Dzisiejsza "Rzeczpospolita" ujawniła szokującą grę posłów Platformy Obywatelskiej w sprawie upamiętnienia 70. rocznicy Rzezi Wołyńskiej dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej mniejszości między lutym 43 a lutym 44 roku. Otóż politycy PO za wszelką cenę chcą uniknąć wpisania do sejmowej uchwały słów o ludobójstwie dokonanym na Polakach, nie zamierzają też uczcić 11 lipca - Krwawej Niedzieli - jako Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian. Tłumaczą to dobrem stosunków z Ukrainą i staraniami o wciągnięcie jej w struktury europejskie, zamiast wpychania w objęcia Rosji. O tej grze uczuciami Ukraińców i Polaków rozmawiamy z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, wieloletnim orędownikiem upamiętnienia ludobójstwa Polaków dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

wPolityce.pl: - Jak ksiądz ocenia to zachowanie Platformy - czy wynika ono tylko z dziwnie rozumianej poprawności politycznej, czy może też czegoś jeszcze?


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: - Przede wszystkim jest mi wstyd, że są politycy w Polsce, niezależnie jaka mają etykietkę polityczną, którzy próbują manipulować historią. Relacje polsko-niemieckie są dlatego w miarę poprawne, że od dziesiątków lat i Polacy i Niemcy mówią prawdę o tym, co się stało w czasie wojny - to znaczy, kim był Adolf Hitler, czym był nazizm, mówi sie prawdę o holokauście Żydów, o KL Auschwitz i wielu zbrodniach dokonywanych przez SS i niemiecki Wehrmacht.

Natomiast równocześnie w relacjach polsko-ukraińskich od 89 r. panuje ogromne zakłamanie - zamiast powiedzieć prawdę i na tej prawdzie budować w miarę dobre relacje z Ukraińcami, to w kółko wałkuje się pianę. Myślę, że jest to wynik bardzo błędnej interpretacji tzw. teorii Jerzego Giedroycia.

Jerzy Giedroyc, tak, jak i inni politycy na emigracji uważali, że powinien się zrealizować plan Józefa Piłsudskiego, żeby między Polską a Rosją istniał pas państw buforowych. I rzeczywiście po 90-91 roku, ten sen Piłsudskiego się spełnił - nie graniczymy już bezpośrednio z Rosją, ale z Ukrainą, Litwą i Białorusią.

Tylko ten sprzyjający splot okoliczności historycznych jest bardzo źle interpretowany - że mamy milczeć w jakichkolwiek problematycznych sytuacjach między Polakami a Litwinami, czy Polakami a Ukraińcami. I dochodzi tutaj do totalnych absurdów na tle budowania dobrych relacji z Ukraińcami. Trzeba ja jak najbardziej budować, ale w oparciu o prawdę i o rzeczach pozytywnych ale też i negatywnych.

Dlaczego jeszcze jest to fałszywa interpretacja budowy dobrych relacji z Ukrainą? Bo przecież większość Ukraińców uważa Banderę i UPA za zbrodniarzy. Więc komu się chcą przypodobać politycy Platformy? Tej malutkiej części ukraińskich nacjonalistów szacowanej w granicach 10-20 proc.? Czy też powinni patrzeć szerzej - że Ukraina to nie tylko Lwów, ale Odessa, Krym, Kijów, Ukraina Wschodnia, gdzie nie stawia się pomników Stepanowi Banderze, a wręcz odwrotnie, mówi się, że był zbrodniarzem.

Nie chcę nikogo obrazić, ale jest to takie myślenie bardzo naiwne i dziecinne, że jak będziemy fałszować i kłamać, to może nas pokochają. Nikt nie będzie kochał ludzi, którzy nie mówią prawdy - raczej to ta uchwała, w interpretacji PO, będzie prowadzić do jeszcze większych konfliktów i na terenie Polski i na terenie Ukrainy.

wPolityce.pl: - A jak ksiądz skomentuje podnoszony argument, że ze zbyt ostrego stawiania sprawy ludobójstwa na Wołyniu cieszy się Rosja, widząć potencjalne zarzewie konfliktu polsko-ukraińskiego?


