Wczoraj wieczorem w Parlamencie Europejskim odbyła się projekcja filmu "Tajemnica Westerplatte" zorganizowana przez europosłów Platformy Obywatelskiej. W projekcji udział wzięli także autorzy filmu, którzy w niedwuznaczny sposób dali do zrozumienia, iż stworzony przez nich obraz to "kolejny po >Pokłosiu< kamień wrzucony do nieskazitelnego polskiego ogródka".

Projekcja zgromadziła pełną salę - głównie Polaków, w końcu Westerplatte to niewątpliwie jedno z miejsc - symboli w dziejach naszego kraju. Symbol, który - jak nie kryli twórcy filmu - urósł do rangi mitu. A przecież to klęska, jedna z wielu w których Polacy się lubują - wskazywał Andrzej Grabowski.

Znany głównie z roli Ferdka Kiepskiego pieszczoszek Platformy Obywatelskiej z dumą chwalił "Tajemnicę Westerplatte" jako kolejny po "Pokłosiu" obraz będący "kamyczkiem wrzuconym do nieskazitelnego polskiego ogródka".

Aktor krytycznie ocenił otaczanie czcią "narodowych klęsk" i podkreślił, że "na szczęście" będą powstawać kolejne, podobne do "Pokłosia" i "Tajemnicy Westerplatte" produkcje, m.in. o Powstaniu Warszawskim, które wpiszą się w modny nurt demitologizacji wydarzeń historycznych. Nurt, który można streścić słowami kaprala Grabowskiego z "Tajemnicy Westerplatte":

Polacy nie zasługują na zwycięstwo.

Podczas projekcji twórcy rozprawili się także z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim i jego "Pieśnią o żołnierzach z Westerplatte".

Kiedy się wypełniły dni

i przyszło zginąć latem,

prosto do nieba czwórkami szli

żołnierze z Westerplatte

(...)

Robert Żołędziewski, odtwórca roli kpt. Franciszka Dąbrowskiego, dowodził, że wielu z nas uczyło się tego wiersza a przecież z prawdą historyczną nie ma on wiele wspólnego, bo w obronie Westerplatte zginęło tylko 15 żołnierzy. Gdzie więc te czwórki? - pytał Żołędziewski a następnie przekazał Piotrowi Borysowi (PO) czapkę, w której grał rolę kpt. Franciszka Dąbrowskiego z życzeniami skutecznej walki o interesy Polski w Brukseli.

Trudno sobie wyobrazić, aby natchniony takim przesłaniem filmu europoseł PO był gotowy do obrony polskich interesów na forum Unii Europejskiej, skoro zgodnie z prezentowanym coraz częściej poglądem jesteśmy największym beneficjentem integracji, a każde stanowcze opowiadanie się po stronie interesu narodowego spotyka się z obawą o nieprzychylne komentarze w zagranicznych mediach.

Szacunek do własnej historii jest ważnym elementem budowy wizerunku silnego państwa, czego przykład od wielu lat dają Niemcy. Podczas gdy w Polsce powstają filmy takie jak wspomniane "Pokłosie", w Niemczech rząd Angeli Merkel hojnie dofinansowuje Centrum Wypędzonych. Trudno zrozumieć, dlaczego Tuskowi i spółce, którzy z tak wielką fascynacją spoglądają za naszą zachodnią granicę nie przyszło do głowy, że o prawdę historyczną trzeba się nieustannie upominać.

Zamiast tego mamy firmowanie i współfinansowanie narodowego samobiczowania, które utrwala jedynie negatywne stereotypy o Polsce i Polakach.