Wieczór w TVP poświęcony katastrofie smoleńskiej oraz dwóm filmom dotyczącym przyczyn tragedii rozpoczęła krótka dyskusja naukowców.

Przez długi czas wszyscy mogli myśleć, że kłócą się dziennikarze i politycy. Ale głos naukowców był Dlaczego w sprawie Smoleńska liczby się przestały zgadzać? Dlaczego Wy nie możecie się porozumieć?

- pytał Piotr Kraśko.

Zaproszony do studia prof. Jacek Rońda odpowiadał:

Panie redaktorze, każdy może rozwiązać następująca zadanie, zachęcam żeby każdy policzył udział energii cięcia skrzydła do energii kinetycznej tego obiektu latającego Ja to policzyłem i wyszło mi, że jest 1:1000000 przy założeniu, że siła cięcia skrzydła to 10 ton. Długość tej drogi to dwa metry. Nie ma takich sił tnących w rzeczywistości. Każdy z państwa może to policzyć.

Pyta Pan, dlaczego nie doszło do spotkania naukowców... 22 października odbyła się pierwsza konferencja smoleńska zorganizowana przez 120 profesorów, zapraszaliśmy zarówno ministra Millera, jak i premiera Tuska, a także doktora Laska i specjalistów z komisji Millera. Nikt z zaproszonych nie pojawił się na konferencji

- tłumaczył prof. Rońda.

Prof. Paweł Artymowicz akcentował, że chętnie uczestniczyłby w konferencji, jednak zorganizowanej w inny sposób:

Trzeba by zorganizować prawdziwą konferencję naukową. Połowa referatów na tej konferencji przeczyła hipotezie wybuchów, a jedynie część z nich została odpowiednio wyselekcjonowana przez tendencyjnych prowadzących tę konferencję. Prof. Rońda przerywał wątki związane z brzozą, brzoza była tematem tabu...

- mówił prof. Artymowicz.

Rońda odpowiadał:

Przerwałem jedynie panu prof. Czachorowi, który wystąpił w roli adwokata przedstawiającego kontrargumenty, na zasadzie "co by było, gdyby brzoza spowodowała katastrofę", poza tym on po prostu przekroczył przydzielony mu czas

- przekonywał prowadzący tamtą konferencję.

Po tej krótkiej wymianie zdań wyemitowano film wyprodukowany przez National Geographic pt. "Śmierć prezydenta". Po filmie NG prof. Artymowicz tłumaczył, że film - choć ma kilka niedociągnięć - oddaje prawdziwy obraz katastrofy:

Główną wadą tego filmu są uproszczenia. Natomiast przyczyna katastrofy jest prawdziwa. Nie widzę tutaj żadnych zasadniczych błędów oprócz upiększenia rzeczywistości. Każdy tutaj był w krawacie, mieli plastikowe modele, a wiedza była odnowiona... Dla przyczyn katastrofy nie miało to większego znaczenia

- oceniał Artymowicz.

Prof. Rońda ripostował:

Mam dokument poświadczający, że piloci nie zeszli poniżej 100 metrów. Według GPS, a dokładność tego urządzenia jest dwa metry. Między TAWS 37 i zaklejonym papierkiem przez ekspertów Millera TAWS 38... Ten dokument mam z Rosji, nie mogę powiedzieć dokładnie skąd. Dostałem go z wiarygodnych źródeł. Polakom się wydaje, że jedynie dwa wywiady są zaangażowane w katastrofę: polski i rosyjski. Dzisiaj informację kupuje się na rynku. Nic więcej nie mogę powiedzieć.

Co do filmu... panie redaktorze, to jest film fabularny, bazuje on na kłamstwie o błędzie pilotów

- oceniał prof. Rońda.

Po tej wymianie zdań zaprezentowano "Anatomię upadku" autorstwa Anity Gargas.

Nie ma najmniejszego dowodu na falę uderzeniową. Niewątpliwe jest to, że instrumenty, które zapisywały wszystkie parametry pokazywały, że trajektoria opisana przez MAK i komisję Millera była prawdziwa. Twierdzenia, że nastąpił jakiś wybuch są bezpodstawne

- twierdził prof. Artymowicz.

Rońda ripostował:

Mogliśmy zaprosić redaktor Anitę Gargas. Co do filmu: artefakty i obserwacje świadczą, że samolot rozpadł się w powietrzu. Świadczy o tym rozkład szczątków samolotu, na wrakowisku nie ma bruzdy, która powinna być. Tym bardziej, że jeden z członków komisji Millera twierdził, że korpus zniszczył kokpit, tymczasem widać, że ten kokpit przestał istnieć

- argumentował.

Prof. Artymowicz dopytywał:

To teza doktora Szuladzińskiego. Całkowicie błędna; ani on, ani prof. Rońda nie słyszeli o pracach związanych z krytyczną prędkością zderzenia. Czy Pan zaprzecza temu, że prędkość krytyczna zderzenia była przekroczona w tym wypadku? Typowo w wypadkach samolot fragmentuje na tak wiele części. Rozkład szczątków w Smoleńsku jest najbardziej typowy, jaki może być

- mówił Artymowicz.

Rońda ripostował:

Jeśli chodzi o fragmenty tego samolotu, które leżały na wrakowisku, to mam dwa zdjęcia satelitarne: z 11 i 12 kwietnia. Komisja Millera bazowała na tych drugich. Widać przemieszczenia poszczególnych fragmentów tupolewa

- dodawał prof. Rońda.

Artymowicz zaapelował po tym o zorganizowanie wspólnej naukowej konferencji na której doszłoby do konfrontacji argumentów. Z tym postulatem zgodził się prof. Rońda.

CZYTAJ TAKŻE: Ostra debata po emisji filmów. Karnowski: Działania naukowców to realizowana z najlepszą wolą misja publiczna. Mamy wiele powodów, by wątpić we wnioski komisji Millera

lw, TVP 1