Wybitnych osiągnięć politycznych od długiego czasu nie odnotowuje, ale z pewnością nie można mu odmówić, że jest mocno zalatany. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz od 2007 r. przemieszczał się samolotem z domu do pracy i z powrotem, ponad 700 razy.

Wychodzi więc na to, że na lotnisku pojawiał się prawie co trzy dni! Zapłaciliśmy za to 381 000 zł

- podliczył „Super Express”.

Dane są jak najbardziej oficjalne. Gazeta otrzymała z Kancelarii Senatu zestawienie rejsowych lotów Borusewicza na trasie Warszawa - Gdańsk - Warszawa od 2007 r. do stycznia 2013 r. Z dokumentu wynika, że najwięcej kursów, bo ponad 150, marszałek odbył w 2011 r.

Jak zauważa „SE”, to w tym roku Borusewicz wstąpił do Platformy Obywatelskiej. I to w tym roku miały miejsce wybory do Sejmu i Senatu, poprzedzone kampanią wyborczą.

Zdarzało się też, że marszałek Senatu jednego dnia latał aż trzy razy. Tak było 8 lutego 2007 r., podczas 27. posiedzenia Senatu VI kadencji. Senatorowie zajmowali się wtedy m.in. zmianą ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa, zmianą ustawy o systemie oświaty i pomocy społecznej. Mimo tak ważnych spraw Borusewicz kursował między stolicą a Gdańskiem. W trakcie obrad poleciał do domu, po czym wrócił do Warszawy, a po zakończeniu obrad znowu udał się samolotem do Gdańska

– pisze gazeta.

I dodaje:

Co ciekawe, Pan Samolocik nie lata co chwila do domu dla przyjemności. Jak zapewniają nas w Senacie, całe to bujanie w obłokach wiąże się z "wykonywaniem mandatu senatora".

JKUB/”SE”