Komisja Europejska - tak jak Rada Europy i rząd USA -  jest zaniepokojona planowanymi zmianami w węgierskiej konstytucji. W piątek rozmawiali o tym przez telefon szef KE Jose Manuel Barroso i premier Węgier Victor Orban.

Barroso podziela obawy, że zmiany, które w przyszłym tygodniu mają być głosowane w węgierskim parlamencie, będę niezgodne z unijnymi przepisami, a nawet zasadami demokracji.

Będziemy jeszcze rozmawiać z Węgrami o naszych obawach

- powiedziała rzeczniczka Komisji Europejskiej Pia Ahrenkilde Hansen.

Planowane zmiany ostro skrytykowały już Rada Europy i USA, uznając, że stanowią one zagrożenia dla demokracji.

Jedna z wielu krytykowanych przez międzynarodową opinię publiczną poprawek do konstytucji otwiera drogę do karania bezdomnych, którzy żyją na ulicach miast, chociaż zakaz ma obowiązywać tylko "w określonych obszarach przestrzeni publicznej", jak to ujmuje projekt ustawy.

Zdaniem Thorbjoerna Jaglanda, sekretarza generalnego Rady Europy, rząd Orbana za pomocą rozmaitych modyfikacji konstytucji chce wprowadzić z powrotem w życie szereg zmian w prawie, które odrzucił węgierski Trybunał Konstytucyjny.

Nie ma takiej możliwości, abyśmy wycofali się z poprawek do konstytucji

- oświadczył w piątek wiceprzewodniczący grupy parlamentarnej Fideszu Gergely Gulyas.

Poprawek bronił w piątek szef węgierskiej dyplomacji Janos Martonyi. W liście do ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Danii, Holandii i Finalndii napisał on, że nie ma żadnych przesłanek, by wątpić w wolę Węgier w kwestii przestrzegania unijnych norm prawnych. Zapewnił, że Budapeszt pozostaje otwarty na dialog z unijnymi instytucjami.

W ten sposób minister Martonyi zareagował na wspólny list szefów dyplomacji tych czterech państw, skierowany do przewodniczącego Komisji Europejskiej, w którym proponują utworzenie mechanizmu chroniącego przestrzeganie fundamentalnych wartości przez kraje UE. Chcą, by państwa "27" łamiące zasady praw człowieka, demokracji czy rządów prawa były karane zawieszaniem funduszy unijnych.

Choć w liście dyplomatów nie padła nazwa żadnego kraju, w Brukseli od razu skojarzono go z sytuacją na Węgrzech.

Agencje przypominają, że mimo tej postawy Fideszu krytyka ze strony światowej opinii demokratycznej przyniosła już pewne rezultaty. Fidesz zniósł na przykład wymóg uprzedniego rejestrowania się wyborców, bez którego nie mieli prawa do głosowania.

Amnesty International i kilka innych węgierskich organizacji pozarządowych zwołało na sobotę w Budapeszcie demonstracje przeciwko rządowym poprawkom do konstytucji, które zdaniem opozycji oraz Rady Europy i USA stanowią zagrożenie dla demokracji.

Mimo ostrzeżeń z Brukseli i Waszyngtonu rządząca partia premiera Viktora Orbana, Fidesz, która ma ponad dwie trzecie mandatów w parlamencie, może z łatwością przegłosować w poniedziałek 47 swoich poprawek do Ustawy Zasadniczej.

Waszyngton ostrzegł Orbana, że niektóre z tych poprawek mogą "zagrozić niezależności" węgierskich instytucji demokratycznych.

lw, PAP