Stefan Kisielewski o naczelnym "Gazety Wyborczej": "przecież ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta." Celne i cały czas aktualne

Fot. Jacek Strużyński "Debata"
Fot. Jacek Strużyński "Debata"

Przecież ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzia, alfa i omega.

Te słowa wypowiedziane ponad dwadzieścia lat temu przez dobrze znającego Adama Michnika Stefana Kisielewskiego nie straciły na aktualności. O ich prawdziwości i celności świadczy chociażby wczorajszy wywiad Adama Michnika dla tvn 24. Adam Michnik swoim zwyczajem pouczał Kościół jak powinien postępować, jednych duchownych chwalił innych potępiał. Prawo i Sprawiedliwość największą partię opozycyjną nazwał totalitarną. Po raz kolejny niczym sędzia, alfa i omega rozstrzygał kto zagraża demokracji.

Na szczęście Adam Michnik nie jest dzisiaj tak potężny jak był w latach 90. ubiegłego wieku. Wtedy jego słowa czy artykuły, jak ten jeden z najsłynniejszych: wasz prezydent, nasz premier, zmieniały rzeczywistość polityczną, decydowały o niej. Oczywiście przy obecnej władzy Adam Michnik nadal ma wiele do powiedzenia i jego nieformalnych wpływów na władzę nie można bagatelizować. Ale dzisiejszy redaktor Michnik jest jednym z wielu graczy w systemie Tuska, nie jedynym i nie najważniejszym. A przecież przez lata Adam Michnik budował swoją pozycje „Redaktora” jako osoby, która formalnie nie rządzi, nie sprawuje żadnych funkcji publicznych, ale która sprawuje rząd dusz nad rządzącymi elitami, a przez to nad społeczeństwem (nie narodem, bo to słowo, na które redaktor Michnik reaguje bardzo alergicznie). bycie jednym z wielu ważnych graczy zapewne dalece nie satysfakcjonuje ambitnego redaktora Michnika. Nie tak przecież miało być.

W czasie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego Adam Michnik miał znaczący acz nieformalny wpływ na politykę. Przyznaje to w wywiadzie rzece z Robertem Krasowskim ówczesny premier Leszek Miller, mówiąc o swoistym triumwiracie rządzącym Polską: Kwaśniewski, Miller, Michnik. Wpływ na polityków i politykę był jednym z filarów silnej pozycji Adama Michnika i całego środowiska z Czerskiej. Do tego trzeba dodać wpływa na opinię publiczną, dyktowanie tego co można myśleć, co jest dopuszczalne w dyskursie publicznym, a co jest myślozbrodnią. W skrócie dyktat poprawności politycznej, której „Gazeta Wyborcza” była milicjantem. Przez całe lata 90. „Gazeta Wyborcza” nadawała ton debacie publicznej, a w zasadzie poprzez jej ideologiczną jednostronność tę debatę wypaczała. Od wybuchu afery Rywina zaczęło się to zmieniać.

Od wielu lat obserwujemy powolny, ale konsekwentny zmierzch imperium z ulicy Czerskiej. Koncernowi Agora nie udało się wejść na rynek telewizyjny, nie ma tez sukcesów na rynku radiowym. Flagowy okręt koncernu - „Gazeta Wyborcza” cały czas traci czytelników. Spadek sprzedaży jest trendem obserwowanym od wielu lat, a częste zmiany w gronie kierowniczym koncernu pokazują, że  nie ma pomysłu na jego zatrzymanie. Gdyby nie prenumerata urzędów i instytucji publicznych oraz  ogłoszenia zamawianych przez nie, sytuacja byłaby jeszcze gorsza.

Z takiego obrotu spraw należy się tylko cieszyć. Im mniej Adama Michnika, Gazety Wyborczej, tym lepiej dla Polski.

P.S. Pewnie wielu się oburzy i uzna, że Stefan Kisielewski pewnie w grobie się przewraca, gdy taki młokos jak Mastalerek go cytuje. Ja śmiem jednak twierdzić, że Stefan Kisielewski znany z prezentowania własnych poglądów, które często były na przekór obowiązującym modom i trendom, co więcej których głoszenie w czasach komunizmu wymagało odwagi, przewraca się w grobie patrząc na to, jacy koniunkturaliści i oportuniści dostają w ostatnich latach nagrodę Jego imienia.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...