Maciej Rybiński, mój niezapomniany przyjaciel, swoje felietony pisywał pod przekornym hasłem „Jestem, więc piszę”. Było to nie tylko żartobliwe przetworzenie i odwrócenie słynnej maksymy Kartezjusza. Maciek Rybiński sensem swego istnienia uczynił pisanie. A ponieważ niezwykle celnie opisywał rzeczywistość, było to istnienie pierwszorzędnej wagi.

Dziś, w dobie totalnej dostępności efektów pisania, nie tylko to, kto pisze, ale i gdzie to robi decyduje o tym, kim jesteśmy i jak funkcjonujemy w sferze publicznej. Dlatego zdecydowałem się pisać w tygodniku „W Sieci” oraz na portalu „wPolityce.pl”, bo to dziś w Polsce miejsce pierwszorzędnej rangi.

W tym miejscu jest się zauważanym, ono wyznacza trendy, emanuje energią i witalnością, stąd można wpływać na kształt debaty publicznej. To miejsce jest też najbliższe temu, które starałem się współtworzyć kierując w latach 2007-2010 tygodnikiem „Wprost”. To miejsce pozwala piszącemu funkcjonować bez ciągłego zastanawiania się nad drugim czy trzecim dnem różnych decyzji bądź uwarunkowań. Funkcjonując od lat na rynku medialnym zdążyłem się zorientować, jak te drugie i trzecie dna potrafią istotnie wpływać na jakość i suwerenność pisania.

Dziś, w czasie wielkiej konkurencji na rynku medialnym, coraz częściej mamy do czynienia z różnymi, często zakamuflowanymi formami handlowania posiadanymi informacjami i wolnością słowa za kontrakty reklamowe, za promocyjną przychylność, za ułatwienia w funkcjonowaniu, a także za życzliwość władzy. Prowadzi to albo wprost do ingerowania w suwerenność dziennikarskich decyzji, czyli do jakiejś formy cenzury, albo do konformizowania dziennikarzy, czyli do autocenzury. Oba te zjawiska są zabójcze dla wolności słowa, dla wolności i suwerenności mediów jako instancji krytycznej, przede wszystkim wobec aktualnej władzy. Dlatego miejsce funkcjonowania dziennikarza czy publicysty jest takie ważne.

Mimo kryzysu na rynku mediów ich społeczne funkcje i powinności w żaden sposób się nie zdewaluowały. Wręcz przeciwnie, mają one nawet większą rolę do odegrania, bo ogromnie poszerzyła się sfera wymiany informacji i opinii. Ma to bardzo wiele zalet, bo przede wszystkim demokratyzuje obieg informacji i opinii. Jednocześnie prowadzi do pewnego rodzaju chaosu informacyjnego, w którym łatwo jest kolportować ewidentne dezinformacje, mistyfikacje, manipulacje i kłamstwa - często ubrane w formę obiektywnego przekazu. Media powinny także te negatywne zjawiska dekonstruować, żeby nie rzutowały one na wiarygodność i społeczne postrzeganie całej tzw. czwartej władzy.

Rolą mediów jest - poza informowaniem - krytyczne przyglądanie się wszelkiej władzy. Bez tej krytyki władza najpierw się alienuje i staje arogancka, następnie się degeneruje (przede wszystkim korupcyjnie, a także popadając w nepotyzm i kolesiostwo), potem bywa dysfunkcjonalna, a często wroga wobec obywateli, a w końcu staje się zagrożeniem dla wolności i praw obywatelskich, zagrożeniem dla samego państwa. Dlatego media mają obowiązek pełnienia funkcji krytycznej wobec władzy w imieniu opinii publicznej. Mają obowiązek patrzeć rządzącym na ręce - wtedy, gdy są one na stole, a przede wszystkim wówczas, gdy są pod stołem.

Krytyczna funkcja mediów wobec władzy sprawia, że nie sposób symetrycznie traktować aktualnie rządzących i opozycji. Z tego prostego powodu, że opozycja ma ograniczony wpływ na nasze życie, a przede wszystkim na decyzje różnych organów państwa czy poszczególnych urzędników i funkcjonariuszy. Przekonywanie, że jest inaczej i traktowanie opozycji tak jakby to ona rządziła jest nie tylko nieporozumieniem, ale też często formą usprawiedliwiania złej władzy. Sugeruje się lub otwarcie twierdzi, że gdyby nie taka a nie inna opozycja, władza miałaby wspaniałe osiągnięcia, co jest oczywiście piramidalną bzdurą. Uzasadnione jest odnoszenie się rządzących i mediów do opozycji przez rok czy dwa po przejęciu od nich władzy, ale nie przypisywanie opozycji win rządzących zawsze i niezależnie od faktów oraz okoliczności. W tym kontekście nieporozumieniem jest funkcjonowanie mediów w roli jeśli nie wprost apologetów i pomocników władzy, to jej adwokatów

Opozycja nie może być oczywiście świętą krową i musi podlegać krytyce, ale przecież nie w tych sferach, w których odpowiedzialność za plany, decyzje, czyny i ich skutki ponoszą aktualnie rządzący. Groteskowe jest więc stawianie opozycji i rządzących na tej samej płaszczyźnie, ale bezsensowne byłoby też wyłączanie opozycji z krytycznej oceny. Tym bardziej jeśli jej działania dotyczą sfery wolności obywatelskich, świata podstawowych wartości czy istotnych społecznie idei bądź ustawowych regulacji.

W Polsce krytyczna funkcja mediów jest jednak często tak realizowana, że opozycja jest wyłącznie chłopcem do bicia, a władza korzysta z wielkiego parasola ochronnego, co jest oczywistym kuriozum, a wręcz patologią. I także z tego punktu widzenia miejsce, czyli to skąd rozlega się głos dziennikarza bądź publicysty ma znaczenie. Są bowiem miejsca, z których można mówić otwarcie i o wszystkim oraz takie, gdzie wszystko jest mniej lub bardziej sformatowane, uwikłane czy skonformizowane. I to wyjaśnia, dlaczego wybieram tygodnik „W Sieci” oraz portal wPolityce.pl.