Chamstwo jako „metoda artystyczna”. Dogmat o wolności wypowiedzi artysty usprawiedliwia i legitymizuje każdy bluzg

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Nie  było by sensu wracać do rynsztokowej wypowiedzi Ewy Wójciak o papieżu, gdyby niestety nie kryły się za tym szersze tendencje i mody. Używanie przemocy symbolicznej,  łaciny podwórkowej jak się kiedyś nazywało bluzgi, jest przez lewackie artystyczne środowiska zaliczane do zachowań oczywistych, wręcz już kanonicznych. Artysta, który nie używa łaciny może być podejrzany o hipokryzję.

Artysta, który używa łaciny w celach jak mu się wydaje „wyższych”, uprawia rodzaj „radykalnej wytworności”, której nie rozumieją ludzie nienowocześni. To jest właśnie działanie które kwalifikuje do elity, do wybranych.                
    
„Wdrukować” wątpliwość

Atak na papieża wpisał się w szerszą kampanie niszczenia jego wizerunku. Wypowiedź Ewy Wójciak to polski wkład w tę walkę lewackiej międzynarodówki z hipokryzją i złem wcielonym jakim jest Papiestwo. Atak na papieża w momencie jego wyboru nie jest oczywiście przypadkowy, bo w kulturze mass mediów, to co się „wdrukuje” ludziom do głowy w takim momencie, decyduje o kształcie wizerunku.  Im mocniejszy chamski, kloaczny atak, tym większa szansa, że osadzi się on w głowach ludzi.
Według lewackich intelektualistów nikt nie ma prawa być czysty moralnie, wyjąwszy oczywiście samych lewackich intelektualistów. Walka z papieżem, z kościołami, to nic innego jak walka z konkurencją. Do tej walki używa się obecnie głównie przestrzeni sztuki jako maczugi. Dogmat o wolności wypowiedzi artysty usprawiedliwia i legitymizuje każdy bluzg. Środowisko w obliczu zagrożenia zwolnieniem z funkcji dyrektora teatru Ewy Wójciak zareagowało listem. Można podejrzewać, że ta środowiskowa solidarność była solidarnością nie tylko z osobą ale ze zwyczajem, uzusem, który lewackiej elity wcale nie odstrasza, ale czyni właśnie elitą. A powinna, odstraszyć, nawet jeśli była to wypowiedź, jak sugeruje się, prywatna. Tego nakazywały by resztki zdrowego rozsądku.            

Front walki z hipokryzją

Jeśli walczymy w hipokryzją wszędzie, podział na prywatne publiczne nie istnieje. Pewną cechą tego typu destrukcyjnych działań jest to, że atakując całą tradycyjną kulturę, papiestwo to ostoja tej kultury, gdy broni się swojej pozycji, używa się mechanizmów obronnych wkomponowanych w tę kulturę, z którą się walczy. Czyli daleko posuniętą tolerancję wobec różnych dziwactw, zachowań niszczących tzw. prawa zwyczajowe. One już nie obowiązują.  Ta hipokryzja jest niewidoczna dla „rewolucjonistów”, w myśl biblijnej mądrości, że drzazgę widzą oku bliźniego, ale belki w swoim już nie. Granica tego, co jest dopuszczalne a co nie w debacie zostaje właśnie zniesiona czyli debaty już nie ma. Ale skoro to gest artystyczny, bo wykonany przez artystkę, znaczy to, że dobrze się dzieje. Bowiem jest to niby takie działanie w stanie wyższej konieczności, które wymaga radykalnych środków. W świecie elity artystycznej utrwalił się bowiem taki dogmat, że działanie sztuki polega na wyrwaniu ludzi z automatyzmu widzenia i słyszenia. Namiastkę starej zasady sztuki czyli katharsis, dostosowano do potrzeb masy biednych dających sobą manipulować ludzi. Zatem im mocniejsze i głupsze tym lepsze. Wszystko to bowiem czynione jest w „świętej” aurze sztuki. Nihilizm artystyczny czyni sztukę bogiem, co znaczy, że do artystycznych środowisk okrężną drogą wraca karykatura „sacrum”. Doprowadziło to do uczynienia z perwersji i tego co kloaczne, co jest częścią życia ale bynajmniej nie zasadniczą, przedmiotu szczególnego zainteresowania „artystów”, co daje wielką szansę na pięć minut tym, co są cyniczni, mają dewiacje, zaburzenia emocjonalne albo „moralną słuszność”.
Ponadto z psychologicznego punktu widzenia, wydawanie osądu, napiętnowanie kiedy  towarzyszy temu „moralna” słuszność, to rzecz przyjemna, rodzaj demonstracji „woli mocy”.  Zatem „elita”, która posługuje się takim językiem chce po prostu mobilizować antyklerykalny motłoch do walk z represją ciała i ducha. Seneka przestrzegał, kto szybko sądzi, jest krok od potępienia. Ale Seneka to przecież przedstawiciel opresyjnej kultury. Nieaktualny.          

Mistrzowie kamuflażu 

Przedstawiciele tej lewackiej elity rzucającej bluzgami, nie mają poczucia naruszania norm ponieważ to oni tworzą normy, w końcu elita, a to co robią, to w ich mniemaniu forma „radykalnej wytworności”. Uzasadnia ją właśnie walka z hipokryzją, zakłamaniem „starych” elit wiernych chrześcijaństwu i judaizmowi. Nie atakują imamów, bo się boją. W tę „radykalną wytworność” i wpisuje się wypowiedź Ewy Wójciak, różne Nergale i Hołdysy, Wojewódzkie, a szerzej rzecz ujmując jest to promocja subkultur społecznie słusznie uznanych za niższe, promocja języka świata przestępczego, wynikająca z poczucia solidarności z „odrzuconymi” w ramach moralnych oburzeń na niesprawiedliwość dotychczasowego świata. Nie muszę dodawać, że te moralne oburzenia są wybiórcze i podłączone do polityki. Oczywiste zakłamanie wpisane jest w działanie tych elit, które po mistrzowsku posługują się antyelitarnym językiem, uwodząc często naiwnych, jednocześnie same się świetnie kamuflując jako nie elita.
Źródło tych postaw rewolucyjnych historycznie rzecz ujmując, nie mówiąc o ukrytej w tle manichejskiej tradycji, oczywiście nie uświadamianej sobie przez większość uczestników tego spektaklu, tkwi właśnie w rewolucji bolszewickiej i w latach sześćdziesiątych, w kontrkulturze. Jest związane pewną prostacką interpretacją Freuda.

 Stary i mądry Freud pokazał, że człowiek jest zdeterminowany przede wszystkim przez libido i instynkt destrukcji. Cywilizuje się jedynie pod silnym psychicznym przymusem a wyższa kultura jest dla niego „źródłem cierpień”.
Lewackie elity, od czasu rewolucji bolszewickiej, zdobyty poziom ucywilizowania traktują jako hipokryzję i zakłamanie. Zatem jeśli młody człowiek w okresie „burzy i naporu” ma do wyboru „źródło cierpień” albo swobodną ekspresję swej pierwotnej, naturalnej osobowości, bez wahania wybiera to drugie. Dobry przykład to bojówki hunwejbinów, czerwona gwardia, która na chińskich uczelniach podczas rewolucji kulturalnej reedukowała swoich nauczycieli, najpierw nazywając ich najpierw po chińsku ch… a potem niejednokrotnie mordując. W imię walki z hipokryzją, o sprawiedliwość społeczną. A zachodnia kontrkultura traktowała Mao Zedonga jako jedną z ikon swojej „rewolucji”.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych