Dorota Łosiewicz, rocznik 1978. Dziennikarka i komentatorka życia politycznego. W latach 1998-2003 reporterka w redakcji międzynarodowej TVP. W latach 2004-2012 pracowała w dziale opinii „Faktu”, od 2010 na stanowisku wiceszefowej tego działu. W 2012 roku związała się z portalem wPolityce.pl i tygodnikiem "Sieci", gdzie jest autorką stałej kolumny "Miszmasz Doroty Łosiewicz". Od kwietnia 2013 redaktor naczelna portalu wSumie.pl. Prywatnie mama Mai, Janka i Hani.

Ma Pani adres mejlowy na Onecie. Kiedy zamieni Pani na taki: @poczta.wsumie.pl?

Na razie polecam ten: redakcja@wsumie.pl. W pierwszym etapie nie będziemy uruchamiali poczty. Analizy rynkowe wskazują, że ten rynek się nasycił, a koszty nie dają szans na zbilansowanie nowemu podmiotowi. Nie wykluczamy tego jednak w dalszej perspektywie. Będziemy trzymać rękę na pulsie.

Portal wSumie.pl startuje w tym miesiącu. Jak oceniacie szanse w ściganiu lidera, Onetu, który ma - wedle danych Megapanel PBI/Gemius - 12,13 mln unikatowych użytkowników i 2,61 mld odsłon?

Podobne pytania padały ponad dwa lata temu, kiedy ruszał portal wPolityce.pl. Nie było rzekomo szans w konkurencji z innymi tego typu serwisami. wPolityce.pl powstał niemal z niczego, sfinansowany z prywatnych oszczędności, stworzony dzięki zaangażowaniu, pracy za darmo, dla idei, dziesiątków ludzi i wsparciu tysięcy czytelników. Zaproponowaliśmy jednak nową jakość. I jest efekt – ponad milion czytelników miesięcznie, kilkanaście milionów odsłon, niesamowita opiniotwórczość, drugie miejsce po Onecie. To wynik pracy zespołu dziennikarskiego, obecnie pod kierownictwem Marka Pyzy, jak i ciężkiej pracy całej spółki Fratria, która jest wydawcą portalu.

Szybko zaczęliście pączkować. Powstawały kolejne odsłony: wNas, wGospodarce…

Fratria konsekwentnie buduje grupę internetową, wszystkie portale osiągają obecnie zasięg ok. 2 milionów unikatowych użytkowników. Z naszych analiz, ale przede wszystkim z doświadczenia, kontaktów z czytelnikami i reklamodawcami wynika jednoznacznie, że jest zapotrzebowanie na to, co robimy. W połączeniu z tygodnikiem „Sieci” kierowanym przez Jacka Karnowskiego powstaje spora grupa medialna. Co ważne – budowana rozsądnie, bez finansowych szaleństw, także płacowych, z wykorzystaniem multimedialności, z dbałością o budowanie także przychodów i troską o efektywność. To jest nasza odpowiedź na kryzys na rynku medialnym.

W 2013 roku prognozuje się dalszy spadek budżetów reklamowych. Teraz jest w sieci 15,2 proc. reklam (w telewizjach: 49,1; w radiu: 12,5; w gazetach: 6,0). Ale w Internecie – o dziwo - przychody z reklam mają wzrosnąć o 20 proc. Czy to nie są te konfitury, o które chcecie się bić?

Oczywiste, że Internet zyskuje wpływy reklamowe. Ale, rzecz jasna, nie oznacza to automatycznego wzrostu przychodu dla naszych przedsięwzięć. To trzeba wypracować. I odwrotnie – prasa traci, ale można zawalczyć o wzrost w przypadku własnego tytułu. Niestety, nie mogę mówić o strategii reklamowej spółki, to są sprawy, które się precyzyjnie opracowuje, ale nie rozważa się ich publicznie. Mogę tylko podkreślić, że jako grupa medialna zyskujemy nowe możliwości reklamowe, budujemy konsekwentnie zdolność dotarcia do klienta, do szerokich grup docelowych.

Skoro startujecie, to wierzycie w sukces. Ale idziecie pod prąd tendencjom: kończy się czas mediów dla masowego czytelnika. Przyszłością są media silnie sprofilowane, niszowe. A z Waszych zapowiedzi wynika, że macie szeroką ofertę tematyczną.

Mamy szeroką ofertę, coraz lepszą i szerszą. Gdyby była wąska, powiedziałby pan, że jest zbyt specjalistyczna. Dzięki portalom tematycznym, jak wGospodarce.pl, wNas.pl, wPolityce.pl i bardzo popularnej stronie tygodnika „Sieci” - która zresztą wkrótce zostanie odświeżona - docieramy w Internecie do grup sprofilowanych. A po uruchomieniu wSumie.pl dołożymy do tego portal ogólnotematyczny. Zachęcam potencjalnych reklamodawców do kontaktu z biurem reklamy spółki. Z tego, co wiem, jego oferta jest oceniana bardzo pozytywnie i zaskakująco dobrze. Reklama u nas kupowana, w mediach poważnych, mających lojalnych czytelników, ufających nam, jest też bardzo skuteczna. Warto zwrócić uwagę, że oferujemy także niestandardowe usługi budowania sprzedaży bezpośrednio z poziomu pod artykułami w Internecie. To bardzo skuteczne narzędzie.

Zabawne są też dywagacje o rynkowych tendencjach. Niedawno jeszcze słyszeliśmy, że papier się kończy, tymczasem sukces tygodnika „Sieci” dowodzi, że czytelnicy wciąż chcą sięgać po papierowe magazyny.

Powiedziała Pani niedawno: „Jestem też przekonana, że współpraca z innymi portalami Fratrii przyniesie korzyść zarówno wSumie.pl, jak i każdej z witryn, z której pochodzić będą nasze treści”. Czy nie jest to przetasowanie kart w Waszej talii, uporządkowanie jej? Zbudowanie platformy na kilku filarach: "wNas" ,„wPolityce", „wGospodarce"?

Tak, taki jest jeden z celów. W tym kierunku zresztą zmierzają wielkie portale. Ale jako redaktor naczelna mogę obiecać, że wSumie.pl, pomimo korzystania z istniejących w spółce zasobów, zaoferuje dużo nowych treści, rozwiązań, pomysłów. To będzie powiązany z innymi naszymi serwisami, ale samodzielny portal.

No właśnie: skąd weźmiecie treści? Treści mogą wytworzyć tylko zespoły redakcyjne. Czy budujecie strukturę, jak Onet, opartą głównie o dziennikarzy współpracowników?  Tam nieliczni redaktorzy mają etaty, ale za to autorom zewnętrznym płaci się stosunkowo wysokie stawki na rynku.

Dzięki sukcesowi tygodnika „Sieci” i naszych portali wielu dziennikarzy ma pracę, wielu może publikować artykuły. Niestety, nie możemy obiecać nikomu najwyższych stawek na rynku ani nawet zbyt dużych. Pieniądze łatwo wydać, trudniej zarobić. Wydajemy je więc rozsądnie, pilnujemy kosztów, walczymy o przychody. Bo tworzymy przedsięwzięcie, które ma przetrwać, ma zarabiać, ma dawać ludziom poczucie stabilności. Co do umów z ludźmi: są różne formy współpracy. Zarząd spółki z każdym osobno negocjuje najlepsze w danym przypadku formy wynagrodzenia i zasady. Ale to już sprawy poza mną.

Na przykład portal NaTemat - jak podał niedawno w Licheniu na warsztatach dziennikarskich „Kościół a media” jego redaktor naczelny Tomasz Machała - zatrudnia 23 osoby, w tym dziesięciu dziennikarzy. Czy na nielicznym zespole można zbudować serwis konkurujący z największą polską trójką: Onetem, Wirtualną Polską, Interią?

Portal Natemat.pl, jego bilans, jeśli podaje pan prawdziwe dane, jest dla mnie zagadką. Tego się nie da utrzymać, zwłaszcza przy tak niewielkiej opiniotwórczości, nawet przeprowadzając rozmowy z fryzjerami, reklamując rządowe parówki i dżinsy na własnej pupie. Może stąd histeryczne ataki na naszego kolegę redakcyjnego, Piotra Zarembę, któremu przyjaciele zorganizowali benefis? Ale zostawmy innych. Rozumiem porównywanie nas przez pana z innymi, ale z naszego punktu widzenia zadaniem nie jest pokonanie kogokolwiek, a zyskanie czytelników, sprawienie by nas polubili, zaufali, dostrzegli w nas dobrą jakość dziennikarską i bliski im świat wartości. A że inni są dziś wielcy? I dobrze, gratuluję, cieszę się. Jednak my chcemy być jak Małysz – skoczyć najdalej, nie oglądając się na innych. W przypadku „Sieci”, wPolityce.pl i innych przedsięwzięć ta strategia się udaje. Zaczynamy długi marsz, nie mamy ambicji wskakiwać od razu do żadnej trójki czy piątki, choć mamy oczywiście postawione cele. Robimy swoje.

Będziecie podkupywać ludzi innym graczom na rynku? Bo z jednej strony niby jest wśród dziennikarzy bezrobocie, ale z drugiej - jak się rozejrzeć - dominują mediaworkerzy. Profesjonaliści, jak elita, są nieliczni. Jak w krzywej Gausa. Tytuły zaczynają się bić o czołowe pióra, jak o Marcina Wolskiego, a wielu świetnych dziennikarzy odeszło z zawodu. Ostatnio Zalewska, Janke...

Akurat Igora Janke zapraszała do zespołu redakcja „Sieci”, ale wybrał inaczej. Szkoda. Ja wierzę w dziennikarstwo, choć rozumiem, że jest ono dziś nieco inne niż dekadę temu. Trzeba pisać do tygodnika, Internetu, realizować materiały wideo. Choć czasem raz jednego jest więcej, a drugiego mniej. Jak mówiłam, w spółce Fratria ostrożnie wydaje się pieniądze, stawia raczej na kształcenie młodych ludzi, na zapraszanie tych, którzy widzą u nas przygodę życia, więc o podkupywaniu nikogo raczej nie ma mowy.

Michał Karnowski zadeklarował: „nasz serwis zaoferuje internautom treści unikalne i opiniotwórcze”. Jakie to będą treści, które mają Wam zagwarantować sukces, skoro na portalu lidera rynku – Onetu - dominuje seks, plotka, zdrady, celebryci, sensacja?

No właśnie, sam pan widzi, że oferując lekki portal unikający jednak tak drastycznych treści można już coś zyskać, choćby ludzi, których to razi. Wyścig pomiędzy portalami Onet.pl i Wp.pl nakręca skrajną tabloidyzację obu tytułów. Więc jeśli przedstawimy nieco inną ofertę, to może nie zdobędziemy 12 milionów unikatowych użytkowników, ale już kilka milionów może się uda przekonać? Podobnie było z wPolityce.pl, które też poszło pod prąd. I dlatego cieszę się, że mogę współpracować z Michałem Karnowskim przy budowie tego portalu. Spróbujemy powielić sukces. Każdy z nas ma inne doświadczenia medialne.

Wiele serwisów buduje swoją siłę na kradzieży intelektualnej. „Puls Biznesu” zestawił niedawno graficznie działy biznesowe największych polskich portali – Onetu, Wirtualnej Polski i Interii – wycięli linki do informacji z prasy papierowej i dowiedli, że warto kupować gazety, bo sieć czerpie garściami z papieru. Analizy dziennikarskie, zwłaszcza ekonomiczne, ale także reportaże (nie wspominając o śledczych) są pracochłonne. Czy u Was - po podobnym eksperymencie, jak "Pulsu Biznesu" - cokolwiek zostanie?

To nie jest takie proste. Bo gdyby gazety zamknęły swoje treści, to zniknęłyby z obiegu, straciły opiniotwórczość i znaczenie. Ale przecież nie jest tak, że samo kopiowanie czy omawianie informacji pozyskanych przez innych daje sukces. Gdyby tak było Onet.pl nie płaciłby, co pan stwierdza, dużych pieniędzy swoim autorom. Wyraźnie widać zatem, że wykuwa się model, w którym każda z redakcji oferuje czytelnikom mieszankę treści ekskluzywnych i powielonych. Tak jest wPolityce.pl – realizujemy dziennie nawet do kilkudziesięciu materiałów własnych, korzystamy z agencji prasowych, z materiałów nadesłanych, a czasem podajemy, co słychać w gazetach czy telewizjach. Często bywa zaś tak, że w  gazetach czytamy nasze ustalenia, czasami - niestety - także bez podania źródła. Ile by zostało w niektórych gazetach codziennych, gdyby nie inspirowały się Internetem? To też byłby ciekawy eksperyment.

Warto też pamiętać, że nie wszystkie narzekania dziennikarzy mają sens. Zmienia się model konsumpcji mediów, ludzie chcą szybciej czytać puentę, dostać raczej hierarchizację informacji niż tysiące drobnych artykułów. Musimy, jako dziennikarze, się do tego dostosować.

Skąd macie kapitał? Wiadomo, że Ringier Axel Springer kupił 75 proc. udziałów w Onecie od TVN za gigantyczną sumę 960 mln zł. Czy SKOK-i stać aż na taką inwestycję?

Nie wiem, na co stać SKOK-i. Wydawcą portalu jest spółka Fratria i przestrzegany jest w niej ład korporacyjny. A suma, jaką pan podał, jest oczywiście kosmiczna, kompletnie oderwana od naszego, odpowiedniego, ale rozsądnego poziomu finansowania. Suma 960 mln zł zawiera w sobie zapewne także realne i potencjalne przychody reklamowe Onetu, uwzględnia jego pozycję rynkową. To zupełnie inna sprawa niż budowanie nowego portalu. No i inną sprawą jest: czy dobry interes zrobił Ringier Axel Springer czy TVN?

 

Materiał ukazał się na stronie SDP.PL. Polecamy!