Premier Wielkiej Brytanii doskonale wyczuwa nastroje społeczne. Zupełnie inaczej niż polska władza. Cameron wie czego chcą Brytyjczycy

- mówi Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

 

wPolityce.pl: David Cameron sprytnie zaszantażował Unię Europejską, mówiąc o referendum w sprawie wyjścia z UE, zasłaniając się wolą społeczeństwa, samemu jednocześnie umywając ręce. Jak pan to ocenia?

Janusz Szewczak: Tu nie chodzi wcale o bieżącą politykę. Tu chodzi o zbudowanie całkowicie nowej koncepcji Unii. Nastroje społeczne w Wielkiej Brytanii są coraz mniej przychylne, a momentami nawet wrogie w stosunku do unijnej biurokracji. Wystąpienia Davida Camerona oceniałbym raczej w kategoriach końca mrzonek o takiej Unii Europejskiej, jaką  lansowali Radosław Sikorski czy Donald Tuska. Na podstawie słów Camerona można stwierdzić, że nie ma mowy o federacji, nie ma mowy o żadnym europejskim demos. Premier Wielkiej Brytanii mówił o suwerenności państw i narodów i o konieczności przywrócenia suwerenności parlamentom państw narodowych. Racjonalne są także zasady, które wymienił, m.in.: elastyczność, sprawiedliwość, konkurencyjność. Każdy musi się tu z Cameronem zgodzić. Jego przekaz jest jasny, takiej Unii Brytyjczycy już dłużej nie chcą.

 

Pana zdaniem nie idzie więc o grę Camerona z Unią, o to, by coś uzyskać na kolejnym szczycie?

Moim zdaniem tu chodzi o poważne zmiany. Premier Wielkiej Brytanii doskonale wyczuwa nastroje społeczne. Zupełnie inaczej niż polska władza. Cameron wie czego chcą Brytyjczycy. Mają oni dość brukselskiej biurokracji, unijnych urzędników, ich zakazów. Słusznie Cameron wskazuje, że taka Unia, w takiej etatystycznej formie musi przegrać. Wyczuwa więc nie tylko nastroje, ale rozumie także procesy polityczne. Podejrzewam, że na lutowym szczycie Cameron postawi zaporowe warunki, a Merkel z Van Rompuy'em nie poważą się, by wtłoczyć go w jakieś idiotyczne, biurokratyczne ramy i tu Cameron wygrał.

 

Gdyby doszło do referendum oraz ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, jakie byłyby skutki dla UE? Byłby to początek końca?

Już teraz obserwujemy początek końca takiej Unii, jaką sobie wymyśliła Angela Merkel, Donald Tusk i unijni biurokraci. Jeden duży liczący się kraj powiedział właśnie, ze chce więcej demokracji oraz że wspólnocie brak demokratycznej legitymacji. Wielka Brytania chciałaby z Unii brać to co najlepsze, a nie to, co najgorsze. I to jest racjonalne.

 

Polski rząd mógłby się czegoś od Camerona nauczyć?

Przede wszystkim tego, że trzeba akceptować i liczyć się z różnicami narodowymi. Trzeba oddać uprawnienia narodom i kompetencje narodowym parlamentom. To jest myśl zupełnie odmienna niż ta, którą lansuje polski rząd. To jest wręcz podcięcie skrzydeł tym hołdom pruskim składanym przez ministra Sikorskiego. Podczas gdy receptą Polski na kryzys Unii jest hasło: „więcej integracji”, Cameron mówi, że potrzeba więcej demokracji. Jego zdaniem im integracja będzie bardziej postępować, tym większy będzie rozdźwięk między władzami, a społeczeństwami i to doprowadzi do katastrofy. Premier Wielkiej Brytanii jasno powiedział, że Unia bardziej przeszkadza niż pomaga, a harmonizacja szkodzi konkurencyjności i rozwojowi. Minister Sikorski i Donald Tusk powinni udać się do Londynu na korepetycje.

Rozmawiała DLOS