Polecamy drugą książkę prof. Anny Pawełczyńskiej „Koni żal”

fot: Ryszard Surmacz/ NGO
fot: Ryszard Surmacz/ NGO

Zarówno „Koniec kresowego świata”, jak i „Koni żal”, to dwa tytuły o niezwykłym ładunku emocjonalnym. Nie dlatego, że zawalił się „pański” świat, nie dlatego, że coraz mniej osób jest w stanie jeszcze odczuć tę grę słów i to napięcie jakie im towarzyszy, ale dlatego, że staje się on tak samo martwy, jak język łaciński.

Niby jeszcze jest, ale tak naprawdę, to już go nie ma; wiemy, że jest ważny, ale już tylko niewielu chce się go uczyć. Mało kto chce wracać do kresów i łaciny, a wiec do języka, który trzymał spoistość cywilizacyjną i obszaru, na którym zaczął się cywilizacyjny rozpad.

Koniec kresowego świata oznaczał zwycięstwo barbarzyństwa, klęskę cywilizacji łacińskiej i polskiej demokracji, nie tylko na obszarze byłej Rzeczypospolitej, lecz w całej Europie. Rozbiór Polski przez zbizantynizowane dwa sąsiednie państwa, to odcięcie połowy Europy, wprawdzie nie terytorialnie, lecz ideologicznie. Katolicką Austrię, która wzięła udział w pierwszym rozbiorze Polski, czekała klęska w I wojnie, a w II omal nie została podporządkowana ZSRR. Dziś rozsypuje się Europa. Przykłady są tu już zbyteczne. Świat łaciński zaczął więc rozpadać się od wschodu, a więc od swojej najbardziej wartościowej konstrukcji, która w najlepszy sposób go przetworzyła i jednocześnie broniła. Ale tak samo na Zachodzie, jak i w Polsce nie ma tej refleksji. Czy ktoś śledzi anatomie upadku naszej cywilizacji?

W tym miejscu odwołajmy się do cytatu i wielkiego optymizmu Autorki:

A jeśli w wyniku masowych zbrodni zostały przetrzebione budujące historię narodu rodziny, to zasiana myśl, kiełkujące dobro i bezinteresowne uczucie gdzieś ocalały, przechowane nie tylko w genach, lecz i w rozumiejącej pamięci innych bliskich ludzi. Jeśli nawet na jednym pokoleniu dokonana została eutanazja pamięci, tradycji i sumień topiąc to, co jasne w brudnych otmętach ciemności, znajdą się w pokoleniu prawnuków odkrywcy utraconego dobra i przywrócą je światu jako niezbędny do życia fundament. […] Bo nie tylko o wiedzę chodzi, ale również, a może przede wszystkim, o to, co z dobra wyrosło (s. 10-11).

Słowa te są wyrazem wielkiego optymizmu i nadziei, ale ta nadzieja zakłada przetrwanie naszej cywilizacji. Polska ma w niej miejsce wciąż szczególne. Dlatego min. jest tak atakowana, niestety, także przez samych Polaków.

Rozpad polskiego świata

Polski świat nie rozpad się po utracie państwowości. Gdy okazało się, że państwo jest zaledwie pierwszą linią frontu, za którą stoi druga, być może potężniejsza, jaką jest kultura i tworzące ją elity, to głównym celem musiała stać się własność prywatna oraz poczucie niezależności. Zarówno w zaborze rosyjskim, jak i pruskim zastosowano system pożyczek, który pomógł wykończyć szlachtę. W zaborze pruskim była ona słabsza i miała do czynienia z bezwzględnością państwa pruskiego, dlatego też wykruszyła się szybciej. W zaborze rosyjskim, gdzie szlachta była bardziej zasobna, ale też i bardziej rozdrobniona, trzeba było zastosować dodatkowe środki, a więc powtarzającą się weryfikacje i związaną z tym urzędową deklasację. (WPRL-u śmiano się, że zaborcy pomogli nam wprowadzić porządek w tym względzie). Efekt był taki, że szlachta w zaborze pruskim przetrwała w znikomym zakresie – jej rolę przejęli z powodzeniem chłopi. W zaborze rosyjskim, dzięki podjętej obronie swojego majątku za wszelką cenę, zdołała utrzymać się w stosunkowo licznej grupie. Dziś szlachtę oglądamy w kategoriach proletariackich.

Druga Rzeczpospolita była państwem niepodległym, a więc prowadzącym politykę zgodną z własnym interesem. Dała szansę rozwoju starym elitom, jak również wielu chłopom chcącym podjąć naukę. PRL była państwem podległym, w którym zlikwidowano własność prywatną i poczucie państwa. Trzecia RP dała sobie wmówić, że każdy zakład posiada wartość rynkową, i w ten sposób „rynek” podzielił poszczególne polskie zakłady: do przejęcia oraz do przejęcia i likwidacji. W prasie zachodniej pisano o tym otwarcie. Ale niewidzialna ręka rynku działała be przeszkód. Sprzedaż zaczęto nie od najgorszych zakładów, lecz od najlepszych. Mechanizm jest wszystkim już znany. W pierwszej kolejności pozbawiono więc nas majątku państwowego i osłabiono państwo.

Potem przyszła następna gorączka – ograniczanie kosztów. Tu sukcesy odnotowaliśmy epokowe: ograniczanie kosztów poszło w konkury z produkcją paragrafów, w efekcie czego zaczęły padać poszczególne polskie firmy i sam ZUS. Na rynku medialnym doprowadziło to do likwidacji niezależności dziennikarskiej i niemal wyeliminowania reportażu, a więc bezpośredniego kontaktu ze społeczeństwem. Sensacyjny model informacji kończy dzieło; sensacja ma zastąpić reportaż. I w ten sposób zwirtualizowano polska rzeczywistość.

Jakby tego wszystkiego było mało, w ostatnim czasie opanowała nas kolejna gorączka (gorączka ograniczania kosztów trwa nadal) – wykupywanie za takie same niewielkie pieniądze praw autorskich – a więc pozbawianie nas już tej ostatniej własności, jaką jest własność intelektualna. Na pytanie dlaczego to robią, usłyszałem odpowiedź, że zmuszają nas do tego przepisy prawne. Odwróciła się wiec sytuacja: to nie my wykorzystujemy luki prawne, lecz jesteśmy wprowadzani w taki stan umysłowy, który nie ucieka, lecz goni rzeczywistość. Gdy nawet autor tekstów dostanie pod stołem kilka złotych więcej, a firma nie wykorzysta swoich uprawnień, to gdy padnie i jej aktywa  przejmie inna – całość dramatu ujrzy światło dzienne. To krótkowzroczne myślenie, bez żadnej perspektywy. Gdy ten system połączymy z systemem pożyczek – klęska na całej linii murowana. Zostajemy goli, bosi, stajemy się więc elementem, którego nikt nie chce i każdemu przeszkadza. Znajdą się tacy, którzy podejmą następna akcję likwidacji Polaków, a my im w tym pomożemy.

Koni żal

Odchodzący tamten świat miał czego żałować. Koń jest zwierzęciem rozumnym, był nie tylko elementem krajobrazu, ale przede wszystkim kultury. Hodowla koni była sztuką. Nie można jej porównywać do eugeniki, bo więź człowieka z koniem miała charakter emocjonalny i nie pozwalała na czynienie mu krzywdy. Ale eugenika traktuje człowieka instrumentalnie, jak zwierzę. Dziś trudno znaleźć porównanie do tamtych naturalnych zależności; wczorajszą więź z koniem można porównać z dzisiejszym emocjonalnym stosunkiem do psa, lecz, gdy pies zdycha, nikt z tego powodu nie strzela sobie w głowę. A tak zdarzało się wśród ułanów… Sam byłem świadkiem, jak na widok pięknego konia, stary ułan zaczynał płakać. Ponadto znana jest też więź Piłsudskiego z Kasztanką. Autorka pisze:

W Łucku zdarzyło się takie nieszczęście. Żyd chciał rozbroić oficera. Powiedział: „Dawaj konia”. Oficer na niego popatrzył. Wyciągnął pistolet. Zabił Żyda. Zastrzelił konia i zastrzelił siebie (s. 93).

Warto jednak zapamiętać, że mimo takiego stosunku do konia, w tamtym świecie koń zdychał, a człowiek umierał. I to rozróżnienie było niewzruszalne.

