Niektórzy wyrażają rozczarowanie, że Deklaracja Ideowa zawiera „za mało konkretów” i propozycji programowych. Skwitujmy to krótko: nie należy spodziewać się po deklaracji idei, że będzie programem. Tak jak po wielkanocnym śniadaniu nie szukamy prezentów pod choinką, tak i w dokumencie mającym położyć IDEOWY fundament pod działalność Ruchu Narodowego nie należy szukać rozwiązań charakterystycznych dla PROGRAMU politycznego.

Tożsamość. Wyeksponowaliśmy ją na pierwszym miejscu, bo to pojęcie – klucz, niezbędny do zrozumienia wyzwań, jakie dziś stoją nie tylko przed Polską i Polakami, ale w ogóle przed naszą kulturą i kręgiem cywilizacyjnym. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na dwa aspekty problemu tożsamościowego, z jakim się dziś mierzymy. Pierwszy, to liberalna (choć najszerzej chyba kolportowana przez tzw. „nową lewicę”) teza o samo-ustanawianiu się człowieka; ja określam swoją tożsamość, ja ją zmieniam w zależności od fanaberii. Dyskusja o tożsamości staje się pretekstem do negacji całego bogactwa społecznego, kulturowego a nawet psychofizycznego człowieka. Silna, ugruntowana i zakorzeniona w tradycyjnym przekazie kulturowym tożsamość staje się przedmiotem najbardziej zajadłego ataku. Ruch Narodowy zdecydowanie odrzuca tę liberalną zasadę, broniąc tożsamości Polek i Polaków, chrześcijan, kobiet i mężczyzn.

Druga kwestia tożsamościowa, to wspólnotowy charakter jej przeżywania. W tym względzie trzeba mówić nie tyle o ideologii, co o raczej o „mechanice” funkcjonowania człowieka w społeczeństwie. Trzeba nam walczyć o człowieka „kompletnego”, dojrzałego, wolnego od infantylizmu, jaki narzuca popkultura. Zdolnego do budowania trwałych, głębokich relacji. Odrzucającego jednostkowy egoizm. Samoograniczającego się. Negującego konsumpcjonizm nie tylko jako ideologię, ale jako swój osobisty sposób życia. Będzie to trudne, bo w społeczeństwie, w którym bieda nie tylko wciąż, ale i na powrót doświadcza miliony osób, dostęp do konsumpcji uznawany jest za podstawowy miernik „jakości” życia. Paradoksalnie więc trzeba, walcząc o lepszy byt materialny Polaków, tworzyć kulturę i wzorce zachować społecznych, które przewartościują ich myślenie o tym, co w życiu jest ważne i rzeczywiście dające szczęście.

Kościół. Spotkałem się z głosami, że deklaracja jest za mało katolicka, ba! – że jest zdradą idei narodowo-katolickiej. Biorę tutaj odpowiedzialność w dużej mierze na siebie, bo w tym względzie odwzorowuje ona moje pierwotne założenia. Stanęliśmy bowiem przed pytaniem – czy ruch narodowy w narodzie katolickim powinien być bardziej katolicki niż jest Kościół? Moim zdaniem – nie. A Kościół, choć ten sam co przed wojną, gdy formowała się doktryna Katolickiego Państwa Narodu Polskiego, jest dziś jednak w pewien sposób inny. Należę do osób, które z najwyższym krytycyzmem odnoszą się do rozkładu wewnętrznego, jakiego w minionym, posoborowym półwieczu doświadcza katolicyzm. Nie możemy być jednak ślepi na fakty – dziś Kościół nie tylko funkcjonuje w laicyzujących się społeczeństwach, ale, co gorsza, również sam mocno się laicyzuje i dezintegruje.

Sprawia to, że, paradoksalnie, my, którzy przywiązani jesteśmy do przedwojennej idei narodowo-katolickiej, dziś walczymy nierzadko „na dwa fronty”. Mówiąc o Katolickim Państwie Narodu Polskiego nie znajdujemy zrozumienia wśród bardzo wielu biskupów, kapłanów i katolików świeckich, którzy, na skutek panującego w Kościele chaosu, zamętu doktrynalnego i ideologii pogodzenia się z demoliberalną rzeczywistością, dezerterują z walki o fundamentalnie chrześcijański kształt życia publicznego. Dlatego deklaracja ideowa Ruchu Narodowego, choć przepojona chrześcijańskim myśleniem od pierwszego do ostatniego punktu, nie jest konfesyjna. Bo Ruch, aby móc sprawnie i szeroko działać w społeczeństwie, nie może koncentrować się na walce o sprawy, jednak, wewnątrzkościelne. Co nie znaczy, że jest nam to obojętne; zwycięstwo opcji liberalnego „post-katolicyzmu”, symbolizowanego przez Tygodnik Powszechny, oznaczałoby przecież nie tylko całkowity upadek polskiego Kościoła, ale również ostatecznie upadek, organicznie z nim związanego, narodu.

Wolność i liberalizm. Nie ma „dobrego” liberalizmu tak jak nie ma „dobrej gangreny”. Te karkołomne próby, które od dwóch dekad podejmuje część polskich konserwatystów, aby „ochrzcić” liberalizm, są drogą donikąd. Liberalizm jest fałszem u samego fundamentu, więc dzielenie go na społeczny, obyczajowy i gospodarczy czy jakikolwiek inny mija się z celem. Liberalizm jest negatywny i destruktywny, bo w centrum swojej refleksji stawia wolność jednostki przeciwstawioną życiu wspólnotowemu. Co jest absurdem i aberracją, bo człowiek, jako istota społeczna, buduje swoją egzystencję i osiąga szczęście poprzez harmonijne współżycie z innymi właśnie we wspólnotach, w których przyszło mu żyć. Liberalizm nie jest żadnym antidotum na socjalizm, bo narodził się na długo przed nim, jako prąd walczący z tradycją, tożsamością, wspólnotą. Ruch Narodowy, chcąc bronić uprawnionej wolności narodu i poszczególnych Polaków, musi więc podjąć walkę z liberalizmem, który jest patologią mentalną, polityczną i kulturową, który jest po prostu nowotworem cywilizacji zachodniej.

Polska dla Polaków. W epilogu deklaracji pada to sformułowanie. Uznaliśmy, że warto je odświeżyć. Co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że polskość to nie jest coś, co można dowolnie modyfikować, czym można bez żadnej odpowiedzialności szafować na prawo i lewo. Nie wystarczy deklaracja „jestem Polakiem”, by nim zostać, bo naród, jak piszemy, to „kulturowa wspólnota pokoleń – przeszłych, obecnych i przyszłych”. Przynależność do narodu to splot czynników subiektywno (uważam się za Polaka) – obiektywnych (mówię po polsku, jestem zakorzeniony w polskiej historii i kulturze).

Drugi powód, dla którego warto było przypomnieć to hasło, wynika z doświadczeń zachodniej Europy. Nie mamy dziś w Polsce do czynienia z masową imigracją z obcych kręgów cywilizacyjnych. Co nie znaczy, że nie spotkamy się z tym problemem w dosyć krótkim czasie. Obecność cudzoziemców, również mieszkających na stałe, jest w każdym kraju czymś oczywistym, do pewnego stopnia – pożądanym. Jednak masowy napływ ludzi o zupełnie odmiennym systemie wartości i kodzie kulturowym, jest dla wspólnoty narodowej zabójczy. Ruch Narodowy będzie zabiegał o to, by Polska nie popełniła fatalnego błędu zachodniej polityki imigracyjnej i promowania multikulturalizmu, z jakich niektóre państwa próbują się dziś rozpaczliwie wycofać.

Trzecia wreszcie kwestia, to zwrócenie państwa narodowi. W tym sensie hasło Polski dla Polaków oznacza upodmiotowienie społeczeństwa, traktowanego przez obecne elity niczym woły robocze. To hasło wzięcia odpowiedzialności za swoje losy przez dobrze zorganizowany naród, posługujący się sprawnie zarządzanym, silnym państwem.

Dyskusje o Ruchu Narodowym i jego idei dopiero się tak naprawdę rozpoczynają, więc pewnie jeszcze nie raz przyjdzie mi zabierać głos w tej sprawie. Jednak już dziś jestem przekonany, że u fundamentu udało nam się położyć deklarację spójną, jasną i czytelną, dobrze osadzoną zarówno w szeroko pojętej ortodoksji narodowej, jak i w wyzwaniach, przez jakimi dziś stoimy jako kontynuatorzy tysiącletniej historii naszej Ojczyzny.

Robert Winnicki