Jeden z moich kolegów wyraził to w trybie twierdzącym niejako przywołując mnie do porządku: mam nadzieję, że nie jesteś naiwny i nie wierzysz, że w Polsce jakikolwiek sąd uzna expresis verbis, że Wałęsa był agentem. To przecież niemożliwe. Ja jednak jestem umiarkowanym optymistą

- mówi Sławomir Cenckiewicz w rozmowie z "Super Expressem". Tematem wywiadu jest sprawa Lecha Wałęsy i wznowiony proces byłego szefa "S" w sprawie TW Bolka. Historyk tłumaczy, jaki wizerunek postaci Wałęsy wynika z dokumentów, i jakim widzi go sam Cenckiewicz:

To polski polityk, który stał na czele ruchu Solidarność liczącego 10 milionów członków. Ale miał bardzo poważny problem związany z własną przeszłością, z którą nigdy nie chciał się zmierzyć i próbował wyprzeć ją najpierw z pamięci własnej, a później z pamięci publicznej robiąc wszystko, aby sprawa jego współpracy agenturalnej z SB nie ujrzała światła dziennego. Jako prezydent RP po 4 czerwca 1992 r. aż do końca kadencji robił wszystko, aby dokumenty obciążające jego osobę zostały zniszczone bądź wyprowadzone z archiwów MSW i UOP

- czytamy.

Gdy dziennikarz "Super Expressu" próbuje przekonać historyka, że to jedynie epizod w życiu Wałęsy, Cenckiewicz odpowiada:

Wałęsa bohaterem w istocie nigdy nie był i nie myślę jedynie o okresie formalnej współpracy z SB – 1970-1976, ale i czasach późniejszych

- ocenia historyk.

I wyjaśnia:

Jego przywództwo w Solidarności określam mianem przywództwa zdradzonego i poświęcę temu jedną ze swoich przyszłych książek. Jestem daleko od opinii, że Lech Wałęsa zrywając ze swoją agenturalną przeszłością w okresie lat 80. Odkupił swoje winy i prostą drogą prowadził Polskę do wolności. Przykład świętego Pawła nie ma zastosowania w przypadku Wałęsy, gdyż on w odróżnieniu do wielkiego apostoła nie chce stanąć w prawdzie. Nie chce powiedzieć: byłem Szawłem a teraz jestem Pawłem. Nie chce się przyznać do zdrady – do tego, że był płatnym agentem komunistycznej bezpieki i wyrządził kilkudziesięciu kolegom wielką krzywdę

- puentuje Cenckiewicz.

Odpowiada też na pytanie, dlaczego sądy w III RP są głuche na argumenty podane przez historyka w jego publikacjach:

Z powodu, który prof. Andrzej Zybertowicz nazwał „bolkowatością III RP”. W socjologii nazywa się to odmową wiedzy. Mainstreamowe media i niestety świat akademicki odmawiają dyskusji opartej na faktach. Posiłkując się PR-owskimi metodami starają się unieważniać fakty podane w pracy „SB a Lech Wałęsa”. Proszę zdać sobie sprawę, że nie powstała jakakolwiek krytyczna naukowa recenzja książki IPN o Wałęsie

- kończy historyk.

Całość wywiadu ze Sławomirem Cenckiewiczem w "Super Expressie".

lw