Dlaczego ostatnio nie widać pani w telewizji? Nie słychać w radiu?

Bo po Smoleńsku przestały nagle napływać propozycje. A precyzyjniej mówiąc – po tym, jak zaczęłam o tej tragedii mówić, jak nie pozostałam obojętna.

 

To kara?

Tak to odbieram. Kiedy koledzy aktorzy zobaczyli moją wypowiedź w filmie Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz „Solidarni 2010”, poczułam, jak się odwracają, odpływają falą. Zobaczyłam w wielu oczach strach, że kontakt ze mną jest niebezpieczny, grozi utratą pracy, jakimiś nieznanymi mi represjami. Nawet niektórzy moi koledzy z serialu „Plebania”, z którymi pracowałam 11 lat, też się w ten sposób zachowywali. Przyjaźnie – wydawało się trwałe, sprawdzone – rozpadały się po Smoleńsku niemal z dnia na dzień.

 

Gdzie jest źródło takich postaw? Jak to zrozumieć?

Zrozumieć trudno, ale trzeba próbować. Kluczowym elementem jest strach o rolę. Pragnienie kariery, którą decydenci mogą karnie, za niewłaściwą wypowiedź, jednym ruchem zablokować. Gdzieś jeszcze głębiej jest lęk przed prawdą, przed konsekwencją uznania faktu, że tam jest jakaś potworna tajemnica, może zbrodnia. Za takim przyznaniem muszą pójść inne wnioski, ludzie się tego boją.

 

I dziś nigdzie pani nie gra?

Ależ gram, znowu w drugim obiegu (śmiech). Występuję w kościołach, mówię piękną polską poezję dla wspaniałej, żywej publiczności. Mam to samo poczucie życia biedniejszego, skromnego, ale prawdziwego – które miałam w stanie
wojennym.

 

Zniknęła tak lubiana i ceniona „Plebania”. Dlaczego zdjęto ten serial? „Galeria”, która miała go zastąpić, nie zyskała uznania widzów.

Bo „Plebania” to był polski film, nasz, szanował tradycję i Kościół. Naciski, by to zmienić, były od dawna, mówiono też producentom, że gospodyni księdza nie może być tak stara jak ja. Jestem wdzięczna producentom, że do końca mnie bronili. Rzeczywiście szkoda „Plebanii”, ludzie mówią mi często, że tęsknią za tym serialem.

 

Podobno zaproponował pani rolę Antoni Krauze przygotowujący film o Smoleńsku. Może pani to potwierdzić?

Tak, dostałam propozycję roli, jak to określono niedużej, ale znaczącej. Mam podobno zagrać Annę Walentynowicz. Z ogromną radością przyjęłam to zaproszenie. To zaszczyt, tym większy, że osobiście znałam panią Annę, poznałyśmy się w latach 80.

Katarzyna Łaniewska w rozmowie z Jackiem i Michałem Karnowski. Całość - w najnowszym numerze tygodnika "wSieci".

Polub "wSieci" na FB!

"wSieci" - zawsze po stronie Polski.

CZYTAJ TAKŻE: Nowy numer tygodnika "wSieci" już w sprzedaży. Tematem numeru jest śledztwo Witolda Gadowskiego – „Szpieg w Warszawie”. ZOBACZ OKŁADKĘ