Wstydliwa historia Francji. "Pamiętam płot z drutu kolczastego, który ciągnął się aż do wybrzeża morskiego"

Francja 1940 r. Fot. Wikipedia / licencja CC 1.0
Francja 1940 r. Fot. Wikipedia / licencja CC 1.0

Prezydent Komorowski spotkał się dziś w Paryżu z prezydentem Francji Francois Hollandem i podobno było miło. Jednak do dzisiaj Francuzi nie przeprosili Polaków za to, że w tym kraju w czasie II wojny światowej były obozy internowania, w których przetrzymywano polskie kobiety, dzieci i mężczyzn. To niechlubny rozdział francuskiej historii.

Od dawna nie jest tajemnicą, że w latach 1938 - 1946 na terytorium Francji istniała sieć obozów internowania, do których trafiali antyfaszyści. Najpierw byli to uczestnicy Brygad Międzynarodowych (również Polacy), którzy walczyli przeciwko siłom generała Franco, a potem uciekinierzy z hitlerowskich Niemiec i z Austrii. Przeciwnicy Hitlera przebywali w obozach nawet po wypowiedzeniu przez Francję wojny Niemcom we wrześniu 1939 roku. W czasach kolaboracyjnego rządu Vichy dołączali do nich Żydzi przywiezieni z Polski oraz z Niemiec. Stąd trafiali do obozów zagłady m.in. w Dachau i w Auschwitz. Po zakończeniu II wojny obozy istniały jeszcze przez rok. Wtedy internowano w nich osoby kolaborujące z hitlerowcami. Jednak pewne niepopularne fakty i skrzętnie ukrywane szczegóły działalności obozów internowania są wciąż bulwersujące.

Francuzi nie mają bowiem powodów do dumy. Dramat Polaków we Francji rozpoczął się w roku 1940, po przegranej wojnie z Niemcami. Rozejm podpisany 22 czerwca 1940 roku w Rhoterdes spowodował między innymi utworzenie na terenie południowej Francji państwa ze stolicą w Vichy. Ta część Francji, zajmująca około 60 procent terytorium, miała do końca 1942 roku pewną niezależność od Niemiec. Swoją „suwerennością” państwo rządzone przez marszałka Petaina (rząd Vichy), obejmowało także francuskie tereny zamorskie znajdujące się między innymi w Afryce Północnej.

Jednym z problemów, jakie stworzyła nowa sytuacja polityczna, była bardzo duża grupa uchodźców. Była to głównie ludność cywilna przemieszczająca się przez tereny Francji na skutek wojennej zawieruchy. Tę grupę uchodźców szacowano jako „milionowe rzesze”. Wśród nich przeważali Francuzi, głównie z terenów włączonych do Niemiec - Alzacji i Lotaryngii, a także Belgowie, Holendrzy, obywatele Luksemburga oraz Polacy.

W 1939 roku liczbę Polaków skupionych w środowiskach polonijnych przebywających we Francji szacowano na 685 400 osób. W czasie działań wojennych na terenie Francji nieokupowanej znajdowało się łącznie około 150 tysięcy Polaków. Przebywali tam legalnie i pracowali głównie na terenach górniczych Montceau-les-Mines, Saint - Etienne itp., a także na terenach rolniczych w Gaskonii, Limousin i w rejonie Tuluzy. Oprócz tej licznej grupy w czasie działań wojennych pojawili się tu również Polacy, którzy przybyli wraz z innymi grupami uchodźców cywilnych z terenów m. in. Francji okupowanej.

Zgodnie z prawem międzynarodowym polskich uchodźców władze Vichy powinny traktować jak ludność cywilną „strony walczącej”. Tak jednak nie było. Podstawą prawną do dokonywania masowego osadzania cudzoziemców, w tym Polaków w obozach były akty prawa wewnętrznego wydawane we Francji częściowo jeszcze przed podziałem na strefę okupowaną i nieokupowaną.

Urzędnicy francuscy orzekający w kwestii osadzenia obywateli polskich w obozach dowolnie interpretowali przepisy. Często dochodziło do pomyłek w tym zakresie. Tak się stało w przypadku osadzenia w obozie Le Bournets de Chirot Polaka, który przybył spod Paryża wraz z rodziną do jednej z miejscowości na terenie południowej Francji. Tutaj skutecznie się „zagospodarował”, zdobywając ten sposób środki utrzymania. Dla urzędników francuskich było to jednak nieistotne. Polak trafił do jednej z kompanii roboczych dla byłych wojskowych, a nie osób cywilnych.

