Przeczytałem dziś rano następującą notatkę prasową o wczorajszej wypowiedzi greckokatolickiego metropolity z Przemyśla:
Abp Martyniak o tragedii wołyńskiej: zło trzeba nazwać złem!
Zło trzeba nazwać złem, ale musimy iść do przodu i „zakopywać rowy nienawiści” , bo inaczej będzie ona infekować – apelował 6 lutego w cerkwi bazylianów w Warszawie abp Jan Martyniak nawiązując do „smutnej rocznicy” 70-lecia rzezi na Wołyniu. Metropolita przemysko-warszawski Kościoła bizantyjsko-ukraińskiego przemawiał do grupy dwudziestu polskich parlamentarzystów. Uczestniczyli oni w mołebienie do Christa czełowikolubca, który odprawił prowincjał bazylianów, o. protoihumen Ihor Harasim. W nabożeństwie uczestniczył także biskup greckokatolickiej diecezji wrocławsko-gdańskiej, Włodzimierz Juszczak.
Jeżeli ta wypowiedź ma być szczera, to ukraiński hierarcha powinien zacząć sam od siebie. Niech więc ma odwagę publicznie stwierdzić, że to nie "rzeź wołyńska", ale planowe ludobójstwo, dokonywane na Polakach i obywatelach polskich innej narodowości przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS Galizien i innych ukraińskich formacji kolaboranckich w latach 1939-1947. I to nie tylko na Wołyniu, ale i na terenach całych Kresów Południowo-Wschodnich oraz Lubelszczyzny i Podkarpacia.
Niech też powie prawdę o tych duchownych greckokatolickich, którzy za zgodą arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego byli kapelanami w krwawych formacjach na żołdzie Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera.
A także o tych duchownych, którzy wspierali nacjonalizm ukraiński, święcili w cerkwiach noże i siekiery, a nawet jak to było np. w Korościatynie k. Monasterzysk czy w Kutach nad Czeremoszem brali czynny udział w mordowaniu wiernych obrządku rzymsko- i ormiańskokatolickiego. Żaden z tych duchownych-renegatów nie został pociągnięty do odpowiedzialności ani przez wspomnianego abp. Szeptyckiego, ani przez innych władyków Cerkwi greckokatolickiej.
Czy arcybiskup Jan Martyniak i podległy mu biskup Włodzimierz Juszczak z Wrocławia będą mieli taką odwagę? Pokażą to najbliższe miesiące, a zwłaszcza 70. rocznica Krwawej Niedzieli, czyli dnia 11 lipca 1943 r., kiedy to bandyci z OUN-UPA, wspierani przez ukraińskich chłopów, napadli na dziesiątki rzymskokatolickich kościołów i kaplic. mordując w barbarzyński sposób księży odprawiających niedzielne msze św. i modlących się wiernych. Podobnie działo się później w Małopolsce Wschodniej.
11 lipca br. w Warszawie będą odbywały się centralne uroczystości upamiętniające setki tysięcy pomordowanych wiernych Kościoła rzymskokatolickiego. Przekonamy się więc naocznie, czy hierarchowie greckokatoliccy z Polski Ukrainy przyjadą, aby wobec potomków ofiar powiedzieć choć jedno słowo: przepraszam.
Zobacz zdjęcia z mszy św. greckokatolickiej, odprawianej przez bp. Josefa Slipija, późniejszego kardynała, dla ukraińskich esesmanów w dniu 18 lipca 1943 r. we Lwowie. Zdjęcia mówią same za siebie.
18 lipca 1943 r. Lwów - msza św. greckokatolicka dla kolaborantów ukraińskich z SS Galizien, odprawiana za osobistą zgodą metropolity lwowskiego Andrzeja Szeptyckiego.
Zdjęcia pochodzą ze specjalnego albumu, wydanego we Lwowie, znajdującego się w moim posiadaniu.
Celebra pod przewodnictwem przez bp. Josefa Slipija, późniejszego kardynała.
Ukraińscy ochotnicy w czasie mszy polowej ....
... stoją z emblematami SS.
Dygnitarze niemieccy.
Kazanie zachęcające do walki (w tle szokujace zestawienie krzyża oraz swastyk i znaków SS).
Faszystowskie pozdrowienia dla ochotników na stopniach Opery Lwowskiej.
"Mołodycie" żegnają swoich chłopców, z których większość zginie równo rok później, w lipcu 1944 r.,zwycięscy w kotle pod Brodami, gdyż czerwonoarmiści nie brali esesmanów do niewoli. Ci co się przebili z okrążenia, wstąpili do UPA.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/150489-niech-abp-martyniak-zacznie-sam-od-siebie-to-nie-rzez-wolynska-ale-ludobojstwo-dokonywane-na-polakach-przez-ukrainskie-organizacje