Oglądam sobie w necie zdjęcia z manifestacji organizowanej przez Gazetę Wyborczą i Trójkę i widzę jakieś święto Barbie: różowe baloniki, różowe okulary, różowe flagi z logiem Trójki, różowe ulotki reklamujące Gazetę Wyborczą i Trójkę, ale nie widzę w rękach demonstrujących ANI JEDNEJ flagi biało-czerwonej. ANI JEDNEJ.

"Dzień Barbie" - dzień bezrefleksyjnego konsumenta, który dostaje reklamowy gadżet do ręki i z nim bezrefleksyjnie maszeruje nawet nie bardzo wiedząc po co. Żeby pokazać jak się jest zadowolonym konsumentem? Bo z patriotyzmem nie ma to przecież nic wspólnego. Setki ludzi, którzy pokazują swoje przywiązanie do tytułu prasowego i stacji radiowej. Udany komercyjny event. Marketingowy sukces. W dodatku z udziałem Prezydenta, który wzorem innego prezydenta, który swego czasu reklamował pewną fabrykę mebli, promuje akcję marketingową wielkiego koncernu medialnego.
JEDNA WIELKA ŻENADA!

Z nieba, z wojskowego helikoptera, lecą ulotki reklamujące Gazetę Wyborczą i Trójkę. Kto zbierze trochę tych ulotek może dostać nagrodę. Konsument biegnie więc i zbiera. Biegnie do punktu gdzie mu ulotki… ważą i dostaje nagrodę. Reklamowy event trwa w najlepsze. Hasła na transparentach przygotowanych przez koncern mają pokazać konsumencką radość: „To ja orzeł spadłem z nieba, uśmiechu mi w Polsce potrzeba”. I radosny konsument zbierający na ulicy ulotki reklamowe z logotypami radia i gazety musi się uśmiechnąć. W końcu dostanie za te ulotki jakiś fajny gadżet. Ba, może nawet wygra zegarek.
Piszę to patrząc jednocześnie na kalendarz Ruchu Narodowego na którym jest 12 zdjęć z Marszu Niepodległości. Morze biało-czerwonych flag. Dumne i radosne okazywanie przywiązania do Ojczyzny. I wracam do obrazków z akcji „Orzeł może” i widzę ludzi okazujących przywiązanie do  stacji radiowej i tytułu prasowego. Konsumentów kupionych darmowymi różowymi okularami, różowymi chorągiewkami, różowymi balonikami, różowymi szalikami i parasolkami i nagrodami do wygrania. Wszystko opatrzone logotypami gazety i stacji radiowej. I ŻADNEJ biało-czerwonej flagi. Bo takiego „gadżetu” organizatorzy eventu nie dostarczyli konsumentowi i nie wcisnęli do ręki. Ale przecież nie o to chodzi w „Dniu Barbie”. W tym dniu chodzi o to, aby konsument był jak zwykle zadowolony. Bo to jest jego zadanie: musi być zadowolony. I bezrefleksyjny.

 

ZOBACZ GALERIĘ Z MARSZU "ORZEŁ MOŻE"