Oczywiście tamte czasy minęły bezpowrotnie, ale za czym mogą tęsknić, czego może być żal współczesnym – chlania, ćpania, płytkości doznań, powierzchowności oglądu świata? PRL-u, który wprawdzie karmił, ale wciąż ogłupiał, czy III RP, która jest najstarszym produktem tego co pozostało po komunizmie i tego, co przyszło z Zachodu? Synteza tych dwóch światów prowadzi do kompletnej ruiny, a może nawet głodu.

***

„Koni żal”, w porównaniu z „Końcem kresowego świata” jest niewielka książeczką ukazującą losy rodziny Dyakowskich. Obydwie, to historia ucieczki przed bolszewizmem. Pierwsza ucieczka w czasie ich rewolucji była ucieczką do Pińska, Lwowa, Przemyśla, Lublina; po II wojnie już na ziemie odzyskane. Dramat polegał na tym, że podczas wojny trzeba było wybierać pomiędzy dżumą a cholerą, a więc pozostać na terenie okupacji rosyjskiej i trafić na Sybir, czy przejść pod niemiecka i trafić do Oświęcimia? Trzeba było kalkulować w jaki sposób uratować życie. Bardzo pomocna w tym względzie była znajomość historii oraz różnych relacji starszych osób na temat ich perypetii i doświadczeń. Z perspektywy swojego życia prof. Anna Pawełczyńska sformułowała następującą sentencję: „przeszłość nie przemija, tylko zmienia swe kształty i przemieszcza się w nieustannej odnowie czasu” (s. 10).

Książeczkę czyta się bardzo dobrze i szybko. Kto się podejmie tego zadania, nie ominą go piękne opisy przyrody (dziś rzadkość), obyczajów dworskich, wakacji, grzybobrania; jest też o słomianej łazience na stawie, o śniadaniach i obiadach. Jest też opis bałaganu, jaki się wytworzył po agresji 17.09.1939 r., ucieczki przez zieloną granicę przed bolszewikami; jest historia konia imieniem Eqador i historia-scenariusz przeprowadzenia 80 koni ze Smardwy (znanej w Europie stadniny koni), majątku hr. Ledóchowskiego spod Łucka do Zamościa – posiadłości Zamoyskich. Konie zostały przeprowadzone w czasie działań wojennych. Prowadził je Kazimierz Dyakowski, były POW-iak i kpt. rezerwy, pomiędzy dwoma frontami. I doprowadził. Niezwykły to wyczyn. Sam bohater, jak i dzielność kobiet opisywanych w obu książkach są przykładem wielkości ludzkiej w zmaganiu z przeciwnościami losu.

Napisanie tych relacji w oparciu o dokumenty, to wielka i odpowiedzialna praca, ale konieczna. Konieczna w każdej rodzinie i w każdym domu, bowiem znajdzie się tam zawsze ktoś, kto potrafi, zechce, ktoś, kto ma szacunek do przeszłości i kto może swoją genealogie opisać i ocalić od zapomnienia. Na tym polega tworzenie kultury i osadzanie własnych korzeni. Trzeba stworzyć taką bibliotekę polskich rodzin. Trzeba zacząć pisać prawdziwe historie rodzin i odtworzyć to, co jeszcze można. I nie ma tu znaczenia, czy genealogia jest chłopska, szlachecka, mieszczańska, czy (najczęściej) mieszana. Ważne są zasługi dla ojczyzny, zapisanie ofiary którą się złożyło, a która nie powinna pozostać bezimienna i zapomniana. Weryfikacja i ocena nastąpią samoistnie, już na samym początku pisania. Powodzenia.

Autor: Ryszard Surmacz

Anna Pawełczyńska, Koni żal, ISBN 987-83-7847-035-9, Polihymnia Lublin 2012

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...

Redaktor Naczelna: Marzena Nykiel

Zespół: Krzysztof Bałękowski, Wojciech Biedroń, Adam Kacprzak, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Tomasz Karpowicz, Kamil Kwiatek, Aleksander Majewski, Adam Stankiewicz, Weronika Tomaszewska, Anna Wiejak.

Autorzy: Łukasz Adamski, Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Górny, Edyta Hołdyńska, Jerzy Jachowicz, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło.

Używasz przestarzałej wersji przeglądarki Internet Explorer posiadającej ograniczoną funkcjonalność i luki bezpieczeństwa. Tracisz możliwość skorzystania z pełnych możliwości serwisu.

Zaktualizuj przeglądarkę lub skorzystaj z alternatywnej.