Hej, ho – trwaj propagando! National Geographic i Millerowcy wzięli do rąk łopaty. Jęli kopać dół. Dla kogo?

Statyści National Geographic jako funkcjonariusze MAK. Fot. National Geographic
Statyści National Geographic jako funkcjonariusze MAK. Fot. National Geographic

Można łapać się za głowę, wyrywać z niej włosy, oburzać, kląć, grzmieć. Są powody, bo władzuchna znów pozwala sobie na drwiny ze sprawy świętej, znów kpi ze spiskowców, puszczając oko do swoich ukochanych pluszaków. Są też inne powody, bo zagraniczna stacja reżimowe ujawnia oblicze organizując propagandowe pokazy filmu dla odpowiedniego audytorium. Rzeczy niepojęte - nerwy uzasadniające. Ale bardziej chce się śmiać niż wkurzać.

Bo prymitywne to wszystko. Marniutkie. Żałosne po prostu.

Na kurs do Urbana by poszli, jak Palikot, to parę finezyjnych goebbelsowskich sztuczek udałoby się może podłapać.

A co tu mamy? Lasek z Hypkim na film zaproszeni mają przygotować grunt baranom niczego nieświadomym? By już teraz wiedziały, co myśleć o filmie, który obejrzą - albo i nie - za dni pięć? "Eksperci" cmokać mają do kamer, jaki to piękny dokument nakręcili fachowcy z Kanady? Tania to zagrywka, szyta grubą, brudną nicią. Kto dziś jeszcze uwierzy takim indywiduom – miłośnicy porannego szczebiotu Paradowskiej czy zapadający w popołudniową drzemkę z Ordyńskim?

Portal polskojęzyczny na podsumowanie zabawnej historii z zamknięto-otwartym medialnym pokazem pisze:

Izabella Siurdyna (pani od PR z korporacji władającej Nat Geo – przyp. MP) wskazuje, że po zamkniętym przedpremierowym pokazie odcinka serii "Katastrofa w przestworzach" pt. "Śmierć Prezydenta" zebrał on pozytywne opinie.

A to heca! Powtórzmy: "zebrał pozytywne opinie". A może jeszcze: "niezależne"? Pani Iza jest w formie. Zaprosili twórców oraz akolitów oficjalnych raportów i chwalą się, że ekranizacja tychże im się podobała. Po prostu mają nas za debili.

Nie sposób nie zapytać wprost – czy ci specjaliści od katastrof lotniczych z National Geographic przytulili dofinansowanie swojej inscenizacji od odpowiednich czynników w Polsce i w Rosji?

Skoro za dobrą monetę wzięli raporty MAK i Millera – oficjalne, a jakże – rozumiem, że w pełni popierają metodologię dochodzenia do przyczyn katastrofy w nich zastosowaną? Uważają za zgodne z międzynarodowymi standardami niszczenie wraku, wielomiesięczne składowanie go w deszczu i śniegu, zarzucenie jakichkolwiek profesjonalnych badań głównego dowodu w sprawie, zaoranie zamiast przebadania miejsca katastrofy itd. A tych głąbów, co składali Boeinga po Lockerbie to wyśmiać co najwyżej są skorzy.

Skoro tak, to wnioskuję o więcej profesjonalnych produkcji National G. W pierwszej kolejności chciałbym obejrzeć historię Aleksandra Litwinienki, w której narratorem byłby Aleksander Ługowoj – człowiek na poziomie, deputowany do Dumy, a przy tym fachura w temacie Saszy, bo sam parę lat w KGB panom służył. Na zamknięty pokaz trzeba by zaprosić np. Jurija Czajkę, żeby stwierdził, czy dokument należycie odzwierciedla ustalenia śledztwa przez niego nadzorowanego.

Aha, zapowiedziałem w tytule słowo o Millerowcach. Krótko, kronikarsko, bo tu nihil novi.

Maciej Lasek już za chwileczkę, już za momencik wystartuje ze swoją nieustraszoną brygadą antyspiskową. Okazuje się, że grono to w zasadzie zaangażuje się w publicystyczną robotę, bo nie zamierzają korzystać z żadnego archiwum. Mają pod ręką raport, którego obrona jest ich zadaniem, więc nie będą grzebać się w papierach. Pewnie nie ma trybu, który by im na to pozwolił, więc oficjalna wersja została ustalona jak następuje:

Wydaje nam się, że wystarczającą podstawą do tego, żeby dawać odpór alternatywnym teoriom, jest oficjalnie opublikowany materiał plus nasza wiedza

- stwierdził pan Lasek. Tak, panie doktorze, wiele rzeczy wam się wydaje.

A mnie się wydaje, że ten zespół to już do niczego potrzebny nie jest. Pan Lasek odbył już takie tournee w ostatnich tygodniach, że w zasadzie więcej bywać i mówić nie musi: Wyborcza, TVN, TVP, Polsat, TOK FM, Radio Zet, Polityka. Kogoś znaczącego pominąłem?

Ciekawsze jest to, że w ramach wyjaśniania, przekonywania i rozjaśniania mroków ignorancji oszołomów, co nie chcą wierzyć w oficjałki, głos zabrało też MON. W końcu jest dysponentem kwitów, jakie pozostawiła po sobie komisja obecnego wojewody.

Grupa blogerów skierowała do resortu (w trybie dostępu do informacji publicznej) 68 bardzo konkretnych pytań. Odpowiedzi udzielił szef Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów płk Mirosław Grochowski (wiceszef komisji Millera). Brzmiała niezwykle konkretnie:

Dokumentacja (…) podlega szczególnej ochronie, tj. co do zasady nie podlega ujawnieniu.

Szczegóły tutaj.

Wiedzcie, kochani wyjaśniacze, że kiedyś minie czas, w którym to wy podlegacie szczególnej ochronie.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...