Człowiek z Całunu zaprasza nas do rozważania Jezusa z Nazaretu, a ten odbity na płótnie obraz przemawia do naszego serca i pobudza nas do wejścia na Górę Kalwarię, do spojrzenia na krzyż i zanurzenia się w wymownym milczeniu miłości

- mówił Ojciec Święty Franciszek w orędziu wygłoszonym z okazji pierwszego w historii wystawienia Całunu Turyńskiego, transmitowanego z katedry w Turynie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Poruszające przesłanie papieża Franciszka z okazji wystawienia Całunu Turyńskiego: To spojrzenie nie szuka naszych oczu, a naszego serca

CZYTAJ WIĘCEJ: Przez półtorej godziny wierni adorowali Całun Turyński. Wieczorem liturgia Wigilii Paschalnej, której przewodniczył będzie Franciszek

Warto przy tej okazji poznać historię Całunu oraz tego, z jak niezwykłym płótnem mamy do czynienia.

Muszę przyznać, że chociaż zgodziłem się uczestniczyć w projekcie, to jednak nie czułem się w nim zbyt pewnie

- mówi Barrie M. Schwortz, fotograf, naukowiec, analityk technik obrazowania w rozmowie z Grzegorzem Górnym w najnowszym numerze tygodnika " Sieci".

Schwortz opisuje w ten sposób swój udział w badaniach, jakim został poddany Całun Turyński.

Myślałem sobie: "To nie jest dla mnie, to dobre dla chrześcijan. Nic nie wiem o Jezusie, poza tym, że był Żydem". (...) Zastanawiałem się nawet, czy nie zrezygnować z udziału w projekcie. Postanowiłem więc porozmawiać o tym z Donem Lynnem z NASA, który sam był praktykującym katolikiem, powiedział mi słowa, które okazały się najlepszą radą, jaką otrzymałem w swoim życiu: "Barrie, jedź do Turynu i wykonaj swoją robotę najlepiej, jak jesteś w stanie. Bóg nie mówi nam z góry, jakim a wobec nas plan, ale w pewnym momencie dowiesz się tego." Zostałem więc w zespole. Dwadzieścia lat później zdałem sobie sprawę, jak trafne okazało się to proroctwo

- opowiada Schwortz.

Naukowiec dowodzi, że pomimo gruntownego przebadania płótna, zespół naukowców nie potrafił dowieść tego, w jaki sposób wizerunek znalazł się na całunie.

Efektem stały się dwadzieścia cztery prace naukowe, opublikowane w znanych na całym świecie, renomowanych, specjalistycznych czasopismach naukowych. Każdy artykuł dotyczył konkretnego wycinka badań i charakteryzował się wysokim stopniem specjalizacji, np. w dziedzinie hematologii, spektrografii, chemii czy fizyki, a wnioski w nich zawarte dotyczyły konkretnej dziedziny. Konkluzja zawarta została w ogłoszonym przez nas komunikacie z 1981 r. Nie byliśmy w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie. Mogliśmy jednie stwierdzić, czym ten obraz nie jest. Nie jest malowidłem, nie jest fotografią, lecz wypalonym obrazem na tkaninie. Nie mogliśmy natomiast określić mechanizmu, który spowodowałby powstanie obrazu o takich samych właściwościach fizycznych i chemicznych

- tłumaczy Schwortz.

W rozmowie z Górnym dzieli się swoimi przeżyciami związanymi z wynikiem badań. Mimo takich wyników, Schwortz wciąż nie chciał uwierzyć w boską ingerencję przy powstaniu Całunu:

Nawet jednak po ukończeniu prac i po opublikowaniu ich wyników nie byłem przekonany co do prawdziwości Całunu Turyńskiego. Musiało minąć aż osiemnaście lat, aż doszedłem do przekonania, że relikwia jest autentyczna. Przez całe lata nie dawał mi spokoju jeden fakt. Z własnego doświadczenia wiemy, np. gdy się skaleczymy, zę krew bardzo szybko krzepnie i przybiera barwę brązową lub czarną. Tymczasem na Całunie była czerwonego koloru. (...) W 1996 r. przeprowadziłem na ten temat rozmowę z dr. Alanem Adlerem. Był on światowej sławy hematologiem oraz - tak jak ja - członkiem STURP i Żydem. Wtedy on wyjaśnił mi, że jeśli organizm człowieka jest poddany długotrwałym torturom - a wiemy, że męka Jezusa ciągnęła się przez osiemnaście godzin - i jeśli w tym czasie człowiekowi nie podaje się niczego do picia, wówczas czerwone krwinki rozpadają się, z wątroby wydziela się bilirubina, która przedostaje się do krwiobiegu i wtedy krew kogoś takiego na zawsze będzie czerwona. Nigdy nie zmieni swojego koloru. Gdy to usłyszałem, zrozumiałem, że ostatni element układanki trafił na swoje miejsce

- wyjaśnia Schwortz.

Jak więc naukowiec tłumaczy to, w jaki sposób wizerunek odbił się na płótnie?

Jeśli bowiem człowiek stworzy jakiś obraz, można w miarę łatwo określić sposób jego wykonania. W tym przypadku natomiast jesteśmy bezradni. (…) Ten obraz utrwalony został w skali mikroskopijnej zaledwie na wierzchu włókien. Żadna technika, jaką dysponuje ludzkość, nie jest w stanie uzyskać takiego efektu. Mogę opisać jego parametry w języku naukowym, ale większości ludzi i tak to nic nie powie. Myślę więc, że bardziej zrozumiałe będzie określenie tego obrazu w inny sposób. Otóż, jest on świadectwem męki Jezusa

- twierdzi Schwortz.

Pracujący kilka lat przy badaniach Całunu naukowiec wyjaśnia, jak ich rezultaty wpłynęły na jego życie i pojmowanie Boga:

Pochodzę z religijnej żydowskiej rodziny, w której wiara w Boga była czymś naturalnym i oczywistym. Kiedy miałem trzynaście lat, porzuciłem jednak wiarę. (...) Dzięki Całunowi Turyńskiemu po raz pierwszy w dorosłym życiu zostałem zmuszony przyjrzeć się swoim przekonaniom i zajrzeć w głąb swojego serca. Spotkanie z Całunem zmusiło mnie, by bym zaczął się wsłuchiwać w swoje serce

- wyznaje Schwortz.

I puentuje:

Całun można nazwać najdokładniej przebadanym przedmiotem w historii, a jednak wciąż nie ma jasnego wytłumaczenia, w jaki sposób powstał obraz na płótnie

- kończy.

Całość rozmowy poświęconej historii Całunu Turyńskiego, badaniom jakie zostały na nim przeprowadzone oraz wątpliwościom związanym z płótnem - w najnowszym wydaniu tygodnika " Sieci". Polecamy!

maf