No i mamy olśnienie i medialne zachwyty TVN-u i GW, okazuje się, że polski Dziadek z Wermachtu może być jednak powodem do dumy. Kanclerz A. Merkel miała Dziadka w Wermachcie, Premier D. Tusk miał Dziadka w Wermachcie.

Jesteśmy więc jak jedna wielka rodzina. A grunt to rodzinka, bo kto rodzinkę fajną ma, nie wie co to bieda, bo gdy trzeba to mu rodzinka „zawsze da” – jak mówią słowa piosenki. D. Tusk z ostatniego szczytu UE do widzów TVN-24 mówił już nawet po niemiecku na temat budżetu Unii na lata 2014-2020 „Einmal ist Einmal”, choć bardziej by pasowało koń jaki jest każdy widzi. To właśnie dzięki naszemu premierowi A. Merkel nie ma już żadnego kłopotu z wymową polskiego nazwiska Dziadka – Kazimierczaka. I mimo tak wielkiego wysiłku” intelektualnego”  D. Tusk może zostać zrobiony w przysłowiowego balona lub najzwyczajniej ograny do zera. Bo oto nie tylko Izba Wyższa niemieckiego parlamentu –Bundesrat spokojnie sobie odrzuciła Pakt Fiskalny, ale eurodeputowani również rodacy niemieckiej Kanclerz chcą odrzucenia budżetu UE na nową 7 letnią perspektywę.

A  sama decyzja Parlamentu Europejskiego może przeciągać się do jesieni. Chcą  bezceremonialnie podeptać historyczny sukces rządu PO –PSL i naszego dzielnego Rycerza z Kaszub, który już podzielił eurotort  na oczach zachwyconej medialnej gawiedzi. A przecież czekaliśmy już tylko na wisienkę z tego tortu. Jaki był sens dopychania kolanem Paktu Fiskalnego i łamanie polskiej Konstytucji, gdy idzie o procedurę i tryb jego ratyfikacji, gdy dziś okazuje się, że UE łagodzi wymogi procedury nadmiernego deficytu dla Francji, Portugalii i Hiszpanii.

Okazuje się bowiem, że wiele krajów nawet strefy euro nie ma co marzyć o 3 proc. deficycie nie mówiąc już o 0,5 proc. deficycie strukturalnym. Oczywiście Polska w tym roku też nie upora się z barierą 3 proc. deficytu sektora finansów publicznych – będzie raczej 4 lub 4,5 proc. – jak nasz Sztukmistrz z Londynu dobrze wszystko policzy. Po co było głupie prężenie muskułów, opowiadanie, że w drugiej połowie roku będzie w Polsce po kryzysie i tylko z górki , kiedy on właśnie się dopiero rozpoczyna. Czemu miało służyć opowiadanie bajek o tym, że kryzys w strefie euro został rozwiązany. Wszystkie te Dwupaki, Sześciopaki, Pakty Fiskalne, Unie Bankowe jak widać są funta kłaków nie warte , z pewnością nie obowiązują wielkich i możnych  Europy, gdy ci mają kłopoty.

Co prawda nasz niepoprawny Dyzio Marzyciel – premier D. Tusk ciągle wierzy w happy end, podobnie zresztą jak premierzy Grecji, Hiszpanii, Portugalii a ostatnio i Cypru. Lieber Donald mówił już kiedyś, że na Liebe Angela nie jest zdolny się pogniewać. Teraz jesteśmy świadkami prawdziwej orgii wygłupów pod tytułem – szybko do euro, przyjmijmy  wspólną  walutę a będzie dobrze. Byle szybko, byle naród się nie wypowiedział, nie daj Boże referendum – bo wiadomo już co myśli w tej sprawie - 68proc. Polaków.

