Znany muzyk rockowy, a ostatnio działacz społeczny Paweł Kukiz może zyskać wspaniałego nauczyciela nauk politycznych – Stanisława Żelichowskiego. A postać to wybitna, która zarys polityki może wyłożyć lepiej, niżeli najlepszy doktor.

Żelichowski jest posłem od czasów PRL nieprzerwanie. Obecnie piastuje swoją ósmą kadencję w Sejmie, należąc do rekordzistów w tej dziedzinie. Dwa razy był ministrem: ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa (93 – 97) i samego środowiska(2001 – 2003). Całą poprzednią kadencje pełnił funkcję szefa klubu parlamentarnego PSL. Jednymi słowy, postać wyjątkowa z bogatym doświadczeniem.

Na czym polega fenomen posła Żelichowskiego? Zawsze potrafi ułożyć się idealnie, aby piłkę podawaną od władzy przyjąć sprawnie, jednak bez uderzań na bramkę. Jak się strzeli gola, to jest się za daleko. Żelichowskiemu wystarczy sam drybling. I tak drybluje już ponad dwadzieścia lat.

Obecnie bez funkcji, więc jego pozycja wydawać się może pomniejszone. Jednak z góry widać, że poseł tym razem ima się gry pressingiem. Jest człowiekiem władzy, od czarnej roboty. Zapraszany do licznych audycji telewizyjnych, czy radiowych, komentuje obecny stan polityki.

Tym razem poseł postanowił pouczyć społeczników. W audycji Moniki Olejnik powiedział:

Paweł Kukiz tak się zna na polityce jak ja na muzyce jazzowej.

Tak skwitował sobotnie wystąpienie muzyka podczas spotkania oburzonych w Gdańsku.

Czy Żelichowski zna się na jazzie nie wiem, a nawet nie chcę wiedzieć. Ale to, że polityk z tak wielkim doświadczeniem, nie potrafi przytoczyć merytorycznych argumentów, dlaczego sobotnie spotkanie było błędem, a co rząd, którego tak ochoczo poseł broni, zrobił w kierunku polepszenia sytuacji w naszym kraju, jest w mojej ocenie bulwersujące.

Żelichowski to jedna z czołowych armat ekipy rządzącej. Osobiście nie wiem dlaczego. Jego riposty i uwagi są mało celne, mało merytoryczne i kompletnie nie chwytliwe, ale jednak jest obecny w mediach i wypowiada się na tematy polityczne.

Człowiek, który całe swoje życie zajmuje się polityką, musi bronić racji koalicji, którą reprezentuje, chwytami pod publiczkę, która mają niby tylko zabawnie brzmieć, ale w oczach i uszach odbiorców, muszą dyskredytować rywala.

Zero liczb, zero wskazań na osiągnięte dotychczas cele, zero konkretów, które mogą pomóc ludziom w tym kraju zrozumieć dlaczego jest źle, dlaczego przestaje wystarczać im na rachunki, a tak wiele dzieci nie dojada. Przykro się robi, kto bierze w Polsce pieniądze, za tworzenie prawa i systemu doprowadzającego nasz kraj do ruiny.

Przykro się robi, że każda inicjatywa, każdy krzyk obywateli traktowany jest jak atak wrogów na wielką twierdzę premiera Tuska. Ludzie, chcą rozmawiać, reperować nasz kraj, a co słyszą w odpowiedzi? Nie znacie się. Weźcie lepiej grabki i idźcie plewić ogródek. To wasze zadanie. Nam zostawcie rządzenie.

Na to stać tylko nasze władze. Przykro.

Czego więc może poseł Żelichowski nauczyć Kukiza i nas wszystkich? Niczego dobrego.

Ponad pięć lat słyszymy, że będzie lepiej, że wyspa na którą czekamy jest tuż, tuż. Tylko gdzie? W gramofonie posła Żelichowskiego, w którym najwyraźniej gra rock and roll? Za jazz się poseł nie bierze. Za trudny do zrozumienia?