W programie katowickiej TVP Info „Forum Regionu” członek Zarządu Województwa Śląskiego Jerzy Gorzelik podtrzymał chęć zachowania kontroli nad dziedzictwem kulturowym Górnego Śląska. Aktualnie te kompetencje zachował dla siebie Marszałek Śląski Mirosław Sekuła. To jednak stan tymczasowy. Nadal może nas czekać pęknięcie w koalicji PO-RAŚ-PSL. Koleje Śląskie do prokuratury podali radni PiS i … marszałek Sekuła.

Lider RAŚ dosyć pokrętnie tłumaczył odebranie mu władzy nad Muzeum Śląskim – podobno dlatego, że to inwestycja i dlatego Muzeum musiało trafić do wicemarszałek Gajewskiej-Przydrygi. Dyrektor Jodliński tak czy siak zachowa pracę do końca marca. Uczestnicy programu zwrócili uwagę na zmianę tonu wypowiedzi dyrektora – nagle okazało się, że o programie wystawy można dyskutować. A jeszcze niedawno dyrektor powtarzał, że opinia rady programowej Muzeum Śląskiego wystarczy. Generalnie jednak lider RAŚ nadal uważa swoja politykę za słuszną i zamierza zachować kulturę jako swój platz (plac według RAŚ to pewnie nie jest po śląsku). Dzięki naciskowi klubu radnych PiS prawdopodobnie jedna sesja Sejmiku Śląskiego będzie poświęcona Muzeum Śląskiego.

Oddelegowany do audycji mniej znany poseł PO Borys Budka (mandat uzyskał z 10 miejsca). Cieszył się z postawy koalicjanta, że rozmawiamy itd. Pozostali uczestnicy dyskusji reprezentujący PiS, SLD i SP zgodnie podkreślali hołubienie niemieckości w koncepcji dyrektora Jodlińskiego. Jerzy Gorzelik pozwolił sobie na satyryczną uwagę „ta cała ględźba o niemieckiej wystawie rozbiła się o mur kompetencji dyrektora Muzuem Śląskiego”. Ten wic długo będzie bawił wszystkich polityków regionalnych. Wystarczy poczytać większość tekstów lidera RAŚ, można powiedzieć najlepszego kustosza niemieckiego dziedzictwa na Górnym Śląsku.

8.02 już minął a koalicja nie została zerwana. Zarazem nie słychać już buńczucznych wypowiedzi jak to RAŚ zerwie koalicję, gdy nie dostanie kultury. Możliwe, że przyjęto taktykę na przeczekanie i realizację po cichu postulatów z zakresu polityki historycznej RAŚ. Jeżeli na koniec marca dyrektor Jodliński nie otrzyma przedłużenia umowy - to może oznaczać realne zmiany i tąpnięcia w koalicji. Tylko, że Gorzelikowi może dalej opłacać się udawać wpływowego polityka. Radykalne zerwanie koalicji to utrata wpływów na politykę ogólnopolską przez RAŚ. Z kolei PO dzięki koalicji ma sporo nowych wyborców.

W ramach swojej „antyśląskiej” (według RAŚ) polityki przewodniczący Klubu Radnych PiS w Sejmiku Śląskim Czesław Sobierajski na podstawie raportu nowego marszałka skierował wnioski do prokuratury. Według radnego PiS Koleje Śląskie nie spełniały wymogów bezpieczeństwa określonych w przepisach. Czyli problemem są nie tylko spóźnienia czy nieodbyte kursy ale groźba katastrofy. Dotychczas problem Kolei Śląskich sprowadzano do jednoosobowej odpowiedzialności Marka Woracha. Warto zapytać, kto naciskał na urzędników aby wydawali w ekspresowym tempie korzystne dla Kolei Śląskich decyzje. Pewnie jak w sprawie wystawy w Muzeum Śląskim – żadnych nacisków nie było. W następstwie konferencji radnych PiS swoje wnioski do prokuratury skierował marszałek Sekuła.

Lider śląskiej PO Tomasz Tomczykiewicz na kongresie RAŚ w Sali Sejmu Śląskiego apelował do koalicjantów „mamy te same cele, różnią nas tylko słowa”. Dla PO koalicja z RAŚ to problem wizerunkowy odstraszający część umiarkowanie konserwatywnych wyborców. Pytanie czy RAŚ został przekonany do zasadności rosyjskiego przysłowia „tisze jedziesz, dalsze budiesz” czy też w PO uchowały się jeszcze jednostki dostrzegające pojęcie polskiej racji stanu.