Minioną niedzielę spędziłem w towarzystwie dokumentalistki Marii Dłużewskiej, współpracującej z nią ekipy filmowej oraz profesorów Biniendy i Nowaczyka. Miałem zaszczyt uczestniczyć w drobnym elemencie produkcji, dzięki której tych oraz kilku innych ekspertów poświęcających się sprawie smoleńskiej poznamy bliżej.

Słowa „poświęcenie” używam celowo i używał będę, bo to, co spotyka tych nietuzinkowych badaczy oddających swój czas, doświadczenie, pieniądze oraz zdrowie coraz bardziej pokazuje, w jak paskudnej rzeczywistości tkwimy.

Kiedyś Polska ich nie chciała, wypchnęła, dała bilet w jedną stronę, zamykała w więzieniu. Teraz nie chce ich jeszcze bardziej. Ta Polska reprezentowana przez fałszywych obrońców wolności i demokracji. Podważają oni autorytet naukowy (wystarczy lakoniczna notka z Wikipedii, by przekonać się o pozycji eksperta z Ohio), szydzą, oskarżają o politykowanie (głoszący te oskarżenia pan Lasek zapomniał, kto był jego szefem w rządowej komisji), stygmatyzują, wykluczają ze świata rozumnych jak należy. Zwierają szeregi, bo czują się coraz bardziej zagrożeni. I słusznie. Operacja „gaszenie pamięci” wszak się nie udała.

Zaangażowani w dochodzenie prawdy o Smoleńsku naukowcy zza granicy są jednak nieprawdopodobnie silni. Nie wahają się, choć wiedzą, że dla części uczestników ta gra toczy się o naprawdę najwyższą stawkę, a zatem można spodziewać się niemal wszystkiego. Podjęli wybór i już chyba nic nie odwiedzie ich od natrętnego zdrapywania rdzy kłamstwa ws. 10/04.

Uderza ich spokój, konsekwencja, ale też przywiązanie do wartości. Prawdziwy patriotyzm. Są bowiem patrioci prawdziwi i kuglarze, którzy za najwyższy symbol miłości do ojczyzny uznają biało-czerwony szalik wyciągany z szafy przed meczem. Gdy zaś trzeba pokazać charakter, stać się narodowym wilkiem, zamieniają się w żałosnego ratlerka.

Film Marii Dłużewskiej pokaże niezwykle ciekawe postacie z nieznanej strony – otwarcie mówiące o sobie, swoich najbliższych, rozterkach, marzeniach o Polsce, obawach. Mam nadzieję, że dokument powstanie jak najszybciej.

A zanim ten moment nadejdzie, warto słuchać naukowców z USA na wykładach i wywiadach w Polsce oraz porównywać z występami Macieja Laska i jego towarzyszy. Różnica uderza. Rzeczowość ściera się z tandetną erystyką. Twarde dane z logoreą. Działanie i zaangażowanie z bezczynnością i pozoranctwem.

Odwaga ze strachem.

Aż dziwne, że z butnym Laskiem tak bardzo Binienda, Nowaczyk i Berczyński chcą publicznie rozmawiać. I nie dziwne, że on nie chce.