W jednym z felietonów Jacek Karnowski zauważył, że Polska powinna stać się Izraelem Europy Środkowej. Izrael, państwo rządzone demokratycznie, sprawne i silne (będzie silne, albo go nie będzie), otoczone przez islamskie reżimy jest forpocztą cywilizacji zachodniej, która wygenerowała coś tak fantastycznego jak liberalną demokrację i rządy republikańskie.

To są systemy, które w najpełniejszy sposób w historii, jeśli są w miarę sprawne, gwarantują wolność jednostce. Czym są  islamskie reżimy dla Izraela, tym dla Polski odradzające się rosyjskie imperium, którego zasadą założycielską jest ekspansja i życie na koszt kolonii. Tej ostrej walce świata islamskiego z Zachodem, a może lepiej z tym co z niego jeszcze pozostało, towarzyszy nie przypadkowo odradzanie się antysemityzmu. Naziści i komuniści byli syjamskimi braćmi, antysemitami, bo mentalność tych typów była mentalnością fundamentalistyczną, taką jaką mają dzisiaj islamiści. Dla zdegenerowanych, manierycznych skorumpowanych moralnie postchrześcijańskich elit, islam może być atrakcyjny jako religia i sposób  życia. Siła i pewność siebie brutalnych typów, budzi przeważnie zachwyt u przerafinowanych a słabych, którzy potrzebują pana jak przystało na niewolników.

Nienawidzić Izraela a kochać Palestyńczyków jest coraz bardziej cool. Ta polaryzacja, nie uwzględniająca złożonych realiów Bliskiego Wschodu, dowodzi ideologicznego zaczadzenia, za którym stoją interesy zimnych graczy politycznych, nakręcających pożądane emocje nienawiści za pomocą dyspozycyjnych mediów. Ale to coś więcej niż tylko polityka.

Atak na Izrael ze strony państw Unii Europejskiej jest dowodem kapitulacji, głównie lewicowych elit europejskich, wśród których antysemityzm szerzy się jak zaraza, przybiera maskę antyizraelskości. Unia Europejska staje się coraz mocniejszym adwokatem Palestyńczyków, tak jakby nie miała innych poważnych problemów. W Syrii mamy rzeź, Rosja broni reżimu. Unia milczy. Można podejrzewać, że to sposób na odwrócenie uwagi od problemów rzeczywistych. Zawsze tak w historii bywało, gdy pojawiał się antysemityzm.

Jednym z przejawów tego „szczególnego” zainteresowania Unii Europejskiej Izraelem jest petycja trzech ministrów spraw zagranicznych, jest wśród nich minister francuski Laurent Fabius, do Catherine Ashton, komisarza spraw zagranicznych Unii Europejskiej, aby jak najszybciej poddać etykietowaniu wszystkie  produkty rolnicze oraz wyroby przemysłowe pochodzące z zachodniego brzegu Jordanu i wschodniej Jerozolimy. Wcześniejszy projekt szefów dyplomacji Unii Europejskiej sygnowany między innymi przez dyplomatów Wielkiej Brytanii, Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Irlandii, Luksemburga, Malty, Holandii, Portugalii, Słowenii i Hiszpanii, został po interwencji sekretarza stanu USA Kerry’ego zatrzymany do rozpatrzenia w czerwcu. Ale jak widać niektórzy ministrowie są bardzo niecierpliwi. Sam pomysł odwołuje się do długiej tradycji stygmatyzowania Żydów. Zaczyna się niewinnie, od produktów rolniczych i przemysłowych. Niech ludzie wiedzą w całej Europie skąd te produkty pochodzą i niech ich nie kupują . Chodzi o tereny sporne, które określa się jako „nielegalne kolonie izraelskie poza granicami z 1967 roku”. Używają ci ministrowie argumentu prawa międzynarodowego, tak jakby istniały jakieś granice z 1967 roku. Ignorancja ta zapewne jest świadoma. Nie ma „granic z 1967 roku”, chociażby dlatego, że Arabowie nigdy nie chcieli podpisać zawieszenia broni oraz dlatego, że terytorium „palestyńskie” należące do jakiegoś państwa nigdy nie istniało, bo nie istniało państwo palestyńskie. Nie ma tu żadnej „okupacji” jak np. Turcji na Cyprze. Czymże jeśli nie dyskryminacją jest przyklejanie etykietek „produkty z terytoriów”. To informacja przekazania konsumentom, że to produkcja „żydowskich oprawców Palestyńczyków”, że lepiej nie dotykać tych pomidorów i róż, bo są zaraźliwe. A Fabius pisze, że to odpowiednie stosowanie protekcyjnej polityki przez UE oraz uszanowanie ustawodawstwa.

