Krwawy Kociołek, to kat Trójmiasta

Przez niego giną dzieci, niewiasty

Poczekaj draniu, my cię dostaniem

Janek Wiśniewski padł

To fragment słynnej piosenki, która opowiada o 18-letnim Zbyszku Godlewskim zamordowanym przez komunistyczną władzę w grudniu 1970 roku.

Dzisiaj sąd okręgowy w warszawie uniewinnił „krwawego Kociołka, kata Trójmiasta”. W wolnej Polsce sądy przez 18 lat zajmowały się tą sprawą, by wydać tak skandaliczny wyrok. To orzeczenie sądu, to plama na honorze polskiego sądownictwa. Plama, którą hańbi nie tylko tych sędziów, którzy wydali wyrok uniewinniający Kociołka. To hańba całego polskiego wymiaru sprawiedliwości. To nie pierwszy taki wyrok wydany przez polskie sądy, uniewinniający komunistycznych zbrodniarzy. To także kolejny dowód na to, że polskie sądownictwo toczy ciężka choroba. To dowód, że mentalnie wielu sędziów żyje w epoce PRL-u. To także dowód, że polski wymiar sprawiedliwości nie przeszedł niezbędnego oczyszczenia, lustracji i dekomunizacji.

Winni masakry z grudnia 1970 roku na robotnikach Trójmiasta zostaną bezkarni. Równocześnie z uniewinnieniem „krwawego Kociołka, kata Trójmiasta” na niskie kary i tylko w zawieszeniu skazani zostali dowódcy wojska pacyfikującego protesty robotników. Dostali śmiesznie niskie wyroki 2 lat więzienia w zawieszeniu na 4 lata. Skandalem jest także to, że sąd skazał ich nie za zabójstwo, a za śmiertelne pobicie. Hańba wymiaru sprawiedliwości jest tym większa jeśli uzmysłowimy sobie, że za masakrę na Wybrzeżu w 1970 roku nie odpowie Wojciech Jaruzelski. Sąd zawiesił jego proces ze względu na „zły stan zdrowia”.

Wyrok sądu to drwina z praworządności, sprawiedliwości, drwina z ofiar i ich rodzin. To jak plunięcie im w twarz.

To czytelny sygnał, że zbrodniarze komunistyczni mogą czuć się bezkarni. Kaci Trójmiasta pozostają bezkarni.