Borys Bieriezowski na Fb: "Żałuję i proszę o wybaczenie za to, że przywiodłem do władzy Władimira Putina"

fot. facebook
fot. facebook

Aż do dzisiaj nie planowałem używać Facebooka i nie chciałem żyć w sieciach społecznościowych. Wczoraj była Niedziela Seropustna Przebaczenia Win. Zdecydowałem się na spowiedź i chciałem ją opublikować na swoim blogu na stronie internetowej radia Echo Moskwy. Spowiedź przez narodem Rosji za te pomyłki, które popełniłem. Jednak spotkałem się z odmową.

Wydaje mi się całkowicie niedopuszczalne, że prawosławnemu człowiekowi w dzisiejszej Rosji nie pozwala się na publiczne wyznanie win. Nie mam żadnych pretensji do redaktora naczelnego „Echa Moskwy” Aleksego Wieniediktowa. Przeciwnie, jestem mu wdzięczny. On trzymał się do końca, pozwalając prowadzić mi blog. Teraz używam ostatniego niezależnego medium w Rosji – Facebooka. Marka Zuckerberga nie mogą wezwać na Kreml i zmusić do sprzedaży swojej sieci społecznościowej Gazpromowi [do tego koncernu należy m.in. „Echo Moskwy”] pod groźbą wysłania do Matrioskiej Tisziny [dosłownie „Cisza marynarska” – moskiewskie więzienie dla najgroźniejszych przestępców, miejsce śmierci Siergieja Magnitskiego].

Spowiedź

„Nawróćcie się więc, każdy ze swej złej drogi, a uczyńcie lepszymi wasze drogi i wasze czyny” – wzywał Pan przez proroka Jeremiasza (Jr 18, 11) i dlatego dokładnie dziś, w Niedzielę Przebaczenia Win, do was mówię.

Lata wygnania pozwoliły mi inaczej spojrzeć na swoje życie, na życie mojej Ojczyzny i ostrzej uświadomić sobie, że bez skruchy, bez przyznania się do pomyłek przeszłości, bez odwagi budowanie przyszłości nie powiedzie się. Ani u mnie osobiście, ani u każdego z was, ani w kraju.

Przeżyłem długie i niezwykłe życie. Na swojej drodze dokonałem wielu czynów i nieuchronnie myliłem się. Złe uczynki popełniałem świadomie, a jeszcze więcej nie wiedząc, co czynię. Jak mówi się w modlitwie pokutnej: „Kierując i nie kierując, z woli i nie z woli”. Wiem, że za wiele moich czynów potępiacie mnie wy, naród Rosji, którego jestem częścią, i w przeznaczeniu którego przyszło mi ze zrządzenia Bożego odegrać naznaczoną mi rolę.

Żałuję i proszę o przebaczenie za chciwość. Pragnąłem bogactwa, nie zastanawiając się, że przynosi to szkodę innym. Zasłaniałem mój grzech „historycznym momentem”, „genialnymi kombinacjami” i „wstrząsającymi możliwościami”, a zapominałem o współobywatelach. I to, że nie tylko ja tak robiłem, mnie nie usprawiedliwia. Wybaczcie mi.

Żałuję i proszę o wybaczenie za podeptanie wolności słowa. Usprawiedliwiając się dążeniem do ocalenia Rosji od czerwono-brunatnej dżumy, prowadziłem politykę głównej tuby informacyjnej kraju, lekceważąc demokratyczne wartości. Moje działania dały początek unicestwienia niezależnego dziennikarstwa. Nie byłem w tym sam, ale to mnie nie usprawiedliwia. Wybaczcie mi.

Żałuję i proszę o wybaczenie za to, że przywiodłem do władzy Władimira Putina. Za to, że nie byłem w stanie wypełnić obowiązku dostrzeżenia w nim na czas przyszłego chciwego tyrana i uzurpatora, człowieka depczącego wolności i zatrzymującego rozwój Rosji. Wielu z nas nie rozpoznało go wówczas, ale i to mnie nie usprawiedliwia. Wybaczcie mi.

Więcej już nie mam o co winić siebie przed Rosją.

Rozumiem, że skrucha to nie tylko słowa, ale i czyny. I one nastąpią.

 

26 lutego 2012 r.
Fragment wpisu Borysa Bieriezowskiego na Facebooku, którego treść przypomniał "Nasz Dziennik".

 

CZYTAJ TAKŻE: Felsztyński i Bukowski nie wierzą w samobójstwo Borisa Bieriezowskiego. Piętrzą się wątpliwości wokół oficjalnej wersji forsowanej przez Kreml

 

 

mall

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...