List śląskiej radnej Platformy do Donalda Tuska. "Nie takiej PO wierzyłam. Boję się, że dziś Rybnik i Elbląg, a jutro cały kraj..."

Fot. siemianowice.sl
Fot. siemianowice.sl

Nie są to najlepsze dni (a chyba i tygodnie) dla Platformy Obywatelskiej i jej przewodniczącego. Najpierw porażki w Elblągu i Rybniku, następnie problemy z wewnętrzną lojalnością partyjną w stolicy, a teraz list wysłany z kolejnej platformerskiej wyspy na mapie Polski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Polityka oświatowa władz Warszawy przekroczyła granice partyjnej lojalności. Radna PO: Dochodzimy do granic bezpieczeństwa przebywających w przedszkolach dzieci

Tym razem w specjalnym liście skierowanym do szefa rządu głos zabrała Dorota Połedniok, radna Platformy Obywatelskiej z Siemianowic na Śląsku. Zamieszcza w nim katalog żali do premiera - jako szefa rządu i szefa Platformy Obywatelskiej.

Proszę wybaczyć mi śmiałość, że ośmielam się w tej formie zwrócić do Pana jako lidera PO, ale zapewniam, że zostałam do tego zmuszona. (...) W wielokrotnych rozmowach z członkami naszego klubu PO zadawałam pytanie dlaczego jako radna mam popierać człowieka, który zadłużył miast do ponad 65 mln zł. (...) Nasze miasto powoli umiera. Znikają kolejne zakłady pracy, ludzie wyjeżdzają w świat

- pisze Połedniok.

Żal tym większy, że Połedniok czuje się związana ze strukturami PO i na nic zdały się próby kontaktu z lokalnym szefem struktur partii. Jej pomysły i uwagi zostały zlekceważone.

Podjęłam desperacką próbę kontaktu z Przewodniczącym PO w Siemianowicach Śląskich Panem Jackiem Matusiewiczem (bratem byłego Marszałka). Było to trudne zadanie, bo on w Siemianowicach ani już nie mieszka, ani nie pracuje. (...) Udałam się nawet na posiedzenie Zarządu PO, z którego ja - członek, radna PO zostałam arogancko wyproszona. (...) Nie do takiej PO wstępowałam. Nie dla takiej PO wróciłam z Anglii. Nie takiej PO uwierzyłam

- skarży się radna.

Połedniok uważa, że jeśli w Platformie niewiele się zmieni, to koleje jej politycznych losów mogą być opłakane, na co wskazuje przykład Rybnika i Elbląga.

Takich jak ja jest więcej, lecz blokowani przez lokalnych partyjnych baronów jesteśmy z partii wypychani, szykanowani i wręcz postponowani. Jest to niestety prosta droga do "symptomu Rybnika". Boję się więc, że dzisiaj Rybnik, Elbląg i Siemianowice, a jutro cały kraj...

- pisze Połedniok.

Czy premier zareaguje na głosy lokalnych, coraz mocniej obawiających się o swoją przyszłość, struktur partyjnych? Bo szef lokalnych struktur już zareagował, jak wynika z wpisu Połedniok na Facebooku:

Tydzień temu przypadkowo z prasy dowiedziałam się, że podobno zostałam zawieszona w prawach członka klubu PO. Nikt z PO wcześniej ze mną nie rozmawiał. Nie odniósł się do moich zarzutów i wątpliwości. Ani szef partii w mieście, ani szefowa klubu radnych (ONI wiedzą lepiej, ONI zawsze mają racje?). Tak właśnie wygląda debata i dyskusja w naszej partii. W kilkudziesięciotysięcznym mieście nie ma problemów do rozwiązania? W partii wszystko układa się dobrze (komu?).

Wstyd mi za moich kolegów z klubu radnych PO. (...)

Niestety w Waszej siemianowickiej PO wciąż obowiązuje PRL-owska zasada rodem z „Misia” Barei, gdzie można tylko chwalić i podlizywać się słowami „łubu dubu, łubu dubu – niech żyją nam władze naszego Klubu”. Tymczasem wciąż czekam na waszą odpowiedź: komu potrzebna jest ta koalicja? I może ktoś wreszcie z zarządu partii i władz klubu poinformuje mnie czy rzeczywiście jestem zawieszona i za co?

- puentuje Połedniok.

Całość listu na stronach "Dziennika Zachodniego".

svl

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...