Rodzina Bajkowskich wzięta z zaskoczenia. Duda: „decyzja sądu jest kuriozalna. Jeśli przyjąć takie standardy, to do domów dziecka powinny trafić dzieci z 4/5 rodzin w Polsce”

fot. sxc.hu
fot. sxc.hu

Pod koniec lutego b.r. „Rzeczpospolita” szeroko opisała sprawę krakowskiej rodziny Bajkowskich. Decyzją sądu troje dzieci (dwóch 13 latków i jeden 10 latek) miało być zabranych do Domu Dziecka. Jednak dzięki interwencji mediów wykonanie wyroku zostało zablokowane, a po kilku godzinach kuratorzy odstąpili od egzekwowania orzeczenia sądu.

Wyszli tylko dlatego, że nie chcieli na oczach przedstawicieli mediów wyszarpywać nam dzieci

- komentował ojciec rodziny.

Dzisiaj rano w sprawie nastąpił zdecydowany zwrot. Dzieci państwa Bajkowski zostały zabrane przez kuratora w asyście policji prosto ze szkoły, na skutek orzeczenia sądu z dn. 30 stycznia.

Cała sprawa rozpoczęła się, gdy rodzina zgłosiła się do Krakowskiego Instytutu Psychologii, aby z własnej woli rozwiązać swoje problemy. Niezadowolona z terapii i postępowania pracowników rodzina po roku zrezygnowała z zajęć. Terapeuci instytutu złożyli zawiadomienie o stosowaniu w rodzinie przemocy, jednak kurator po wizycie w domu Bajkowskich nie był w stanie stwierdzić czy zawiadomienie pracowników instytutu jest słuszne. Szkoła wydała pozytywne opinie na temat edukacji dzieci oraz ich wychowywania. Jednak odmienne stanowisko zaprezentował Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny: z jednej strony stwierdził, że „mają zaspokojone podstawowe potrzeby bytowe i opiekuńcze. Rodzice interesują się ich zdrowiem, problemami, sytuacją szkolną, dbają o właściwe zorganizowanie czasu wolnego", a z drugiej wskazał, że dzieci wychowują się w „bardzo trudnych warunkach rodzinnych, zaburzających ich rozwój emocjonalny".

Konsekwencją tego była rozprawa 30 stycznia, na której sąd ograniczył władzę rodzicielską i nakazał umieścić dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Rodzice wyroku nie wykonali, a dalszy ciąg z końca lutego jest znany – skuteczna interwencja mediów z 22 lutego i dzisiejsze wyprowadzenie dzieci ze szkoły.

Po zapoznaniu się ze sprawą nasuwa się pytanie: czy administracja państwowa, która w ostatnich miesiącach tyle razy zawiodła, teraz nie wykazuje się nadmiernym zaangażowaniem, powielając modele skandynawskie?

Przypadek dzieciobójczyni z Hipolitowa, a także sprawa rodziny zastępczej z Pucka wzmożyła czujność pracowników administracji, którzy teraz, wręcz nadaktywnie, nadrabiają uchybienia.

To są dzieci świetnie rozwinięte intelektualnie, nigdy nie sprawiały kłopotów. Miałam z nimi i rodzicami świetny kontakt i nigdy nie zauważyłam, by dzieci były zalęknione, zahukane czy zastraszane przez rodziców

- wypowiada się na temat rodziny Bajkowskich wychowawczyni najmłodszego z chłopców. Normalna rodzina, która w trosce o swoje dzieci sama poprosiła 3 lata temu o pomoc, teraz ponosi tego tragiczne konsekwencje.

Skutki niedopatrzenia urzędników i zbyt pochopnej opinii sądu odbijają się na dzieciach – ich nagłe zabranie ze szkoły oraz umieszczenie w placówce opiekuńczo-wychowawczej na pewno nie jest czynnikiem wspomagającym ich rozwój intelektualny i emocjonalny. Warto zwrócić uwagę, że już wcześniejsze wydarzenia w tej sprawie dotknęły chłopców, którzy pytali ojca po co mają odrabiać lekcje, jeżeli i tak „idą do więzienia”. Wątpliwości związane z przebiegiem postępowania sądowego oraz wyroku wyrażają także prawnicy. Wskazują, że sąd miał możliwość zastosowania innych rozwiązaniach, w celu wprowadzenia kontroli w rodzinie Bajkowskich, wybrał jednak najbardziej drastyczne rozwiązanie.

Sprawą obiecał się zainteresować Minister Sprawiedliwości, który po przeczytaniu akt stwierdził, że trzeba teraz czekać na wyrok sądu II instancji.

Dzisiaj otwartą petycję o uwolnienie dzieci Bajkowskich do Rzecznika Praw Dziecka napisał Europoseł PJN Paweł Kowal. Zwraca on uwagę, że wiele skrajnych sytuacji,z ostatnich miesięcy, dotyczących dzieci, wskazuje na szerszy problem Ministerstwa Sprawiedliwości. Petycję można poprzeć na stronie: www.petycjeonline.com/bajkowscy

 

Klub PiS chce, by sejmowe komisje: sprawiedliwości oraz polityki społecznej i rodziny zajęły się sprawą. Poseł PiS Andrzej Duda zwrócił się do Rzecznika Praw Dziecka o interwencję w tej - jak mówił - bulwersującej sprawie.

Sprawa jest bardzo kontrowersyjna, postanowienie wydane przez sąd z klauzulą natychmiastowej wykonalności dotyczące odebrania dzieci i przekazania ich do placów interwencyjnej, a następnie placówki socjalizacyjnej, czyli domu dziecka wzbudza ogromne wątpliwości, nie tylko samych rodziców, ale też prawników

- przekonywał Duda na konferencji prasowej w Sejmie.

Poseł zaznaczył, że rodzice sami zgłosili się do poradni psychologicznej po pomoc w kwestiach wychowawczych.

Ta pomoc, o jaką zwrócili się do państwa polskiego, kończy się tym, że państwo odbiera im dzieci, ograniczając im prawa rodzicielskie, umieszczając ich dzieci w domu dziecka, czyli de facto rozbijając tę rodzinę

- mówił.

Trudno się pogodzić z tym, że rodzinie, która sama zgłasza się po pomoc, dzieci się odbiera, a jednocześnie są przypadki, kiedy dzieci są katowane, zabijane w domach, są to rodziny rzeczywiście patologiczne, o których wiedzą organy państwa, ośrodki pomocy społecznej, ale żadnej interwencji nie ma

- podkreślał poseł PiS, dodając, że sprawa jest na tyle bulwersująca, że klub PiS zdecydował się wnioskować o zwołanie specjalnego posiedzenia połączonych komisji: sprawiedliwości i praw człowieka oraz polityki  społecznej i rodziny.

To, jak funkcjonują organy państwa, jak wykonywane jest w Polsce prawo, wymaga dyskusji

- ocenił.

Duda poinformował też, że w środę rozmawiał z Rzecznikiem Praw Dziecka Markiem Michalakiem i prosił go o to, by "osobiście zaangażował się w tę sprawę".

 

mc/Rzeczpospolita

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...