Według mnie Tusk pozbędzie się Gowina, w momencie kiedy nad decyzją nie będzie już ciążyło odium światopoglądowe, lecz kwestie jego jakości pracy jako ministra. Nie ma takiej możliwości, aby nie można było znaleźć braków w działalności każdego ministra. To tylko kwestia – powiedziałbym - dobrej woli. Tusk nie byłby sobą, gdyby już teraz nie dał lekkiego  sygnały mówiącego, jaka jest przyszłość Gowina. Zabawa w okrutnego kota i naiwną myszkę

– tak pisałem niecałe dwa miesiące temu, po zapowiadanym wcześniej ważnym spotkaniu Donalda Tuska z Jarosławem Gowinem, kiedy to po raz pierwszy miały ważyć się losy ministra sprawiedliwości.

Nie, to nie megalomania. To tylko potwierdzenie, że poznałem już duszę Donalda Tuska. Tak naprawdę, znam tę pokrętną duszę od lat. Nigdy nie miałem wątpliwości, że nie toleruje wokół siebie ludzi ambitnych, którzy mogą być zagrożeniem dla niego jako Numeru Jeden. Nawet jeśli potencjalni rywale do przewodnictwa w peowskim stadzie, a dziś już zbieraninie od sasa do lasa, ze strachu lub ze względów strategicznych nie mówią głośno, ba, nawet starają się te aspiracje ukryć, Tusk ma szósty zmysł lokalizowania takiego niebezpieczeństwa i szybko się konkurenta pozbywa. „Aspirant” albo wylatuje z partii albo zostaje zmarginalizowany, a wcześniej często upokorzony. Jeszcze gorszy los spotyka jego rywali charakterem, z kawałkiem osobowości. Ci, którzy mają jakieś wizje polityczne i starają się je choćby w drobnej części realizować, a nie poprzestają jedynie na dbaniu o utrzymanie za wszelką cenę stanowiska lub pozycji. I aby się utrzymać stają posłusznymi, ślepymi i głuchymi na wszystko narzędziami w ręku Tuska.

Gowin był zbyt samodzielny i dlatego musiał pożegnać się ze swoim eksponowanym stanowiskiem. Świetnie przez Tuska został też wybrany moment na odwołanie Gowina. Polacy mają teraz ważniejsze sprawy na głowie, związane z długim weekendem – albo przygotowują się do wyjazdu, albo do przyjęcia zapowiedzianych gości – niż dymisja polityka, który kierował najbardziej„wybuchowym” resortem podczas rządów Tuska. Przypomnę ten korowód – prof. Zbigniew Ćwiąkalski, Andrzej Czuma, Krzysztof Kwiatkowski, Jarosław Gowin i teraz piąty. Przeciętnie –ministrem na tym stołku jest się około roku, trochę mniej, trochę dłużej i… żegnaj brachu.

Jego następcę Marka Biernackiego lubię bardzo jako człowieka. Niestety, tak głęboko wsiąkł w to, co prezentuje Platforma, we wszystkie jej patologie, że nie wierzę, aby uzdrowił polski wymiar sprawiedliwości. Wtedy był człowiekiem w dużej mierze samodzielnym. Tu już od kilku lat podporządkował się całkowicie swemu dyrygentowi. Stal się posłusznym członkiem fałszywie grającej orkiestry. Tusk od dziś może spać spokojnie.