Prezydent Francji odmówił przyjazdu do Rouen, gdy dowiedział się, że zaplanowana przemowa w muzeum w Rouen ma odbyć się na tle obrazu z 1864 r. przedstawiającego męczeńską śmierć św. Agnieszki w starożytnym Rzymie.

Czy szef państwa francuskiego chciał w ten sposób zademonstrować, że dziejące się dziś masowe męczeństwo chrześcijan na całym świecie, zwłaszcza w krajach muzułmańskich, zupełnie go nie obchodzi?

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Francji wznosi się na szczyty antychrześcijańskiej "poprawności politycznej". Razi go nawet XIX-wieczny obraz

O zachowaniu Francois Hollande'a rozmawiamy z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, sowietologiem, kierownikiem Zakładu Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

 

wPolityce.pl: Prezydent Francji Francois Hollande nie chciał wygłosić mowy w muzeum, gdyż za jego plecami znajdowałby się obraz z XIX w. „Męczeństwo św. Agnieszki”. Jak daleko może sięgać poprawność polityczna?

Prof. Andrzej Nowak: Nie nazwałbym tego poprawnością polityczną, tylko zwyczajnym barbarzyństwem.  To jest barbarzyństwo. Ta deklaracja o nie wystąpieniu na tle obrazu, dzieła sztuki, niewzywającego do nienawiści, niewzywającego do żadnych waśni, co byłoby jakimś uzasadnieniem, ale obrazu przedstawiającego potwierdzone historycznie męczeństwo chrześcijan. W dodatku takie akty męczeństwa zdarzają się codziennie w obecnych czasach. Jak wiadomo chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie. Więc jeśli taki obraz nie odpowiada reprezentatowi laickiej republiki, to daje wyraz nie ideologicznemu zacietrzewieniu, lecz własnemu barbarzyństwu.

 

Skąd się wzięło to barbarzyństwo? Czy to swoisty „kompleks białego człowieka”?

A dlaczego akurat białego człowieka? Nie wydaje mi się. Gdyby na obrazie były odzwierciedlone jakieś relacje chrześcijańsko-muzułmańskie, to być może miałoby to jakieś uzasadnienie i miałaby reakcja tego polityka posmak politycznej poprawności związaną z taką, a nie inną sytuacją polityczno-demograficzną we Francji.

Jednak tutaj chodzi o jakąś zaprogramowaną nienawiść do dziedzictwa chrześcijańskiego. Raczej z tym to wiązał, a ta nie ma związku ani z białością człowieka, ani jakimkolwiek kolorem jego skóry. Być może wiąże się to natomiast z niesłychanie silnymi wpływami masonerii we Francji, gdzie nienawiść do katolicyzmu, do dziedzictwa chrześcijańskiego w ogóle jest jakimś elementem istotnym w budowaniu karier politycznych. Więc jeślibym szukał przyczyn tak barbarzyńskiego zacietrzewienia - choć nie jestem tego pewien - to właśnie w najbardziej prymitywnym wpływie ideologii masońskiej.

 

To barbarzyństwo powoli dociera do Polski. Jak możemy się przed nim bronić?

Nie zgodziłbym się, że powoli. Wydaje mi się, że bardzo szybko. Fakt, że trzecia co do wielkości partia w Sejmie reprezentuje system antywartości jednak już o czymś świadczy. A jak się przed tym bronić? Nazywając rzeczy po imieniu: barbarzyństwo barbarzyństwem, chamstwo chamstwem, nie ubierając tego w żadne szaty jakiejś rozmijającej się z rzeczywistością elegancji poprzez mówienie o politycznej poprawności. Nie, to jest barbarzyństwo. To co mówi pan Palikot na temat katolicyzmu, albo to co mówi na temat kobiet, to jest po prostu chamstwo. I tak to trzeba nazywać. Trzeba bronić się przed chamstwem i barbarzyństwem tak nazywając te zjawiska.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki