Premier Donald Tusk zapowiedział, że 10 kwietnia, w 3. rocznicę tragedii smoleńskiej, nie będzie go w kraju, ponieważ będzie składał wizytę w Nigerii. Jak wyjaśnił to Nigeryjczycy narzucili ten "nienajszczęśliwszy" termin. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Witolda Waszczykowskiego, byłego wiceministra spraw zagranicznych, a obecnie posła Prawa i Sprawiedliwości.


wPolityce.pl: - Czy zaskoczyła pana zapowiedź Donalda Tuska, że 10 kwietnia będzie w Nigerii? Czy nie powinien być tego dnia jednak w kraju lub w Smoleńsku?


Witold Waszczykowski: - Owszem, zaskoczyły, dlatego, że mogę jeszcze zrozumieć ważną wizytę, w ważnym kraju Europy bądź świata, przez wiele lat szykowaną - np. dobijanie się o wizytę u Obamy i mógłbym zrozumieć, że tamten kraj, czy tamten przywódca może nie mieć wyczucia, jaką dla nas datą jest 10 kwietnia. Natomiast wizyta 10 kwietnia w Nigerii ewidentnie sprawia wrażenie takiej ucieczki, ucieczki od problemu, z którym Tusk będzie związany do końca życia.

Tusk bowiem nie będzie się kojarzył z Euro, Tusk  nie będzie się też kojarzył z jakąkolwiek autostradą. Tusk będzie do końca życia kojarzył się z katastrofą smoleńską.

On jeszcze chwilę będzie premierem, miałby szansę to zmienić, podejść do tej sprawy poważnie - nawiązać kontakty międzynarodowe, sprawdzić to wszystko, czego Rosjanie i polska komisja Millera nie wykazała - podjąć poważne rozmowy z ekspertami Macierewicza. Miałby więc jeszcze szansę, żeby z tego wybrnąć i przedstawić społeczeństwu jakąś solidną wersję tej katastrofy. Jednak tego rodzaju kabaretowa ucieczka do Nigerii ewidentnie pokazuje, że on jest skończony w tej sprawie.


wPolityce.pl: - A czy to jest tak, że jakieś państwo narzuca termin wizyty, to nie jest przedmiotem jakichś dyskusji, negocjacji? I czy taki termin możnaby jeszcze zmienić?


- Oczywiście, że można, zwłaszcza z tego typu państwem. W końcu Nigeria nie jest mocarstwem światowym, które wyznacza terminy i w kolejce się czeka dwa lata na odwiedzenie, jak np. Stanów Zjednoczonych, Rosji czy Chin. Nigeria jest dużym i ważnym państwem afrykańskim, zasobnym w różnego rodzaju minerały i ropę, które eksportuje. Jest to duży rynek i warto zabiegać o kontakty z takim państwem i absolutnie nie uważam takiego wyjazdu za niewskazany, ale zawsze można negocjować taki termin wizyty, tak, by nie kolidował z tak ważną datą.


wPolityce.pl: - No właśnie, a co poza ropą Polskę może łączyć z Nigerią, skoro ta wizyta okazuje się tak priorytetowa dla Donalda Tuska?


- Ten rząd od lat zaniedbywał obszary pozaeuropejskie. Przypomnę, że z chwilą dojścia do władzy w 2007 r. ten rząd wycofał się z aktywności m.in. na Bliskim Wschodzie -  z obecności wojskowej w Libanie, na Wzgórzach Golan - uznał, że Bliski Wschód to jest domena Amerykanów i innych nacji. Ten rząd zamykał tez wiele placówek na całym świecie, m.in. w Afryce, nie ma kontaktów z Ameryką Łacińską. Być może więc po latach zaczęto dostrzegać, że to był błąd i są podejmowane próby, żeby powrócić na niektóre rynki. Afryka jest w tej chwili dużym rynkiem rywalizacji świata z Chinami, które tam bardzo mocno wchodzą.

Nigeria jest jednym z ważniejszych państw afrykańskich, jest to, dzięki swoim bogactwom, potencjalnie zasobny kraj. To jest też duże i ludne państwo, więc na pewno warto mieć w tym państwie punkt zaczepienia, żeby stamtąd prowadzić handel, współpracę gospodarczą z innymi państwami tego regiony Afryki.

Powinniśmy tam być i powinniśmy tam istnieć gospodarczo, ale było 6 lat, żeby ten kraj i ten kierunek odwiedzić i będą jeszcze pewnie na to lata, bo premier Tusk, jak rozumiem, za tydzień czy miesiąc nie zamierza zrezygnować ze swojego stanowiska, a być może będzie się ubiegał o kolejną kadencję  w wyborach za 2 lata. W związku z tym, był czas i będzie jeszcze czas, żeby to zrobić, niekoniecznie trzeba zaś to robić właśnie 10 kwietnia.

Taki wyjazd 10 kwietnia pokazuje, jak mówię, jednoznacznie, że jest to ucieczka od problemu, ucieczka w tym momencie z kraju, żeby nie świecić oczami za tę katastrofę, z której od 3 lat nie potrafi się wytłumaczyć.


wPolityce.pl: - A patrząc na tę zaskakującą zbieżność dat - czy byłby pan zaskoczony, gdyby okazało się, że to strona polska zabiegała o tę wizytę w tym właśnie terminie?


- Nie, nie byłbym zaskoczony. Mogę sobie wyobrazić, że Tusk świadomie wybrał i przedstawia to, jako zasłonę dymną, że ze względów gospodarczych musi tę wizytę odbyć. Powtarzam, ja nie neguję, że taka wizyta jest ważna, ale nie jest to kraj, który by nam dyktował terminy i wiele krajów na świecie ze zrozumieniem podeszłoby do przełożenia wizyty ze względu na datę 10 kwietnia. Ta katastrofa została przyjęta w sposób szczególny przez cały świat. Cały świat o niej mówił i wszystkie służby dyplomatyczne świata, które funkcjonują w Polsce przekazują swoim stolicom, jak ona jest w dalszym ciągu ważna dla społeczeństwa polskiego, jak ona nas dzieli, jakie dyskusje wywołuje. I dlatego ze strony Nigeryjczyków nie spodziewałbym się żadnych obiekcji, gdyby o dzień, dwa, czy tydzień tę wizytę przełożono i zrealizowano ją wcześniej czy później. Na pewno spotkałoby się to z pełnym zrozumieniem.



rozmawiał Krzysztof Karwowski