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: - No właśnie, jak mówiłem, to jeszcze jedna nieprawda - bo pytanie jest kto popiera banderowców na Ukrainie? Jeżeli ktokolwiek interesuje się polityką wschodnią, to wie, że partia Swoboda, nacjonalistyczna, która popiera to kłamstwo historyczne cieszy się poparciem zaledwie 10 proc. wyborców. Trzeźwy polityk musi jednak patrzeć, gdzie jest większość, a ta jest przeciwna Stepanowi Banderze. Wszystkie badania opinii publicznej wskazują, że poza Galicją Wschodnią i częścią Wołynia - czyli dawnymi polskimi Kresami południowo-wschodnimi - większość Ukraińców nie popiera Bandery. W Żytomierzu, np. nie stoi pomnik Stepana Bandery, tak samo w Odessie, Charkowie.

I znów mamy pytanie - komu się chce przypodobać Platforma. Wg mnie chce ona świadomie, z jakichś powodów szukać sojuszników w nacjonalistach ukraińskich. To tak, jakby szukać sojuszników wśród neonazistów w Niemczech, skrajnej mniejszości i jeszcze z elementami antypolskimi.

Myślę, że są to fatalne błędy popełniane przez ministra Radka Sikorskiego, który zresztą nie kryje tych swoich dziwnych sympatii do nacjonalizmu ukraińskiego.

wPolityce.pl: - Ale czy Platforma świadomie kładzie na ołtarzu dobrych relacji z Ukrainą odczucia Polaków - zwłaszcza rodzin ofiar ludobójstwa wołyńskiego?


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: - Myślę, że są tu dwa zasadnicze powody. Po pierwsze Platforma Obywatelska jest partią, która bardziej myśli o interesie Europy, niż interesie Polski, tzn., nie jest tak mocno zakorzeniona w historii i tradycji polskiej, tylko cały czas myśli: "A jak nas będą oceniali w Brukseli, Paryżu czy Londynie?". Najpierw się martwią, czy będą nas dobrze oceniali w tych krajach. Dlatego nie broni tych podstawowych wartości historycznych - i nie tylko w tej sprawie, w innych też.

A z drugiej strony, myślę, że to jest skrajne dyletanctwo - brak jakiejkolwiek koncepcji. Ja słuchałem, co kiedyś mówił obecny pan prezydent Bronisław Komorowski, kiedy jeszcze był marszałkiem Sejmu i choć ma tytuł magistra historii plótł nieprawdopodobne bzdury twierdząc np. że za ludobójstwo na Wołyniu odpowiedzialni są Sowieci. Przecież to wynika z jakiegoś oderwania od historii. Chociaż muszę z przykrością powiedzieć, że śp. Lech Kaczyński również uciekał od powiedzenia wyraźnie prawdy o ludobójstwie i nie chciał uczcić pamięci o pomordowanych.

Natomiast myślę, że na Ukrainie nastąpiły już tak gwałtowne zmiany przeciwko nacjonalizmowi ukraińskiemu, że Polska ma raczej interes strategiczny w popieraniu tej większości ukraińskiej niż mniejszości.

wPolityce.pl: - A jak ksiądz ocenia starania władz - rządu, samorządów - upamiętnienia 70. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej?


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: - Jeżeli chodzi o rząd to nie ma żadnych starań. Za 2 miesiące będzie rocznica Krwawej Niedzieli i do tej pory rząd nie podjął żadnych decyzji. Byłem na rozmowie z ministrem Andrzejem Kunertem, szefem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i tam nie ma żadnego pomysłu. A przez dwa miesiące już nic ne zrobi. Dziś zresztą ma miejsce kolejne spotkanie, na które ja już nie pojechałem, bo uważam, że to jest bez sensu.

No jaki pomnik zostanie teraz postawiony? No chyba, że na łapu capu, że zrobią coś takiego, jak ten orzeł z białej czekolady? No bo co innego można teraz postawić?

Natomiast organizacje pozarządowe, rodziny pomordowanych organizują organizują niezależne uroczystości w czwartek 11 lipca - po mszy św. o godz. 11.00 w kościele Św. Aleksandra przejdzie Pochód Pamięci ulicami Warszawy pod tablicę na Domu Polonii ku czci Polaków pomordowanych na Kresach. Tam, na Krakowskim Przedmieściu odbędzie się spotkanie tych organizacji, które zdają sobie sprawę, że pan prezydent nie przyjdzie, ani tez pan premier. Ale też czytam na stronie internetowej prezydent.pl. że w lipcu Bronisław Komorowski objął już honorowe patronaty nad wyścigiem kolarskim i kongresem papirusów egipskich i ani słowa o Kresach Wschodnich., o tym, że wymordowano prawie 200 tysięcy polskich obywateli.

Natomiast pozytywnie przyjmuję działania samorządów - to jest bardzo dobry sygnał, że tam, gdzie zawodzi władza państwowa, tam samorządy podejmują tę ważną rolę i w całej Polsce, nie tylko tam gdzie mieszkają Kresowianie odbywają się liczne uroczystości.

wPolityce.pl: - Czy to oznacza smutną konstatację, że oficjalnie, w dalszym ciągu ludobójstwo na polskich Kresach pozostanie tematem tabu?


Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: - Tak... Jeśli zwycięży koncepcja Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego to tak. To jest rzeczywiście smutme, że ci ludzie nie mają odwagi powiedzieć tak o posłach PSL i PiS. Dlaczego PSL tak się w to angażuje? Bo kogo mordowano na tych Kresach? Polskich chłopów wyrzynano, tak jak  rodyinn wieś mojego ojca na ziemi tarnopolskiej, gdzie jednej nocz zamordowano ponad 150 Polaków - to byli wszyscy chłopi. PiS też wyraźnie zmienił zdanie i też się angażuje, ale niestety języczkiem u wagi są posłowie Platformy obywatelskiej, chociaż znam niektórych posłów Platformy, którzy mówią, że dość tej manipulacji, że to do niczego nie prowadzi to przemilczanie.

A to jest bardzo źle postrzegane przez choćby Polaków mieszkających na Ukrainie: Polacy bez przerwy chcą kogoś przepraszać, ale nigdy nie są w stanie stanąć zdecydowanie wtedy, kiedy trzeba wyraźnie powiedzieć kto mordował Polaków. I ofiary dzieli się na te "lepsze", zamordowane w KL Auschwitz, czy Katyniu i te "gorsze", zamordowanych przez banderowców. A to jest ogromna, gigantyczna liczba - 200 tysięcy. W Zbrodni Katyńskiej zginęło 22 tysiące Polaków, a tutaj 10 razy więcej i ciągle są spory, czy mówić prawdę, czy milczeć, czy kłamać, czy fałszować. Ale już się nie da tego dłużej fałszować.



rozmawiał Krzysztof Karwowski

 

Polecamy w Sklepiku.pl: "Modlitewnik"

Modlitewnik zawiera:
- podstawowe modlitwy (Wierzę w Boga Ojca, Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, akty strzeliste itd.)
- „mały katechizm” (Dekalog, Przykazania kościelne, Główne prawdy wiary itd.)
- jeden rachunek sumienia przed spowiedzią (ogólny)
- obrzędy sakramentu pokuty
- obrzędy Mszy świętej z Drugą modlitwą eucharystyczną
- litanie
- rozważania Drogi Krzyżowej i rozważania różańcowe
- wybór modlitw starych i nowych, w różnych intencjach, różnych autorów
- Godzinki
- Gorzkie Żale