Leszek Miller uprzedza manewr Janusza Palikota. Jako pierwszy zaprasza Aleksandra Kwaśniewskiego do tworzenia wspólnej listy wyborczej. Kogo wybierze eksprezydent?

fot. PAP/Jacek Turczyk
fot. PAP/Jacek Turczyk

Leszek Miller zrobił politycznego psikusa. W przeddzień planowanego od dawna spotkania Janusza Palikota z Aleksandrem Kwaśniewskim – sam zaprosił byłego prezydenta do tworzenia wspólnych list w wyborach do PE. Jawna niechęć do obecnego rywala pozwoliła mu przezwyciężyć "szorstkość" dawnej przyjaźni.

Miller ogłosił, że zaprasza do swojej partii Aleksandra Kwaśniewskiego oraz wszystkich polityków SLD, którzy "z różnych powodów z niego odeszli". Sojusz Lewicy Demokratycznej chce pod swoim szyldem jednoczyć lewicę.
Leszek Miller powiedział dziennikarzom, że chciałby, by politycy związani z lewicą wystartowali w wyborach do europarlamentu pod hasłem "Sojuszu dla Europy".

Pod szyldem komitetu wyborczego SLD chcemy zwrócić się do Aleksandra Kwaśniewskiego i innych polityków SLD, którzy z różnych powodów odeszli, aby razem startować w wyborach do Parlamentu Europejskiego po hasłem "Sojusz dla Europy

- powiedział Miller po posiedzeniu zarządu swej partii.


Miller zastrzegł, że wszyscy, którzy znajdą się na liście, muszą zadeklarować swoją przyszłą przynależność do europarlamentarnej frakcji lewicy. Zaproszenie nie dotyczy tych, którzy - jak stwierdził lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej - swoim zachowaniem dają wyraz pogardzie dla norm życia parlamentarnego i nie podzielają wartości lewicy społecznej. Leszek Miller przyznał, że chodzi mu o Ruch Palikota.

Na jutro spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim zaplanował Janusz Palikot. W podobnym celu – tj. przekonania go do patronowania wspólnej listy wyborczej.

Wcześniej  Palikot zaapelował do SLD i szefa tej partii, by "mieli odwagę razem z Ruchem Palikota i b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim stworzyć alternatywę wobec PO-PiS."

Ostateczna decyzja ws. wyborczego sojuszu należy oczywiście do byłego prezydenta. Którego sojusznika wybierze? Gdyby wskazywać dziś, pewnie notowania szefa SLD wyglądałyby lepiej. Niewątpliwie jednak taka rywalizacja o jego względy sprawia, że to on już na wstępie jest najbardziej wygrany. W myśl zasady: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

ansa/PAP/onet.pl

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych