Platforma jest Obywatelska, a podest jest nigeryjski. Łączy je osoba premiera. To naprawdę niesamowite, jak magiczne zbiegi okoliczności przynosi nam życie w najlepszej Polsce, jaką mieliśmy w dziejach. Oto Jerzy Urban wydaje książkę. To znaczy, nie wydaje, a udziela wywiadu rzeki. I nagle cud - z promocyjną pomocą spieszy mu natychmiast szef polskiego rządu, który z pełną powagą wytacza Urbanowi proces za żart primaaprilisowy. Przypomnijmy: chodzi o rzekomy stenogram z podsłuchanej rozmowy premiera z innymi politykami podczas meczu Polska – Ukraina, podczas której Tusk i Schetyna wulgarnie komentowali ubrania innych znanych osób. Premier w odpowiedzi nie wytrzymuje nerwowo i wchodzi na ścieżkę prawną. Nie będzie Urban pluł mu w twarz. Wystarczy, że inni próbują.

 

Pojedynek Tuska z Urbanem, starcie dwóch cyników na sali sądowej, może być równie pasjonujące, co walka Gołoty z Tysonem, ale w Zjednoczonym Królestwie Tuskmenistanu i Tuskanii nie ma rzeczy, której by władza nie zrobiła, aby się doszczętnie skompromitować. Zawsze to lepiej, gdy ludziska rżą niż gdyby mieli na poważnie rozejrzeć się dookoła siebie i najbliższych. Ale żeby premier żądał przeprosin od rzecznika stanu wojennego na portalu plotkarskim Pudelek.pl? Chce przebić córkę w celebrytyzmie? Syna w lekkomyślności?

 

Nie, proszę państwa, tym razem to nie prima aprilis, ani żadne „jaja”. To po prostu III RP, „średnio ważne państwo”, jak przekonuje biedak Machulski Julek. Biedak, bo znowu chciał powiedzieć coś ważnego, jak wtedy, gdy kręcił swój nabdzyczony „Szwadron”, a wyszło jak zawsze, czyli jaja. Rany Julek, a może by Machulski właśnie nakręcił film o procesie Tusk – Urban? Stop, nie szalejmy. Albo się jaja ma, albo się je robi na polityczne zamówienie z narodowych tragedii.

 

Ad rem do starcia Wielkich Uszu z Rosnącym Nosem. „Premier Donald Tusk pozwał wydawcę tygodnika "NIE" za naruszenie dóbr osobistych” – informuje herold Graś. I tłumaczy, że żart tygodnika został opublikowany w piątek, a prima aprilis był w poniedziałek, co spowodowało, że publikacja „zaczęła funkcjonować w przestrzeni publicznej”.

„Część dziennikarzy komentowała nawet rzekome słowa premiera zupełnie na poważnie” - dodaje Graś. Mało tego. „Treść artykułu i jego kontekst miały poniżyć powoda w oczach opinii publicznej i wywołać przekonanie, że premier sprawujący władzę w Polsce jest pozbawiony zasad etycznych” - pisze w pozwie reprezentująca Tuska Magdalena Witkowska.

 

Zasad etycznych? Na miły Bóg, a któż to jest tak odważny w najlepszej Polsce, jaką mieliśmy w dziejach, by premierowi przypominać, że było kiedyś w polskiej polityce coś takiego, jak zasady etyczne? Słońce Peru i Książę Nigeryjskich Podestów podlansuje Urbana, Pudelek Tuska, a Urban swoją książkę. Tyle o zasadach i o etyce. Będą żyli długo i szczęśliwie.

 

PS. Jedno nie daje spokoju. Skoro dziennikarze dobrze znający premiera uznali, że to, co zamieścił Urban, wygląda na autentyk, co mówi nam o to autentycznych rozmowach Tuska ze Schetyną?

 

PS. 2 Obok wywiadu z Urbanem, na regałach z nowościami - wspomnienia córki Jaruzelskiego oraz wywiad rzeka z Passentem, który o „Solidarności” mówi: „Od początku było wiadomo, że mają rację”. Ale wtedy, gdy kiełkowała, nawoływał do zaniechania prowokacji wobec radzieckich przyjaciół i pomstował na zapaść w gospodarce, jaką niosą antyrządowe strajki. Tego w książce nie ma. Szok. Jak się te ludzie z biegiem zdarzeń jednak zmieniają na lepsze.