Kradzież od 1000 zł, czyli dobra diagnoza, złe rozwiązanie. "Komunikat, płynący do złodziei: polskie państwo pozwala kraść"

fot. PAP / L. Szymański
fot. PAP / L. Szymański

Co można kupić za sumę wyższą niż 250, a niższą niż 1000 złotych? Wiele rzeczy. Całkiem przyzwoity kompaktowy aparat fotograficzny, średniej jakości rower, sporo książek, mniej zaawansowany tablet czy telefon komórkowy, odtwarzacz DVD, telewizor o niezbyt dużej przekątnej… i dużo innych przedmiotów. Jeżeli wejdzie w życie projekt, forsowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, kradzież wszystkich tych rzeczy nie będzie już przestępstwem, a jedynie wykroczeniem. Jarosław Gowin chce podnieść granicę wartości przedmiotu kradzieży, kwalifikującą ją jako przestępstwo, z 250 do 1000 zł.

Ministerstwo ma dla swojego projektu pozornie przekonujące uzasadnienie. W skrócie przedstawia się ono następująco. Dzisiaj – twierdzi MS – sprawcy wykroczeń, czyli kradzieży do 250 zł, paradoksalnie są karani surowiej niż ci, którzy ukradli mienie o wartości między 250 a 1000 zł. Dlaczego? MS wyjaśnia: jeżeli kradzież jest wykroczeniem, tylko w małej liczbie przypadków orzeka się karę aresztu w zawieszeniu, zaś grzywny są w większości ściągalne. Natomiast w przypadku kradzieży na sumy 250-1000 zł aż 83 proc. oskarżonych skazywanych jest na karę w zawieszeniu, co w praktyce oznacza najczęściej brak kary. W dodatku postępowanie w sprawie o wykroczenie trwa przeciętnie około trzech miesięcy, a w sprawie o przestępstwo 11-15 miesięcy. Zatem zmiana ma przyspieszyć postępowania i sprawić, że kary będą rzeczywiste i dolegliwe, a nie pozorne.

Brzmi to rozsądnie. Ale pojawiają się wątpliwości.

Po pierwsze – skąd MS czerpie pewność, że kradzieże, przeniesione do kategorii wykroczeń, nie zaczną być traktowane identycznie jak są dzisiaj jako przestępstwa, czyli że sądy nie będą masowo orzekać kar w zawieszeniu? Przecież ministerstwo nie ma żadnej możliwości wpłynięcia na sędziów, a ci będą brali pod uwagę trzy kwestie: przepełnienie więzień, wartość przedmiotu przestępstwa i fakt, że mają do czynienia już tylko z wykroczeniem. System, który nie działa w przypadku przestępstw, może się równie dobrze zatkać w przypadku wykroczeń, zwłaszcza gdy nagle wpłyną do niego dziesiątki tysięcy nowych spraw. Może się również okazać, że czas oczekiwania na orzeczenie ogromnie się wydłuży.

Po drugie – doniesienia o wykroczeniach przyjmuje policja. Minister Gowin twierdzi, że finalizowane są ustalenia z komendantem głównym, zgodnie z którymi policjanci mają być rozliczani z wykrywalności wykroczeń tak samo jak z przestępstw. Pytane brzmi, jakiej rangi ma to być regulacja i czy kolejny komendant główny nie zechce jej zmienić? Przede wszystkim zaś trzeba pamiętać, że sztuczne windowanie statystyk to normalna praktyka policji. A jak najłatwiej wywindować problematyczną statystykę? To proste: nie przyjmując doniesienia i zniechęcając obywatela do jego złożenia. Skoro nie ma wykroczenia, to nie można rozliczyć z jego wykrycia. Zaś znacznie łatwiej jest zlekceważyć doniesienie o wykroczeniu niż o przestępstwie.

Po trzecie – i to jest być może najważniejsze – problematyczny jest etyczny aspekt tej operacji. U każdego przestępcy gdzieś w tyle głowy tkwi jednak myśl o tym, jak wymiar sprawiedliwości może potraktować jego czyn. Kategoria wykroczenia jest etycznie lżejsza niż przestępstwa. Konsekwencją nowego ujęcia będzie komunikat, płynący do złodziei i ich ofiar: polskie państwo pozwala kraść, bo w ogromnej liczbie przypadków uznaje kradzież z zwykłe wykroczenie.

Ministerstwo Sprawiedliwości dobrze zidentyfikowało problem, ale wymyśliło fatalne rozwiązanie. Jego pragmatyzm jest pozorny. Jarosław Gowin powinien pamiętać, że złudnie pragmatyczne mechanizmy często obracają się we własne przeciwieństwo.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych