckiewicz. NASZ WYWIAD

fot. PAP/Leszek Szymański
fot. PAP/Leszek Szymański

W rocznicę zamordowania przez komunistów rotmistrza Witolda Pileckiego, którego także nazywano "faszystą", Adam Michnik wypuścił z siebie kolejne obwieszczenie o "zagrożeniu faszyzmem". Nie wiadomo, czy tekst Michnika w "Gazecie Wyborczej" to zbieg okoliczności związany ze śmiercią "faszysty" Pileckiego, czy "konieczność dziejowa" spowodowana problemami sondażowymi Platformy Obywatelskiej. Faktem jest, że Michnik nie pierwszy raz straszy i śmieszy przy okazji.

CZYTAJ TAKŻE: Adam Michnik na tropie faszystów, czyli przeciwników in vitro i zwolenników Radia Maryja. "Oni umieją kłamać i hipnotyzować"

O zagrożeniu, które od pokoleń widzi Michnik rozmawiamy z dr. hab. Sławomirem Cenckiewiczem, historykiem.

Michnik znowu widzi odradzający się faszyzm. Co pan na to?

Tak, to nic nowego. Jakaś konferencja naukowa ma być, TVN już trzeci dzień „grzeje” temat o „faszystowskim Białymstoku”.

Problem „walki z faszyzmem” jest stałym komponentem lewicy, również tej nowej. Cała publicystyka polityczna Adama Michnika od lat 70. kręci się wokół prawicy, konserwatyzmu i nacjonalizmu (rozumianego czasem jako faszyzm). Tak więc dziś wchodzimy po prostu w jakiś nowy etap tej walki ideologicznej, do której ja bym nie przywiązywał większej wagi.

W całej Europie podczas manifestacji lewicy, starej czy nowej, lewaków, komunistów, anarchistów itp, oni zawsze krzyczą „non passaran!” odwołując się do tradycji walki komunistów z generałem Franco w Hiszpanii.

Na łamach „GW” był publikowany kilka lat temu list dzieci bandytów z Brygad Międzynarodowych: gen. Komara, Świerczewskiego, Toruńczyka i innych, którzy włączyli w przeciwko faszystom frankistom w Brygadach, a później tworzyli aparat przemocy skierowany przeciwko „nowym faszystom”, czyli przeciwko Żołnierzom Wyklętym.

 

Czy historyk zawodowy może uznać, że w dzisiejszej Polsce jest sytuacja taka jaka panowała w Europie w latach 20 i 30 XX wieku?

Wrzenie w Europie, a nawet szerzej – w świecie, bo np. w Ameryce Północnej, Łacińskiej i Południowej, było związane z końcem starych ideologii: socjaldemokratyzmu i konserwatyzmu, klasycznie ukształtowanych w XIX wieku. Z jednej strony nacjonalizm, a z drugiej strony ideologia faszystowska łącząca wrażliwość społeczną, socjalną z ideologią quasi nacjonalistyczną, ale bardzo często antykatolicką, antychrześcijańską. A na przeciwległym biegunie to wrzenie wynikało z coraz silniejszego ruchu komunistycznego, który szturmował społeczeństwa Zachodniej i Środkowej Europy. Nie można też zapominać, że Związek Sowiecki i weimarskie Niemcy to dwa państwa, które kontestowały w otwarty sposób porządek powersalski. Już nawet z tak pokrótce zarysowanego kontekstu historycznego widać, że owe wrzenie w okresie międzywojennym jest sprawą niezwykle złożoną i wcale nie jest tak, że było ono wynikiem działalności nacjonalistów.

 

Czy może pan uspokoić Polaków, którzy mogliby się jednak przestraszyć tym odgrzewanym przez Michnika bardzo nieświeżym kotletem odradzającego się faszyzmu?

Trzeba zacząć od tego, że definicja faszyzmu jest już dzisiaj tak pojemna, że tak naprawdę nie wiadomo, co ta definicja oznacza w 2013 r. dla środowiska Michnika. Dla niego faszyzmem może być dziś patriota, który 10 każdego miesiąca maszeruje domagając się prawdy na temat tragedii smoleńskiej. Gdy ludzie z „GW” zobaczyli przed dwoma laty osoby idące wieczorem z pochodniami, to już im się skojarzyło to z marszami nazistów w Monachium. Więc jeśli ktoś ma taką wyobraźnię, to już każdy może być faszystą. Może być nim przeciwnik aborcji. To jest tak niepoważne, że naprawdę nie ma co o tym dyskutować.

Jeśli oni chcą nas oskarżyć o faszyzm, ludzi o konserwatywnej wrażliwości, katolików walczących o zachowanie tradycyjnego modelu rodziny – mężczyzny i kobiety, którzy powinni mieć dzieci, to szkoda czasu na dyskusję o tym, bo to aż tak głupie, że my nie powinniśmy się tym przejmować, tylko robić swoje.

 

„GW” przez całe lata robił za coś w rodzaju „pistoletu”, który odpalał różne akcje. Czy obecne straszenie faszyzmem może być wezwaniem do PO, aby podjęła działania zapobiegające odebraniu jej władzy przez opozycję?

W interesie służb specjalnych zawsze było, aby wykorzystywać bieżącą sytuację polityczną do tego, aby poszerzać nie tylko swoje wpływy, ale również możliwości wykonywania czynności operacyjnych. Tak więc wywołanie jakiegoś publicznego zagrożenia, np. faszyzmem, może owocować tym, iż władze nadadzą tajnym służbom większe kompetencje do tego, aby walczyć z tym „faszyzmem”. W ramach różnego rodzaju działań prewencyjnych bardzo łatwo będzie pomylić autentycznego wariata-faszystę, ganiającego po Polsce ze swastyką i malującego hasła „Żydzi do gazu” - za co naprawdę powinien być izolowany i zwalczany - z autentycznym patriotą odwołujących się do postaw narodowych, endeckich i niepodległościowych, ale nie mającym przecież nic wspólnego z faszyzmem. Gdy słucham od dwóch tygodniu ministra Bartłomieja Sienkiewicza o tym, że „odradza się faszyzm”, to w ustach takiego człowieka, który ma stopień oficerski UOP może to być potencjalnie groźne w przyszłości dla opozycji i wszystkich przeciwników obecnego układu politycznego .

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...