We wtorek w siedzibie SDP odbył się pokaz filmu "Historia Roja". Projekcja była jedną z niewielu okazji obejrzenia długo oczekiwanego filmu o bohaterskim żołnierzu wyklętym. Nic więc dziwnego, że na spotkanie przybyły tłumy. Obecność tak wielu osób oraz reakcje sali sugerowały, że przybyli na projekcie dostrzegają wagę historii, o której mówi "Historia Roja". I trudno nie przyznać racji - rzeczywiście film podejmuje niezwykle ważny temat.

Obraz wpisuje się w ciąg działań społecznych, kulturalnych i naukowych, które mają przywrócić Polakom pamięć o żołnierzach wyklętych. Zabijani i mordowani w czasach sowieckiej okupacji, skazani w PRL na zakłamanie i zapomnienie dopiero od niedawna mogą liczyć na inicjatywy przywracające pamięć o bohaterach, którzy nie chcieli "nowej Polski". Niewątpliwie jednym z z tych, którzy nowych realiów nie akceptowali był Mieczysław Dziemieszkiewicz, ps. Rój, o którym opowiada film Zalewskiego.

Obraz dobrze pokazuje tragiczne losy żołnierzy walczących o wolną Polskę, tych, którzy nie chcieli zgodzić się na sowiecką dominację w Polsce. Rozczaruje się jednak ten, który liczył na heroiczny obraz żołnierzy podziemia niepodległościowego. Choć główni bohaterowie są w swojej postawie nieprzejednani, obraz pokazuje wątpliwości, rozterki, czy wręcz zdradę poszczególnych żołnierzy. Jednak ci, którzy zdecydowali się na amnestię, kończyli na sali sądowej i w więzieniu. Ci, którzy dali się złapać, kończyli na szubienicy. Przewidując takie rozwiązanie "Rój" nie zamierzał rezygnować ze swojej walki, nie zamierzał uciekać z kraju (choć w filmie pada taka propozycja), nie zamierzał się kryć. Film pokazuje, że swoją walkę rozpoczął od likwidacji sowieckich żołnierzy, którzy zamordowali jego brata. A jak słyszymy "komuniści nie wybaczają zabijania Sowietów". "Rój" chciał i walczył do końca o wolną Polskę. I w trakcie tej walki zginął.

Wraz z rozwojem fabuły widać jednak coraz słabszy entuzjazm i zapał ludzi na widok oddziału "Roja". Żołnierze początkowo przyjmowani z nadzieją i entuzjazmem z czasem zaczynają budzić jedynie zdziwienie i strach. Symboliczną jest scena, w której po napadzie na urząd "Rój" wraz ze swym żołnierzem krzyczą "niech żyje Wolna Polska!". Żadna z osób nie podejmuje tego okrzyku, co zasmuca żołnierzy. W końcowej części filmu bohaterowie zaznaczają, że nikt ich już nie potrzebuje. Niestety można odnieść wrażenie, że również bohaterowie z czasem tracą z oczu sens swojej walki...

Film o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu w wolnej Polsce powinien powstać z rozmachem, powinien być nagłośnioną superprodukcją, którą państwo polskie powinno się chwalić, którą państwo powinno promować, która powinna być podstawą procesu edukacyjnego młodych Polaków. Jednak można mieć wątpliwości, czy film "Historia Roja" zajmie taką pozycję. Niestety wątpliwości te pogłębia również sama produkcja.

Obraz Jerzego Zalewskiego rodzi również wątpliwości. Twórcom filmu nie udało się pokazać głębi postaci "Roja". Dziemieszkiewicz z filmu często jest płytki i powierzchowny. W innych miejscach sztucznością biją jego przemówienia. Postać głównego bohatera może nie przemawiać do widzów, może być wręcz odpychająca.

Zaskakują również sceny, które stawiają głównego bohatera filmu w niepoważnym świetle. W jednej ze scen pokazane jest, jak Dziemieszkiewicz przechadza się w mundurze wojska polskiego przez jakąś wieś, trafia na dwóch sowieckich żołnierzy, zostaje postrzelony, a potem udaje mu się uratować dzięki pomocy rolnika, który ukrył go w kopanym przez siebie dole. Beztroska ściganego przez niemal całą bezpiekę żołnierza podziemia pokazuje go w niekorzystnym świetle. Bohater zachowuje się w tej scenie, jakby uwierzył, że jest nieśmiertelny, o czym mówi w jednej z ostatnich scen. Dziwne wrażenie robi również wizja, jaką w filmie ma "Rój". Artystyczne widzenie Dziemieszkiewicza ma pokazywać jego wyrzuty sumienia, jednak znów buduje niepoważny obraz bohatera i jest sceną ocierającą się o śmieszność.

Film Jerzego Zalewskiego od początku budzi emocje i sprzeciw w wielu środowiskach. Niestety wiele głosów krytycznych wydaje się uzasadnionych. Historycy wskazywali, że w filmie fikcja miesza się z prawdą. Gdy rzecz dotyczy filmu fabularnego, fikcji filmowej nie jest to rażące. Gdy jednak - jak czytamy na samym początku filmu - sprawa dotyczy filmu opartego na faktach, który pokazuje konkretne życiorysy, konkretnych ludzi, sytuacja jest zaskakująca. Krytycy wskazywali, że "Historia Roja" przeplata fikcję i prawdę historyczną, a takie połączenie nie jest korzystne. Najważniejszym i najbardziej zaskakującym fikcyjnym wątkiem, który znalazł się w filmie są okoliczności wydania "Roja" przez jego kochankę, czy narzeczoną.

Film kończy się sceną, w której matka Dziemieszkiewicza identyfikuje ciało swojego syna. Stwierdza, że to nie on, a jego "nigdy nie znajdziecie". Obok niej stoi oficer UB, były kolega "Roja", który zdradził i został ubekiem. Między nim a matką "Roja" z kolei stoi właśnie kochanka Dziemieszkiewicza ubrana w mundur bezpieki. Ta scena - co zupełnie zrozumiałe - wywołała oburzenie potomków kobiety. Bowiem jej służba w UB jest jedynie twórczością artystyczną twórców filmu o "Roju". Kochanka, która pod wpływem szantażu wydała Dziemieszkiewicza, nie była w bezpiece. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo...

To najbardziej rażący przejaw nieścisłości historycznych, jakie występują w filmie. Jednak niejedyny. Film spotkał się również z krytyką środowisk kombatanckich, które oburzone były na kilka scen, m.in. jedną z ostatnich. W niej "Rój" wraz ze swoim ostatnim żołnierzem zwabieni przez kochankę "Roja" siedzą w pustym gospodarstwie. I w pewnym momencie zaczynają pić. Piją za swoich kompanów, którzy polegli w walce. Wznoszą toasty, po czym orientują się, że są w pułapce. Wychodzą na ostatnią walkę, w czasie której giną. Ta sekwencja zdarzeń oburzyła środowiska kombatanckie. Wskazywały one, że żołnierze przedstawieni w filmie giną będąc pod wpływem alkoholu, odchodzą z tego świata po pijanemu. Jak podnoszono publicznie ta sytuacja jest ujmą na honorze bohaterów walczących o Polskę.

Kombatanci wskazywali również, że film Zalewskiego pokazuje zbyt dużą dozę pijaństwa żołnierzy, a także nie oddaje ducha relacji, jakie panowały między dowódcami oddziałów, a podwładnymi. Emocje wywołała m.in. scena awantury, jaką podwładni robią "Młotowi". Lista zarzutów pod adresem filmu jest znacznie dłuższa. Obraz "Historia Roja" podejmuje niezwykle ważny temat. Wydaje się jednak, że nie jest to film na miarę oczekiwań, nie jest to film zaspokajający oczekiwania Polaków.

Jak informował Jerzy Zalewski film prezentowany w SDP jest jedynie wersją roboczą filmu. Jego zakończenie od dawna stoi pod znakiem zapytania. Należy mieć nadzieje, że "Historię Roja" uda się dokończyć, a w czasie tego procesu twórcom uda się również wyeliminować wątpliwe wątki i fragmenty. Pierwszy obraz o bohaterskim "Roju" nie powinien budzić wątpliwości. Szczególnie uzasadnionych...