Taką wiosnę zapowiada Paweł Kukiz ze swoim ruchem zmieleni.pl, NSZZ „Solidarność” i wiele organizacji pozarządowych, którzy mają się spotkać 16 marca w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej. Nawiązanie i przesłanie jest oczywiste – Sierpień 1980 i ruch „Solidarność”. Cel główny: wprowadzenie w Polsce parlamentarnych jednomandatowych okręgów wyborczych.  Można się zgodzić, że niegdyś – zaraz po obaleniu komuny -  był to pomysł niezły. Może też  i kiedyś – za 5-10 lat -  takim on się na nowo stanie? Dziś jednak to na pewno jest pomysł bardzo zły. Taka ordynacja wyborcza, gdyby ją wprowadzono, utrwaliłaby  na dziesiątki lat władzę SLD, Palikota i PO lub ich kolejnych mutacji. Aż dziwne, że propaguje ten pomysł Kukiz, a nie Grupa Trzymająca Władzę w III RP.

Ruch na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych – w skrócie JOW – powstał w Polsce na początku lat 90-tych. Dzięki takiej ordynacji  państwem miała rządzić władza silna, kierująca się dobrem ogółu obywateli i polską racją stanu, nie podlegająca ułomnościom partyjniactwa. Jednak zwyciężyła ordynacja proporcjonalna. Dziś mamy scenę polityczną uformowaną i na szczęście nie jest ona nadmiernie rozdrobniona. Pokazuje to dowodnie, że również w systemie proporcjonalnym możliwe jest wyłanianie parlamentu zdolnego do tworzenia stabilnych koalicji rządowych. Skąd więc pomysł „Wiosny Ludów” na rzecz JOW?

Inicjatorzy tej akcji  - Kukiz i szef NSZZ Solidarność, Duda -  nie ukrywają, że chcą w ten sposób odsunąć od władzy w państwie istniejące dziś partie polityczne. Na rzecz kogo czy czego? Nowej partii? Związku zawodowego? Ruchu społecznego?

Oczywiście, partie polityczne mają wiele wad. Ale to one są solą demokracji, bez nich demokracja zamienia się w atrapę, a wszelkie ruchy masowe – w dyktaturę. Tak uczy nas doświadczenie. Czy zwolennicy JOW mają na to remedium?

Teoretycznie rzecz ujmując, system JOW może wymusić pozytywne zmiany w funkcjonowaniu partii politycznych i uwolnić państwo od wielu wad, wynikających z partyjniactwa, choćby dzięki temu, że obywatele mają w nim większy wpływ na wystawianie kandydatów w wyborach, a posłowie są bardziej zobowiązani wobec swoich wyborców niż aparatu partyjnego. To wszystko prawda. Ale w silnych, demokratycznych państwach. Polska nie jest takim państwem. U nas, szansą na zmianę tej złej sytuacji są partie, które za cel stawiają sobie sanację państwa, partie antyestablishmentowe, takie jak PiS. Bez takiej zmiany, jednomandatowe okręgi wyborcze jeszcze bardziej pogrążą nasz kraj. Polityka bowiem to działalność głównie praktyczna, a nie seminarium naukowe. Rzut oka na wyniki ostatnich wyborów do Senatu (przypominam,  że odbyły się one według ordynacji jednomandatowej) i na sondaże poparcia dla partii politycznych jasno wskazuje, że zdecydowaną większość mandatów poselskich w wyborach do Sejmu uzyskaliby kandydaci centrolewicy (PO, SLD, Palikot). Załóżmy jednak, że PiS się zmobilizuje i uzyska 42 procent głosów, co w ordynacji proporcjonalnej dałoby mu ponad połowę mandatów poselskich, czyli możliwość samodzielnych rządów. Otóż, w systemie jednomandatowych okręgów wyborczych, mogłoby się tak zdarzyć, że nawet przy takiej ilości zdobytych głosów, PiS uzyskałby śladową liczbę mandatów. Nie jest to bynajmniej możliwość wydumana. Wystarczyłby sojusz SLD, Palikota i PO w drugiej rundzie wyborów, gdyby nikt w okręgu nie uzyskał ponad 50 procent głosów za pierwszym razem. Tego sojuszu nie trzeba by nawet zawierać, dla elektoratu byłby on naturalnym znakiem sprzeciwu wobec PiS. Weźmy także pod uwagę wpływ na wybory dużych pieniędzy i mediów (centralnych i lokalnych), głównie stacji telewizyjnych. To są prawdziwe filary III RP!

Owszem, rośnie „platforma oburzonych”, czyli ludzi, którzy niegdyś popierali Tuska, a teraz czują się oszukani. GTW boi się, zapewne, że grupa ta zagłosuje na PiS? Ale Kukiz i Duda mogą tę falę skierować gdzie indziej. I w konsekwencji  spowodować wieloletnie niczym niezakłócone rządy centrolewicy, czyli utrwalaczy III RP z wszystkimi jej patologiami. Dlatego właśnie twierdzę, że GTW powinna ich ozłocić.

Dziś, gdy demokracja w Polsce walczy o przeżycie, najważniejsze zadanie, to odsunąć PO od władzy, uformować rząd prawicowy, zrównoważyć scenę medialną i przeprowadzić sanację instytucji państwowych, w tym głównie wymiar wymiaru sprawiedliwości, finansów, administracji i MSW. Żeby władzę zdobyć, prawica musi się skupić wokół PiS. Gdy już Polska stanie się państwem silnym, można pomyśleć o zmianach w ordynacji wyborczej, które utrwalałyby dobre cechy systemu politycznego, a eliminowały złe (np. nadmierne partyjniactwo). Odwrotna kolejność postępowania byłaby fatalnym błędem.