Gadowski: „Słodki Niko prezentował standardy kultury, które dzisiejszej palikotowo-niesiołowskiej kindersztubie nie są zgoła znane”. Dyzma wysiada...

fot. PAP/Jakub Kamiński
fot. PAP/Jakub Kamiński

Kiedy dziś patrzę na coraz bardziej zadowolone z siebie oblicze pana ministra Sikorskiego Radosława, to odruchowo rozglądam się za świrniętym „kuzynkiem Żorżem, koleżką z Oksfordu” i widzę, że ten już dawno, ze wstydu, spalił się w najciemniejszym wychodku Ministerstwa Spraw Zagranicznych

– pisze na Stefczyk.info Witold Gadowski.

Publicysta, opisując realia III RP,  czerpie analogie ze słynnej powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy”.

Gdybyż biedny Dołęga wiedział jaką postać przybiorą elity w jego kraju na początku dwudziestego pierwszego wieku, to pewnie wyrwałby sobie wszystkie wybrylantynowane włosy. Tego nie objąłby bowiem nawet najbardziej krytyczny wobec Piłsudskiego i sanacji umysł i nie wyleczyłby profesor Wilczur

– pisze Gadowski na swoim blogu.

Toż Nikuś Dyzma, frant z Kresów, przy naszej marszałek sejmu, pani prezydent Warszawy, pani ministrze Tse Tse, pardon, Mucha, panu Nowaku, panu Kalembie, panu Schetynie, panu Grasiu, panu premierze Tusku Donaldzie...tu skończę, bo już słyszę jak nieszczęsny Dołęga-Mostowicz zawodzi z zaświatów i straszy, że spać mi nie da do końca kadencji rządowej koalicji urzędniczo-chłopskiej

– dodaje publicysta.

Gadowski idzie o zakład, że nawet grubianin Niko tygodnia by nie wytrzymał w towarzystwie obecnej elity, a co dopiero jego dystyngowani protektorzy.

Dziś najwytworniejszy nawet kawaler, najsubtelniejsza dziewica ze szczętem schamieją i zrynsztokują się już po miesiącu kontaktów z telewizyjno-rządową „elitką”

- zauważa kąśliwie autor.

I dodaje:

Jak widzę te celebryckie bydlęta, te sowio napuszone i czubaszkowato nastroszone indywidua, którym z ust - nieustannie - leje się potok folwarcznych wonności, jak słucham fornala Hołdysa, który słowem „ch...” określa Jarosława Kaczyńskiego, jak widzę okładki tygodnika pana Lisa - to na mdłości mnie zbiera i nawet nie nazwałbym tego dyskretnymi womitacjami, a chłopskim jedynie, fizjologicznym i chamskim rzyganiem.

Jak zaznacza publicysta, samym pisaniem o rządzącej elicie można się zmęczyć. A tyle jeszcze zostało do napisania...

Spać muszę, a tu czort wie ile jeszcze zostało „brukselskim tryumfatorom” do ostatecznego - ze szczętem i smrodem – upadku

– narzeka ironicznie autor.

 

CAŁY WPIS NA STEFCZYK INFO: Dlaczego Dołęga-Mostowicz przestał mnie śmieszyć

JKUB

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych