W najnowszym wydaniu tygodnika "Sieci" - rozmowa Jacka i Michała Karnowskich z Antonim Macierewiczem. Poseł PiS i szef parlamentarnego zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej mówi jasno: "To był cios w serce państwa":

 

Jakie jest dzisiaj, trzy lata po smoleńskiej tragedii, najważniejsze pytanie jej dotyczące? Czego przede wszystkim musimy się dowiedzieć?

Katastrofa w Smoleńsku była prawdopodobnie skutkiem zamachu, a nie awarii i świadczą o tym wszystkie znane nam fakty. Prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej, analizujący szczątki wraku, mówi o dobrze przygotowanej punktowej eksplozji, która doprowadziła do urwania skrzydła. Inny ekspert, dr inż. Grzegorz Szuladziński, sformułował wcześniej podobne wnioski. Szczegółowe badania trwają i koncentrują się przede wszystkim na odtworzeniu wydarzeń z ostatnich sekund lotu. Hipotezę zamachu wzmacniają okoliczności poprzedzające tragedię – decyzje polityczne, personalne oraz przygotowania techniczne związane z lotem Tu-154M. Wskazuje na to i sam przebieg lotu oraz zachowanie Rosjan, którzy łamiąc prawo, dowodzą całą operacją bezpośrednio z Moskwy i nakazują lądowanie wbrew stanowisku kontrolerów z wieży w Smoleńsku. Rosjanie przy aprobacie rządu premiera Tuska stworzyli piramidę kłamstw, świadomie dewastowali i ukrywali wrak, fałszowali czarne skrzynki, niszczyli inne dowody.

 

Zatem to, co działo się przed wylotem, a wiemy o ogromnej liczbie zaniedbań ze strony podległych rządowi służb, nie miało znaczenia?

Przeciwnie, miało zasadnicze znaczenie. Wystarczy przypomnieć operację gruzińską z jesieni 2008 r. „Oswojono” wówczas opinię publiczną z groźbą zamachu na prezydenta. Wydarzenia z Gruzji zlekceważono, stały się one wręcz przedmiotem kpin, zarówno ze strony polityków, jak i mediów.

 

A cała operacja związana z remontem samolotu?

Przedstawimy wkrótce dokumentację, z której jasno wynika, kto i jakie decyzje podejmował w tej sprawie. Osobną kwestią są działania premiera Tuska i jego podwładnych, nakierowane na wyeliminowanie głowy państwa z polityki zagranicznej, oraz wspólna z Putinem gra prowadzona przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, decyzje i zaniechania ministrów obrony, spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych, szefa BOR. Czy byli świadomi, w czym biorą udział? Być może nie. Ale wszyscy teraz działają przeciwko śledztwu i utrudniają dojście do prawdy.

 

Dr Maciej Lasek, szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych, jeszcze w grudniu mówił: „To był błąd pilota i to niejeden błąd, tylko cała seria błędów”.

Trzeba nie mieć sumienia, by zachowywać się w ten sposób. Mjr Arkadiusz Protasiuk nie popełnił żadnego zasadniczego błędu. We właściwym momencie podał właściwą komendę. Jeśli chodzi o umiejętności pilotażu, mam większe zaufanie do płk. Bartosza Stroińskiego, dowódcy eskadry tupolewów w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, niż do ludzi Millera i Laska. Powiedział on w wywiadzie, że gdy kapitan wydaje komendę „odchodzimy”, to cała załoga skupia się wyłącznie na realizacji tego zadania i że musiało zdarzyć się coś straszliwego, jeżeli mimo tego manewr nie został wykonany. Więcej, dziesięć minut wcześniej mjr Protasiuk zapowiedział, że jeśli nie będzie warunków do lądowania, to odejdzie. Tupolew spadł, bo o przebiegu późniejszych wydarzeń nie zadecydowali piloci, lecz zupełnie inne czynniki.

 

Dlaczego jednak do końca mówią, nie krzyczą, że coś wybucha?

Trzeba pamiętać, że eksplozja to ułamek sekundy. W nagraniu z czarnej skrzynki z ostatnich sekund lotu, tuż przed wybuchem i rozpadem maszyny, słychać krzyki przerażonych pasażerów i załogi. A zapisy czarnych skrzynek urywają się przed uderzeniem tupolewa w ziemię i nie znamy przebiegu ostatnich dwu sekund.

 

Jak to możliwe?

Wybuch zniszczył wcześniej samolot i przerwał nagrywanie. Oczywiście nie twierdzę, że już wszystko wiemy o tej końcowej fazie lotu. Ale wiemy wystarczająco dużo, by wskazać na eksplozję jako przyczynę tragedii, choć wiele pytań czeka nadal na odpowiedź. Właśnie dlatego nasze badania nie zostały ostatecznie zakończone i nie kierujemy jeszcze sprawy do prokuratury. Jedynym pewnym źródłem wiedzy na ten temat z metodologicznego punktu widzenia są dane z amerykańskich systemów nawigacyjnych TAWS i FMS, po tragedii sprawdzonych przez producentów, co daje nam dużo większą gwarancję, że nie zostały zmanipulowane.

 

Dane z czarnych skrzynek są niepewne?

Tak, ich autentyczność budzi duże wątpliwości specjalistów. Po zapis kluczowych szesnastu sekund z polskiej kopii Jerzy Miller jeździł do Moskwy dwukrotnie, ponieważ Rosjanie przekazali materiał sfałszowany tak nieudolnie, że nawet jego urzędnicy nie mogli tego zaakceptować. Ekspertyza rosyjska FSB z czerwca 2010 r. jednoznaczne wskazuje, że analizowany zapis jest krótszy o dwie minuty od tego, którym posługiwał się MAK i komisja Millera. Ma 36, a nie 38 min.

 

Coś dodano?

Raczej rozciągnięto w czasie, by dostosować do przyjętej tezy.

 

Cały wywiad - w najnowszym wydaniu "Sieci".

"Sieci" - zawsze po stronie Polski.

Polecamy "Sieci" na Facebooku!

CZYTAJ TAKŻE: W najnowszym numerze tygodnika "Sieci": "Likwidatorzy", czyli "II RP zbudowała gospodarczy fundament Polski, III RP ma na sumieniu jego rozbiórkę"