„House of Cards” to nowy serial polityczny w USA. Świetne dzieło grającego główną rolę Kevina Spacey’a oraz reżysera niektórych odcinków Davida Finchera, którzy byli także producentami wykonawczymi. To także brawurowa próba firmy Netflix (zajmującej się dystrybucją filmów i telewizyjnych show przez Internet) wdarcia się na rynek producentów topowych seriali.

Na materiałach reklamowych serialu widać odtwórcę głównej roli, Kevina Spacey siedzącego na spiżowym tronie niczym prezydent Lincoln. Z dłoni opartych na kamiennych oparciach ścieka krew. Choć to przenośnia (choć w pierwszej serii ginie jeden człowiek), dobrze ilustruje czym jest opowieść zafundowana nam przez Netflix. To opis bezwzględnej walki o władzę i wpływy odbywającej się w politycznym Waszyngtonie. Lepiej pasowałby tytuł „Kłębowisko żmij”, bo w tym mieście – jak mówi grany przez Spacey’a kongresman Underwood – „każdy pies zjada innego psa”, nawet – a może przede wszystkim – jeśli jest z tej samej politycznej partii. Ale tytuł jest „House of Cards” czyli nasz, swojski „domek z kart”, bo serial to remake cieszącego się wielkim wzięciem w latach 90. brytyjskiego serialu stacji BBC.

(...)

Dla Netflixa „House of Cards” to inwestycja szczególnego rodzaju. Wyprodukowanie dwóch sezonów (łącznie 26 odcinków) kosztowało 100 milionów dolarów. Jednak szefostwo firmy wierzy, że produkcja pozwoli Netflixowi wedrzeć się do pierwszej ligi producentów telewizyjnych seriali i siłę w walce z kablowymi potentatami. Głównym celem jest: HBO, bo jak powiedział jeden z szefów firmy „chodzi o to, żeby stać się HBO szybciej, niż HBO stanie się firmą taką jak nasza”. A jest o co walczyć: w zeszłym roku po raz pierwszy więcej Amerykanów obejrzało filmy legalnie (co ważne podkreślenia) w internecie, na tabletach i w telefonach komórkowych niż na fizycznych nośnikach (blu-ray czy DVD). Netflix w walce z konkurencją (kanały kablowe, filmy on demand) dysponuje przewagą w postaci niezwykle rozbudowanego systemu zbierania informacji o niemal każdym, ze swych 27 milionów subskrybentów. To prawdziwa kopalnia wiedzy pochodząca z wejść na stronę Netflixa, ale także przeszukań na Google czy komentarzach w mediach społecznościowych. Rejestracji i analizie podlega każde zatrzymanie filmu, cofnięcie się do poprzedniej sceny czy naciśniecie guzika „do przodu” .

Więcej o niezwykłym politycznym serialu ( znakomita recenzja i fragmenty video) oraz rewolucyjnych zmianach w telewizji. Tylko na wNas.pl