Zdarzało się, że Polacy stawiali opór nie chcąc zgodzić się na umieszczenie w obozie. Na przykład przyprowadzona pod bramę obozu w Argeles-sur-Mer wraz z trzema córkami Apolonia Karbownik odmówiła wejścia na jego teren. Wówczas strażnicy wprowadzili do środka jej dzieci, natomiast kobietę siłą przerzucili przez ogrodzenie obozu.

Istniało kilka różniących się kategorii obozów na terenie Francji Vichy, w których osadzano Polaków: w obozach w Limoges, Argeles-sur-Mer i Rivesaltes zarówno dlatego, że byli „cudzoziemcami” na terenie Francji, ale przede wszystkim dlatego, że nie mieli dość pieniędzy, które wystarczyłyby na ich utrzymanie.

Największą ilość obozów stanowiły tzw. obozy cywilne, w których umieszczano osoby posiadające status internowanych. Dla określenia tych obozów używano zwrotu „camp d’hebergement”. Używano także zwrotu „centre d’accueil”, co oznacza „obóz dla ludności”. Czasem także w dokumentach pojawiały się określenia „obóz koncentracyjny”. Służył on do określania różnych kategorii obozów np. dla określenia obozu przejściowego w Montaudran w Tuluzie, w którym następował podział internowanych Polaków na cywilów i wojskowych. Ci ostatni później trafiali do „stałych obozów” lub kompanii roboczych przeznaczonych dla żołnierzy albo zostawali zwolnieni. Zwrot „obóz koncentracyjny”, w formie pisanej - „Camp de Concentration” lub „Camp de Consontration” widniał na bramie wjazdowej do obozu w Argeles-sur-Mer. Z kolei określenie „obóz koncentracyjny” dla określenia obozu w Agde pojawiło się w jednym z dokumentów nadsyłanych do Kardynała Augusta Hlonda, któremu przesyłano informacje o ciężkiej sytuacji Polaków w obozach rządu Vichy.

Obozy dla ludności cywilnej zazwyczaj były traktowane jako obozy internowania. Jak wynika z dokumentów zachowanych w polskich i francuskich archiwach, w obozach internowania przetrzymywano prawie 4 tysięcy osób. W styczniu 1941 roku liczbę Polaków osadzonych w obozach Argeles - sur - Mer i Agde szacowano łącznie na około 2000 osób. W przypadku obozu w Agde w styczniu 1941 roku liczba osadzonych tam Polaków była szacowana na 800 osób, z czego 300 to dzieci w wieku od 3 miesięcy.

Obozy, do których trafili polscy uchodźcy znajdowały się m.in. w : Argeles-sur- Mer. Gurs, Agde. Montaudran w Tuluzie, Gaillac, Clairefond, Rivesaltes, Bacares, Oued-Zem w Maroku, Limoges, Perpignan. Wśród internowanych w obozie w Argeles-sur-Mer znajdowały się między innymi rodziny Seniuków i Karbowników. Ich córkami były Wanda Gaś, Janina Mrozek, Helena Łuka, Natalia Ignaszak oraz Kazimiera Felkel. Z kilkoma z nich rozmawiałem, bo po wojnie wrócili do Polski i zamieszkali na Śląsku.

Losy tych dwóch rodzin były pogmatwane. Przed wybuchem II wojny światowej, Karbownikowie i Seniukowie mieszkali w Villerupt w Departamencie Moselle w Alzacji. Z Polski wyjechali „za chlebem”. Nazareusz Seniuk pracował w fabryce żelaza w Villerupt. Natomiast Kazimierz Karbownik zatrudniony był w zakładach hutniczych w pobliskiej miejscowości Michevil. Po rozpoczęciu wojny między Niemcami i Francją obie rodziny zostały ewakuowane, wraz z rzeszami innych uchodźców, na teren Francji południowej (nie okupowanej). Seniuków władze francuskie ewakuowały do miejscowości St. Radegonde, a Karbownikowie ostatecznie znaleźli się w miejscowości Les Eglizottes.

W Nowy Rok 1941 roku do domu Seniuków przyjechali francuscy żandarmi. Zaproponowali oni Nazareuszowi, aby Wanda, jego córka przyjęła obywatelstwo francuskie. To był warunek rezygnacji z zamiaru umieszczenia całej rodziny w obozie dla cudzoziemców w Limoges.

Ojciec odmówił i powiedział, że jesteśmy Polakami. Dano nam godzinę na spakowanie i trafiliśmy do obozu w Limoges. Po pięciu dniach przetransportowano nas do Argeles-sur-Mer

mówiła Wanda (obecnie Gaś). Razem z nimi przewieziono około pół setki innych Polaków, także rodzinę Karbowników.

 

Obóz prawie koncentracyjny

Warunki obozach internowania były bardzo złe. Wszystkimi takimi obozami na terenie Francji rządu Vichy, administrowały władze francuskie. Do obozu w Argeles-sur-Mer w czasie, gdy przebywała tam Helena Łuka, przyjechał oficer niemiecki. Zapytany przez Apolonię Karbownik o przyczynę umieszczenia w obozie Polaków odpowiedział, iż była to decyzja Francuzów. W Argeles-sur-Mer strażnikami byli zdemobilizowani żołnierze francuscy oraz żandarmi. Po rozległym terenie obozu jeździli konno.

Mieli drewniane pałki i często bili nimi osadzonych nawet za drobne przewinienia np. próbę skontaktowania się z inną osobą przez ogrodzenie oddzielające różne części obozu

wspominała Wanda.

Obóz w Agde był pilnie strzeżony, a internowanych w nim traktowano jak więźniów. W przypadku obozu w Argeles-sur-Mer przed umieszczeniem w nim dorośli musieli oddać wszystkie posiadane dokumenty m.in. polskie paszporty. Nadto uchodźcy otrzymywali zapisane na karteczkach numerki. Wanda była wtedy dzieckiem, ale wciąż pamięta smutne obrazy.

„Nasz” obóz był on podzielony na trzy części. W jednej umieszczeni byli internowani po wojnie domowej w Hiszpanii komuniści, dla których pierwotnie założono ten obóz. W pozostałych dwóch znajdowali się uchodźcy cudzoziemscy - osobno umieszczono mężczyzn i chłopców, a osobno kobiety i pozostałe dzieci. Pamiętam płot z drutu kolczastego, który ciągnął się aż do wybrzeża morskiego. Sam obóz usytuowany był na plaży. Części przeznaczone dla mężczyzn oraz kobiet i dzieci oddzielone były podwójnym ogrodzeniem z drutu. Pasem pomiędzy tymi dwoma ogrodzeniami przechadzał się strażnik uzbrojony w karabin i ubrany w cywilną odzież

– zeznawała Gaś przed prokuratorem IPN, który prowadził śledztwo. Obecnie śledztwo jest zawieszone, bo śledczy czekają od kilku lat na pomoc prawną z Francji. I zapewne poczekają.

Naturalnie obowiązywał surowy zakaz opuszczania obozu. Wyjście bez zezwolenia, aby np. kupić chleb, groziło karą 6 dni aresztu. Władze obozowe karały aresztem wraz z „twardym łożem”, czyli koniecznością spania na cementowej posadzce bez siennika, nawet za najmniejsze wykroczenia. Niepokornych uchodźców przenoszono do „obozu specjalnego”, którym zarządzał funkcjonariusz o polsko brzmiącym nazwisku „Dynkowski”.

Większą możliwość wydostania się poza teren obozu miały dzieci. Wyślizgiwały się za druty obozu po to, aby udać się do pobliskiego miasteczka Argeles-sur-Mer i kupić jedzenie.

Wychodziliśmy poza obóz na plaży, gdzie nie było już ogrodzenia albo przez otwory zrobione w ogrodzeniu przez dorosłych. Strażnicy zazwyczaj pozwalali dzieciom na tego rodzaju opuszczanie obozu, ale zdarzały się przypadki, że zabierali oni zakupioną żywność, a nawet nas bili

opowiada Helena.

Stosunek władz francuskich do internowanych Polaków był zły. Jak ustalili prokuratorzy, widać to było szczególnie w czasie prób udzielenia pomocy internowanym w obozach przez organizacje polityczne i charytatywne oraz kościelne. Konsekwentnie uniemożliwiano pracownikom PCK, Biur Polskich oraz katolickim duchownym dostarczanie żywności i odzieży.

W obozach w Argeles-sur-Mer i Agde były bardzo złe warunki sanitarno - bytowe. Internowani mieszkali w ruderach - drewnianych barakach, postawionych na wilgotnym, podmokłym terenie. Nie dawały prawie żadnej osłony przed zimnem i deszczem. Było w nich przeraźliwie zimno, bo brakowało opału. Baraki te były postawione na terenie wilgotnym. Przepełnione braki były pokryte blachą falistą. W każdym z nich mieszkało 40-50 osób. Nie miały podłogi, ani w miejsca do spania. Internowani noce spędzali bezpośrednio na piasku, czasem na położnym na piasku kocu lub na słomie.

Ubikacje znajdowały się na zewnątrz - bezpośrednio na plaży. W części obozu zajmowanej przez kobiety i dzieci znajdowała się tylko jedna pompa z wodą. Do mycia służyła jednak woda morska. Silne huragany, na początku Nowego Roku (1941) w obozie w Argeles-sur-Mer połamały drzewa i zepchnęły do morza kilkanaście baraków. Utopiło się wtedy w morzu kilkoro dzieci.

Internowani w obozach głodowali, bo Francuzi dawali mało żywności. Na dietę internowanych Polaków składały się często jedynie brukiew lub bulwy z wody i 100 gram czarnego chleba na osobę na jeden dzień. W ogóle więźniowie nie jedli tłuszczów.

Głód najbardziej doskwierał dzieciom. W obozie w Gurs mdlały z wycieńczenia. Zdarzały się również przypadki śmierci głodowej dzieci. W obozie w Argeles-sur-Mer przez dwa dni kobietom i dzieciom w ogóle dawano jedzenia. Lekarz, który badał później zwolnionych z internowania Polaków, stwierdził u niektórych objawy „obrzęku głodowego”.

Dostarczana przez PCK żywność była grabiona przez szajki okradające kuchnie obozowe.. Dopiero po kilku miesiącach, prawdopodobnie po kontroli w obozie, dzieci zaczęto karmić lepszymi zupami, dawano im owoce, a czasem nawet kawałek czekolady.

Jednak na początku 1941 roku w obozie w Agde większość polskich dzieci była chora. Stwierdzono wśród nich przypadki zachorowań na odrę i ostatecznie szesnaścioro spośród nich odwieziono do szpitala w Montpellier. Jedno 3,5-roczne dziecko zmarło. Na terenie obozu w Argeles-sur-Mer była plaga szczurów.

O Boże, te szczury to było coś strasznego. Były tak wygłodzone, że rzucały się na nas! Mnie pogryzły… Resztki pozostałej żywności mama przywiązywała na sznurkach do sufitu, gdyż, w przeciwnym razie, zostałaby ona zjedzona przez te gryzonie

- wspomina Wanda.

Na początku 1941 roku przedstawiciele PCK, Biur Polskich oraz Polskiej Misji Katolickiej zaczęli negocjować przeniesienie osadzonych Polaków w Argeles-sur-Mer i Agde do innego obozu. Z oporami władz Vichy, ale udało się.

W lutym 1941 roku zlikwidowano obóz w Agde, a znajdujący się w nim Polacy zostali przeniesieni do Rivesaltes. Od kilku miesięcy prowadzono rozmowy z władzami francuskimi dotyczące określenia warunków, na jakich internowani w obozach Polacy zostaną ostatecznie zwolnieni. Udało się to w połowie 1941 roku, kiedy to większość Polaków została zwolniona z internowania w Rivesaltes na skutek „pozytywnej” decyzji władz francuskich.

Internowani po zwolnieniu z obozu trafiali do schronisk PCK lub wynajmowanych hotelach. Jednak nie wszyscy. W marcu 1942 roku w obozach internowania nadal przetrzymywano prawie 800 osób, w tym 520 Żydów posiadających polskie obywatelstwo.

Rodzina Seniuków została zwolniona z obozu w Rivesaltes pod koniec maja 1941 roku. Trafili do schroniska PCK w miejscowości La Bastide. Później dołączyła do nich rodzina Karbowników.

 

Losy internowanych Żydów

W obozach internowania osadzani byli również Żydzi posiadający polskie obywatelstwo. Dotyczyły ich jednak inne zasady. Z obozów internowania zostali przewiezieni do obozów koncentracyjnych, gdzie zginęli. Jednak wcześniej musieli się poddać odrębnej akcji związanej z ich „spisem”. W tym wypadku jednak posiadanie polskiego obywatelstwa nie ratowało przed rejestracją. Zresztą ten „spis” tak naprawdę był wstępem do deportacji Żydów do obozów zagłady, między innymi w Auschwitz. Było to zgodne z polityką władz Vichy, zmierzającą do ich eksterminacji.

Pierwsze deportacje Żydów do obozów w Gurs, Rivesaltes, Les Milles i innych nastąpiły już w październiku 1940 roku. Transporty z tych obozów bezpośrednio do obozów zagłady miały miejsce począwszy od sierpnia 1942 roku, kiedy to władze francuskie podjęły działania w celu ich „opróżnienia” na terenie nieokupowanym z Żydów internowanych tam po październiku 1940 roku.

Oprócz Żydów w obozach umieszczano innych cudzoziemców, do których odnosiły się te same przepisy. Osadzeni tam zostali Cyganie, Włosi, Belgowie, Holendrzy, Anglicy, Amerykanie, Rosjanie. Ukraińcy, także Niemcy, a ponadto znaczna ilość Hiszpanów, w szczególności - uczestników wojny domowej, którzy walczyli po stronie komunistów, a po wycofaniu się na teren Francji - zostali internowani w obozach.

Rodziny Seniuków i Karbowników po wojnie nie chciały zostać we Francji. W 1946 roku jako repatrianci wrócili do Polski. Nigdy nie odwiedzili Francji, bo chcieli jak najszybciej zapomnieć.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...