Według TNS – OBOP tyle właśnie uważa, że zamiana złotego na euro będzie mieć negatywny wpływ na sytuację gospodarstw domowych, a 53 proc., że będzie to czymś złym dla kraju i gospodarki. Tu też więc galopada rządu PO-PSL z szybkim przyjęciem euro może zakończyć się jak bieg kulawego konia pod górę. Tym bardziej, że w samych Niemczech powstaje poważna partia, która ma dość zarówno strefy euro jak i samej wspólnej waluty i już cieszy się ona ogromnym poparciem na starcie. Niemcy, Włosi, Austriacy, Francuzi mniej więcej już w połowie chętnie by powrócili do narodowych walut, a Szwedzi w ponad 80proc. są przeciw przyjęciu euro. Niedawni „szczęśliwcy” Słoweńcy, Słowacy, Cypryjczycy, Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy ledwo dyszą. Zapowiada się więc totalna klapa i w tej sferze pozostawienie złotego może okazać się ostatnią deską ratunku przed skutkami gigantycznego kryzysu gospodarczego nad Wisłą.

Zwolenników euro w Polsce – czyli euroidiotów powinny na baczność postawić weekendowe wydarzenia z Cypru – członka strefy euro. Oto bowiem władza na Cyprze wraz z szefostwem strefy euro, MFW i pod silnym naciskiem Niemiec właśnie zagarnęła od 6 do 10 proc. pieniędzy klientów zgromadzonych w bankach w formie nowego nadzwyczajnego podatku z powodu kryzysu. Wcześniej władze deklarowały, że nie okradną  w ten sposób swoich obywateli i podmiotów z innych krajów. Te twórcze metody unijnej lichwy i zwykłego złodziejstwa można przecież w razie kryzysu wprowadzić w każdy weekend w każdym kraju.

Czy te innowacyjne metody zawitają również nad Wisłę? Czy wielce kreatywny zwolennik strefy euro MF J.V. Rostowski sięgnie po tego typu cypryjskie rozwiązania?  Mamy już przecież podatek Belki i zlikwidowane poliso –  lokaty. Społeczeństwa europejskie jak widać można lekceważyć i spokojnie okradać, ale zabieranie pieniędzy oligarchom finansowym,  nie tylko rosyjskim i mafii może się okazać dla Unii zabójcze. Rosną zagrożenia dla polskiej gospodarki, obecny budżet tak jak ostrzegałem w ub. roku – wirtualny, humorystyczny nadaje się tylko do kosza i nowelizacji. Trzeba będzie gwałtownie poszukiwać brakujących ok. 40 mld złotych. Czas najwyższy porzucić mrzonki o europejskim tygrysie gospodarczym odżywiającym się na zielonej wyspie wyłącznie szczawiem i mirabelkami. Wymuszona większa integracja wcale nie musi oznaczać większej racjonalności ekonomicznej. Potrzeba mniej propagandy i zaklinania rzeczywistości nie wystarczy wiara i nadzieja w happy end.  A skuteczności i roztropności brakuje.

Trzeba twardo, choćby i  mało elegancko walczyć o to co możliwe i należne. Robić swoje odbudowując kondycję przemysłową i materialną polskiego społeczeństwa. Trzeba bezwzględnie odzyskiwać głupio oddany i tanio wyprzedany majątek narodowy, a nie liczyć na przychylność i łaskę hegemonów. Lepiej niech Pan premier D. Tusk czerpie wzór z Węgier, niech nie liczy na łut szczęścia i wspólnych Dziadków. Broń Boże żebyśmy wzorowali się na Estonii. Miała już być w Polsce druga Japonia, druga Irlandia. Teraz przebąkuje się  coś o drugiej Estonii. Trzeba by jednak najpierw polskim emerytom obciąć emerytury i renty o ok. 40proc., obniżyć o 25 proc. wynagrodzenia pracowników, przejść przez 20 proc. załamanie PKB, podnieść znacząco  podatki  po to by  przyjąć euro. Można oczywiście zawsze jeszcze sięgnąć po rozwiązania z Cypru. Gra nie warta świeczki, no chyba, że świecy gromnicznej.  Rodzinna europejska stypa wydaje się niestety coraz bardziej realna. I może się okazać, że nie doczekawszy się na ciężką kasę jeden europejczyk drugiego  rąbnie po głowie i nie przyjedzie na czas pogotowie.
Janusz Szewczak
Główny Ekonomista SKOK