Cerstin Gammelink w dzienniku „Süddeutsche Zeitung”napisała artykuł pt. „Znudzony uśmiech USA”. Dowiadujemy się, że polscy delegaci szykujący się na unijny szczyt zrezygnowali z forsowania dotychczasowych metod wydobywania gazu łupkowego rodem ze Stanów Zjednoczonych, z tzw. technologii frackingu.

Gammelink sugeruje przy tym, że milczenie Polski uzgodniono w ścisłym gronie osób, które spotkały się już w ubiegłym tygodniu z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem.

Jeśli jest tak, jak pisze dziennikarka „Süddeutsche Zeitung”, to Polska na własne życzenie nagle przyłączyła się do grupy państw, takich jak Niemcy, które chcą stworzyć lepsze metody eksploatacji łuków.

Porozumiano się co do tego, że KE zostanie zobowiązana do zbadania do końca roku ‘bezpiecznych i zrównoważonych metod’ wykorzystania rezerw gazu w pokładach skał. I Polska ustąpiła

- cieszy się Gammelink.

Można założyć, że w siedzibie Gazpromu w Moskwie wystrzeliły korki od szampana. Oni doskonale znają zamiłowanie Europejczyków do niekończących się debat. Zgoda Polski na „debatę”, która ma zbadać „bezpieczne i zrównoważone metody wykorzystania rezerw gazu w pokładach skał” oznacza de facto rezygnację z wytyczonego ponoć przez rząd Tuska kursu na szybkie uniezależnienie się od zewnętrznych źródeł gazu, czyli rosyjskich.

Korki wystrzeliły też z pewnością w urzędzie kanclerskim w Berlinie, gdzie polskie próby wyswobodzenia się z ciasnego gorsetu energetycznego przy pomocy eksploatacji łupków (i gazoportu, z budową którego są problemy, i który został de facto zablokowany przez niemiecko-rosyjską rurę bałtycką) były z trwogą obserwowane przez lobbystów zajmujących się w RFN technologiami „zielonej energii”.

Teraz seria poklepań po plecach uśmiechniętego Tuska wystarczy i pierwsze elektrownie wiatrowe Made in Germany rychło pojawią się na Rondzie Dmowskiego w Warszawie. Po rządach Tuska powstanie nowe polskie przysłowie: wilk syty i owca zdechła.