Polityka oświatowa władz Warszawy przekroczyła granice partyjnej lojalności. Radna PO: Dochodzimy do granic bezpieczeństwa przebywających w przedszkolach dzieci

Fot. Youtube.pl
Fot. Youtube.pl

Cięcia w polityce edukacyjnej w Warszawie oburzyły radną Platformy Obywatelskiej, wieloletnią nauczycielkę Małgorzatę Żuber-Zielicz. W piśmie do Prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz krytykuje oszczędności na dzieciach oraz wytyka ratuszowi przypadki zaskakującego wydatkowania środków miejskich.

W związku z pogarszającą się sytuacją finansów miasta drastycznie zmniejszane są środki na edukację i wychowanie - redukowany jest personel (pedagogiczny i niepedagogiczny) szkół i przedszkoli pracujący bezpośrednio z dziećmi i młodzieżą. W przypadku ostatnich propozycji organizacji pracy przedszkoli dochodzimy do granic bezpieczeństwa przebywających tam dzieci (np. woźne w przedszkolu czy szkole nie są, w przeciwieństwie do urzędów, po prostu sprzątaczkami!), nie mówiąc już o efektywności ich pobytu dla rozwoju

- pisze radna Platformy.

Apeluje, by polityka szukania oszczędności dotyczyła nie tylko oświaty, ale wszystkich obszarów działania władz miasta.

Zamiast drastycznie pogarszać warunki edukacyjne warszawskich dzieci, koncentrując działania oszczędnościowe na sektorze edukacji i wychowania tylko dlatego, że jest on jedną z dwóch głównych pozycji budżetu, w moim przekonaniu byłoby bardziej zasadne zrealizowanie przez urząd miasta zrównoważonego programu oszczędności, obejmującego wszystkie obszary tego budżetu. W tym celu należy dokonać jego uważnego i szczegółowego przeglądu

- pisze radna.

W swoim piśmie prezentuje również krótkie zestawienie zaskakujących wydatków warszawskiego ratusza.

Pisze m.in. o przeroście administracji:

Nie widać żadnych działań racjonalizujących zatrudnienie i wynagrodzenia w aparacie administracyjnym miasta oraz dzielnic czy jednostkach podległych jak Zakłady Gospodarowania Nieruchomościami. Nie jest prawdopodobne, by były one, w przeciwieństwie do oświaty, optymalne!

Dodaje, że w placówkach na terenie Warszawy prowadzone są mało efektywne, za to bardzo kosztowne, programy profilaktyczne.

Nadal w placówkach oświatowych prowadzone są w godzinach lekcyjnych, za pieniądze miasta, różnorodne programy, tzw. profilaktyczne, które generując bardzo wysokie koszta (opłaca się jednocześnie nauczycieli, którzy planowo powinni prowadzić daną lekcję oraz, przy bardzo wysokich stawkach godzinowych, osoby prowadzące program spoza szkoły), niekoniecznie przynoszą pozytywne efekty. Nikt zresztą, według mojej wiedzy, tych efektów należycie nie bada. W sytuacji kryzysu finansowego pierwszeństwo w nakładach powinna mieć podstawowa działalność placówek oraz zajęcia pozalekcyjne

- pisze Małgorzata Żuber-Zielicz.

Radna PO punktuje również ratusz za wydawanie pieniędzy na nagrody:

M.st. Warszawa wydaje rocznie około pół miliona zł na nagrody literackie (Warszawska Nagroda Literacka i Nagroda im. R. Kapuścińskiego) - na same nagrody oraz koszty ich przyznania (honoraria jury, stosowne uroczystości itd.). Nie jest to akurat zadanie samorządu. Są one niewspółmiernie wysokie (maksymalnie 100 tys. zł i 50 tys. zł) w stosunku np. do gratyfikacji związanych z tytułem „Zasłużony dla Warszawy” (około 10 tys. zł) nie mówiąc już choćby o nagrodach prezydent przyznawanych najwybitniejszym nauczycielom (około 6 tys. zł). Nagradzana twórczość na dodatek nijak ma się często do m.st. Warszawy. Ostatnią nagrodę im. R. Kapuścińskiego otrzymał Chińczyk za reportaż o Chinach.

Żuber-Zelicz pyta czy utrzymywanie kosztownych nagród niemających związków z miastem jest zasadne.

Radna przytacza również przykład Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które ma siedzibę w dawnym pawilonie meblowym "Emilia".

Czy jest zasadne przyznawanie przez miasto dziesiątków milionów zł na prowizoryczną, czasową adaptację pawilonu "Emilia" na siedzibę istniejącego jedynie wirtualnie kontrowersyjnego Muzeum Sztuki Współczesnej, skoro funkcjonuje już w reprezentacyjnym Zamku Ujazdowskim Centrum Sztuki Współczesnej? Zanim się zacznie tworzyć kolejne muzea, warto zadbać o odpowiednią edukację ich przyszłych zwiedzających

- zaznacza radna.

Małgorzata Żuber-Zielicz to już kolejna polityk samorządowa z PO, która krytykuje rządzącą miastem władzę. Wcześniej podobne pismo do Hanny Gronkiewicz-Waltz przesyłała inna radna - Mariola Rabczan.

Wydaje się, że polityka oświatowa władz Warszawy przekroczyła granice partyjnej lojalności. Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz polegnie na edukacyjnym koszmarze, jaki rozwija w Warszawie?

KL

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...