Poznańskie zajścia jakie się rozegrały w ostatnich dniach na poznańskim Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza, każą postawić pytanie: czym obecnie jest Uniwersytet? Czy to wciąż jeszcze przestrzeń poszukiwania i poznawania prawdy, a zarazem intelektualnej i duchowej konfrontacji prowadzonej we wzajemnym szacunku? A może to już całkiem inna rzeczywistość, skoro ów niezbywalny klimat szacunku, gotowość spotkania na gruncie naukowego dyskursu została gwałtownie i brutalnie naruszona?

Niespotykane wcześniej  zachowania były bezpośrednią reakcją na list Akademickiego Komitetu Obywatelskiego- sprzeciwiający się nagonce na posłankę Pawłowicz, a który rozjuszył wielbicieli politycznej poprawności. List ten jednak nie tyle brał w obronę jej poselską działalność, ile upominał się o prawo głoszenia poglądów zgodnych z sumieniem i etyką, zgodnych z przekonaniami naukowymi, którym chciano odebrać oczywisty przywilej obecności w debacie publicznej i dyskursie naukowym.

Był on odpowiedzią na -  niezwykle życzliwie przyjęty przez media inny list – tak zwany List 40”, który pod wodzą prof. Środy, autorytarnymi stwierdzeniami usiłował na zawsze nie tylko zamknąć usta pracownikowi nauki, ale nade wszystko chciał jej odebrać prawo pracy na uczelni. Przeciwko temu właśnie protestowali członkowie AKO w liście otwartym, który zyskał raczej szyderczy rezonans mediów głównego nurtu.

Okazało się zatem, że nie tylko ma miejsca na spór uczonych i swobodę uprawiania nauki, na niezawisłość profesorów - odwieczną cechę charakterystyczną uniwersytetów,(a w Polsce z takim trudem odzyskaną i prawnie zatwierdzoną w 1981 roku), ale doświadczamy powrotu do czasów gdy tylko jeden światopogląd był dozwolony i objaśniał wszystko. Tak jak wówczas, tak i dziś media głównego nurtu gorliwie to wspierają.

Odezwali się studenci historii sztuki, którzy zamanifestowali swój skrajnie odmienny pogląd aniżeli sygnatariusze listu AKO, potem odezwał się Rektor UAM, który uznał za konieczne podkreślić, iż sygnatariusze listu nie reprezentują całego środowiska naukowego. Pismo dość zdumiewające zwłaszcza, że AKO nigdy nie rościło sobie tytułu do reprezentacji kogokolwiek, poza sobą. AKO stanowią wolni ludzie – uczeni, profesorowie, pracownicy kultury, którzy wypowiadają się we własnym imieniu! To było i jest tak oczywiste, tak jednoznaczne, że musi zastanawiać czym powodowany był Rektor UAM, iż tę jednoznaczność chciał unieważnić swoim pismem? Trzeba przypomnieć, że ten sam Rektor, nie protestował, gdy plakaty informujące o Paradzie Równości sygnowane były uniwersyteckim Logo. Warto więc zapytać, czy doprawdy cała społeczność akademicka solidaryzowała się wówczas ze światem wartości manifestowanym poprzez ową paradę?

W końcu wkroczyli studenci z Homoterapią.  J.M. Rektor UAM, biernie przygląda się gdy grupka młodych ludzi znaczy drzwi „wybrańców” swastykami, przykleja na drzwiach profesorów Jego uczelni uwłaczające hasła: „Pedały do gazu” czy "Zakaz pedałowania", suponując jakoby ci profesorowie, a zarazem sygnatariusze listu AKO, byli wyznawcami zawartej w nich wizji świata. Jednocześnie studenci ci, przebrani za transwestytów zagrozili, że odnajdą pozostałych sygnatariuszy listu. Oświadczenia JM. Rektora w tej sprawie brak!

Tak się kształtują nowe „elity” – ordynarne, prostackie i gotowe do terroru w imię tolerancji, gotowe narzucić jeden, słuszny światopogląd, zmusić do przyjęcia hierarchii wartości sprzecznej z tradycją kultury śródziemnomorskiej. Zaangażowane by propagandowo ośmieszać nie tylko katolików, ale tych wszystkich, którzy jednoznacznie i tradycyjnie pojmują małżeństwo, rodzinę – by nadać im gębę niegodziwego kołtuna, kłamliwego nienawistnika.

A wszystko to oczywiście w imię poszanowania prawa do bycia innym! Prawa głoszonego i narzucanego przemocą werbalną, pod osłoną happeningu, za przyzwoleniem światłych mediów i za przyzwoleniem władz uczelni. Tak się tworzy rewolucja kulturalna, tak wykuwa się nowy wspaniały świat.

Czy to jeszcze jest Uniwersytet? Czy ktokolwiek serio wierzy, że Chamoterapia może uzdrowić dyskurs społeczny, kulturowy, polityczny? W polityce już widzimy owoce „gadżeciarza” ze świńskim ryjem w telewizyjnym studiu czy sztucznym penisem. Jeśli więc Rektor sądzi, że za rok, za dwa –hordy „kulturalnych inaczej” nie staną pod drzwiami jego gabinetu – to się myli. Może nie zdążą za Jego kadencji, ale on już wskazał im drogę. Przyjdą. Na pewno. Zdradzą jego, tak jak on zdradził swoich profesorów – a nie było to o świcie, tylko w pełnym blasku dnia.

 

Agata Ławniczak - dziennikarz, reżyser, wykładowca akademicki