My, Europejczycy kontynentalni, zdumiewająco łatwo zaakceptowaliśmy fakt, że rządzi nami urzędnicza arystokracja

PAP/EPA
PAP/EPA

David Cameron zapowiedział referendum ws. pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Co prawda dopiero po roku 2015 - a więc po kolejnych wyborach - ale jednak. Po raz pierwszy od dawna któryś z rządów tak jasno otworzył drzwi do odwrotu. Trudno o jaśniejszy dowód na kryzys wspólnoty. Jeszcze 10 lat temu w brytyjskich elitach samo rozważanie wyjścia z Unii było zachowaniem wykluczającym z dobrego towarzystwa.

Cameron uzasadniał:

"Mamy charakter narodu wyspiarskiego, jesteśmy niezależni i pełni emocji w obronie naszej suwerenności. Dlatego podchodzimy do Unii praktycznie: dla nas to środek do osiągnięcia celu, a nie cel sam w sobie".

I dodawał:

"Chciałbym mniej biurokratycznej Unii".

Brytyjczycy widzą, że Europa dostała zadyszki. Ale jednocześnie - przyczyny eurosceptycyzmu są głębsze niż tylko rozczarowanie małą efektywnością Unii. To przede wszystkim żywe na Wyspach przekonanie, że hasło suwerenności parlamentu (a więc narodu) nie jest hasłem pusłym, lecz istotą państwowości. A jeżeli suwerenność parlamentu traktuje się poważnie, to staje się on instancją ostateczną. W tym kontekście sam pomysł oddania realnej władzy niekontrolowalnej, niewybieralnej i nieodwoływalnej unijnej biurokracji razi i i oburza. W którymś momencie musi dojść do zderzenia.

My, Europejczycy kontynentalni, zdumiewająco łatwo zaakceptowaliśmy fakt, że rządzi nami urzędnicza arystokracja bez wyraźnego mandatu. To dowód, jak mało w nas instynktu demokratycznego. Naprawdę, wielu z nas uwierzyło, że UE jest strukturą wręcz arcydemokratyczną!

Unia szermuje hasłem, że dała Europie 70 lat pokoju. Może i trochę pomogła, choć decydujące znaczenie miał szok II Wojny Światowej i zagrożenie komunizmem. A w długiej perspektywie likwidacja państw narodowych - jak trafnie zauważyła Margaret Thatcher - jest eksperymentem skrajnie niebezpiecznym. Bo tylko ten unikalny związek obywatela z jego państwem jest w stanie pchnąć ludzi do poświęceń wówczas, gdy pojawi się prawdziwe zagrożenie dla wolności. W imię zarządzanych biurokratycznie struktur nikt nie będzie umierał.

Również sukcesy gospodarcze i społeczne biurokratów nie mogą mieć charakteru trwałego. Bez prawdziwej demokracji zanika komunikacja pomiędzy społeczeństwami a elitami. Po kilku trafnych decyzjach muszą przyjść decyzje złe, wynikające z poczucia wyższości, pychy, zacietrzewienia ideologicznego.

Największe niebezpieczeństwo UE pochodzi od tych, którzy uważają nowe myślenie za herezję.  Dlatego potrzebujemy fundamentalnych zmian -

- mówił David Cameron, zapowiadając referendum.

Pełna zgoda. Obawiam się tylko, że obecny kryzys to wciąż zbyt mało, by zmianę wywołać. Zbyt wielu ludzi związało swoje życie z unijną maszynerią, zbyt wielu odwróciło się od własnych narodów. Musieliby przyznać, że służyli eksperymentowi chybionemu i w sumie szalonemu. A to - jak wiemy z krajowego podwórka - zdarza się bardzo rzadko, i nawet twarde fakty nie pomagają.

Autor

e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...