Moim zdaniem wyjście Gowina z PO to kwestia kilku miesięcy. Co z tego wynika? Nowe fakty. Analiza Piotra Zaremby

PAP/Radek Pietruszka
PAP/Radek Pietruszka

Poświęcam tematowi grupy Gowina duży artykuł w najbliższym magazynie „W sieci”. Tu zajawiam temat.

Przygotowując ten tekst, odbyłem wiele rozmów. Moje ogólne wrażenie jest takie: wyjście Jarosława Gowina z PO to kwestia przesądzona. Pogodził się z tym psychicznie zarówno Donald Tusk jak i sam Gowin.

Obaj grają jeszcze na zwłokę. Dla Gowina każdy miesiąc bycia ministrem to czysty zysk. Jeśli np. wystąpi w Sejmie jako promotor ustawy deregulacyjnej, będzie to dla niego kapitał na przyszłość, przede wszystkim wizerunkowy. To trochę dawna logika Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości w de facto nieprzyjaznej mu ekipie AWS-owskiej.

Z kolei Tusk nie ma pojęcia, co go czeka po ewentualnym pozbyciu się Gowina. Czy straci większość? Ilu posłów PO zdecyduje się na rozłam? Ma do czynienia z grupą bojaźliwą, ale też wielu tych posłów ma świadomość, że na listach partii Tuska w 2015 roku już się nie znajdzie. Co im szkodzi zaryzykować i poszukać swoistego „życia po życiu”? W tej sytuacji lider PO nie przyspiesza rozłamu.

Możliwe, że szuka alternatywnych rozwiązań. Choć to co się stało w tamten czwartek, nie nastraja go optymistycznie. Bo przecież razem z Palikotem i SLD nie uzyskał większości. A wątpliwe aby ludowcy chcieli współrządzić z nim w czteropartyjnej koalicji. Nadzieją jest skaptowanie pojedynczych, tych mniej „skompromitowanych” swoim katolicyzmem posłów PO. Albo decyzja aby rządzić jak Leszek Miller. W 2002 roku stracił większość, bo sam wyrzucił ludowców z koalicji, I jednak pociągnął jeszcze kilka lat, bo wszyscy bali się wcześniejszych wyborów. Takie rządzenie bez większości to wspaniałe dodatkowe alibi aby niewiele robić.

Tuskowi rozłam funduje zresztą grupa platformersów grająca na wojowniczym światopoglądowym liberalizmie. Jej liderami są Rafał Grupiński i Grzegorz Schetyna. Ludzie ci tak dalece nie lubią obecnego premiera, że podejrzewano ich o chęć wywrócenia całego rządowego układu. W nowym rządzie, nowej koalicji, mogą liczyć na mocniejszą pozycję.

Zapowiedź Grupińskiego, że  projekt Dunina o związkach partnerskich będzie ponownie wniesiony do parlamentu to de facto obietnica zaognienia tego sporu i wypchnięcia Gowinowców.

W teorii Tusk mógłby to jako lider całości zablokować. Ale swoim wpisem na Twitterze poniekąd autoryzował taki kierunek. Trudno mu się będzie z tego wycofać. I nie wiem, czy chce. Jego wypowiedzi, choćby żądanie aby jego klub poparł Annę Grodzką jako wicemarszałka, wskazuje na to, że idzie dalej drogą zaostrzania. Ta sprawa ma zresztą swoją własną logikę. Trudno jest dziś być ważnym europejskim przywódcą i opierać się „postępowi”.

Tusk oczywiście może się w ostatniej chwili przestraszyć.  Wizja rządzenia bez większości jest zawsze obciążona ryzykiem. To może przynieść stworzenie nowej konserwatywnej koalicji. Ona potencjalnie w tym Sejmie już istnieje! Albo, co bardziej prawdopodobne, jednak nowe wybory. Ale nie wykluczam, że Tusk wybierze nawet takie ryzyko. Choćby po to aby się uwiarygodnić w europejskich instytucjach i mediach.

Z kolei w kręgu Gowina następuje proces dojrzewania do własnej drogi. W piśmie „W sieci” za najbardziej prawdopodobny uznaję wspólny projekt Gowina z Januszem Piechocińskim. Bo jest najbardziej racjonalny.

To by oznaczało postawienie na sprawdzony szyld ze strukturami i pieniędzmi. Ale ta droga ma też swoje wady. Pomińmy różnice z poglądach. Kto miałby być liderem nowego bytu: Gowin czy Piechociński? Z drugiej strony władza nowego prezesa PSL nad własną partią jest słaba. Wątpliwe aby przekonał do takiego eksperymentu wszystkich ludowców.

Oferta pójścia razem z PiS jest atrakcyjna tylko dla pojedynczych, najbardziej wyrazistych w swoim konserwatyzmie posłów PO. Pozostaje własna partia. W teorii przypomina to drugi PJN. Bez funduszów partię robi się dziś bardzo trudno, a zmieszczenie się między coraz większymi emocjami dwóch bloków graniczy z niepodobieństwem.

Jednak ta potencjalna nowa partia ma jeden atut, którego PJN nie miał: jednego wyraźnego i rozpoznawalnego lidera. To oczywiście może być zbyt mało aby wejść do parlamentu. Ale według moich przesłuchów – i piszę to mocniej niż w piśmie „W sieci” -  takie nastroje są przynajmniej wokół Gowina realne.

Na koniec odpowiedź tym wszystkim, którzy sakramentalnie ogłoszą, że opisuję zjawiska pozorne, jeśli nie układankę inspirowana przez Tuska.

Rozumiem marzenie aby wszystko w Polsce rozgrywało się między PO i PiS. Ale co jeśli życie się z nim rozchodzi? Upokorzenie Tuska w poprzedni czwartek było prawdziwe, niewymyślone.

To wcale nie znaczy, że partia Gowina okaże się sukcesem. Tym bardziej, że będzie najlepszą ofertą dla ludzi o prawicowych poglądach. Ci posłowie głosowali na przykład przeciw pisowskiemu projektowi zagwarantowania historii należnego miejsca w polskich szkołach. Ciekaw też jestem, jak pogodzić ich mechaniczny euroentuzjazm z godnymi skądinąd szacunku przekonaniami światopoglądowymi.

Ale widzenie wszystkiego w kategoriach teatru marionetek, w których Tusk rozdaje role, dowodzi mimowolnej wiary w jego wszechwładzę. A on czasem się gubi. I czasem przegrywa.

Polecam swój artykuł w poniedziałkowym numerze tygodnika "wSieci".

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...