Jak zauważył francuski pisarz Szmuel Trigano - to etykietowanie to nic innego jak rodzaj żółtej gwiazdy. Znając historię można rzecz, że dzisiaj banicja produktów, jutro banicja obywateli izraelskich. W 1938 roku zaczęto atakować żydowskie sklepy, po czym zabrano się do mordowania ludzi. Ale w tej dyskryminacji chodzi o coś więcej niż o sam Izrael. To, co głównie zwraca uwagę w tej sprawie to zaciekłość obrony Palestyńczyków, występowanie jako strona przez ministrów Unii Europejskiej. Jest w tym coś metafizycznego. Odnajdujemy tu chyba resentyment i zawiść postchrześcijańskich, pozornie demokratycznych elit, wobec Izraela, który musi bronić aby przetrwać, rzeczywistą tradycję demokracji zachodniej. Zatem niech „moralna uciemiężona Palestyna” stanie się „nowym Izraelem” z upoważnienia tych antychrześcijańskich elit. Niech zniknie lustro, które ujawnia skalę ideowej degeneracji elit politycznych Unii Europejskiej, które nie chcą pamiętać o źródłach siły i tożsamości Europy.

Taka taktyka byłaby jednak zbyt prosta dla subtelnych umysłów. Aby bronić się przed zarzutem antysemityzmu – teologia polityczna UE rozróżnia dobrych Żydów od złych.  Źli to “kolonizatorzy”, a dobrzy to pacyfiści izraelscy.

Ponadto można zauważyć jak w Europie, szczególnie we Francji, fabrykanci opinii już całkiem jawnie dokonują rozróżnienia na Żydów oświeconych, “Republikanów”, adeptów „”życia razem” od tych którzy są za życiem w gminach, integrystów, inaczej mówiąc “syjonistów”, które to słowo oznacza obelgę.

Pierwsi są wysławiani, zajmują medialną scenę, drudzy są powoli odrzucani, zamykani w czymś w rodzaju mentalnego i symbolicznego getta. W tym rozróżnieniu odnajdujemy mechanizm nowego antysemityzmu: skierowany formalnie na Izrael, ale obiektywnie coraz częściej dotknięci będą nim wszyscy Żydzi mieszkający w Europie. I szczególnie ci „oświeceni” powinni o tym pamiętać, że nic oprócz silnego państwa prawa nie chroni przed motłochem czasach kryzysu. Motłoch musi mieć kozła ofiarnego. To, co działo się na Krakowskim Przedmieściu, choć dotyczyło katolików, było zapowiedzią rasizmu.

 

 

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kup książkę: "Starożytny Izrael"

W piśmiennictwie polskim istnieje kilka dobrych opracowań poświęconych historii starożytnego Izraela, napisanych przez rodzimych autorów i przetłumaczonych z języków obcych. Jednak żadne z nich nie ma zalet będących udziałem Starożytnego Izraela.
Z szerokim zakresem poruszanej problematyki, obejmującej rozległą panoramę od początków patriarchalnych do 70 r. po Chr., idzie w parze głębia w jej potraktowaniu, zaś rzeczowości i erudycji towarzyszy jasność i precyzja wykładu. Duże znaczenie ma umiejętne przedstawianie rozmaitych stanowisk, punktów widzenia i poglądów, natomiast tam, gdzie pełna zgoda uczonych nie jest możliwa, pomaganie czytelnikowi w wyrabianiu własnej opinii na poruszane tematy. Ważne uzupełnienie tekstu stanowią mapy, wykresy i fotografie, które powiększają wiedzę i oddziałują na wyobraźnię.

Ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu