Na zdjęciu:  Marek Eminowicz - pierwszy z prawej - w czasie poświęcenia ormiańskiego Chaczkaru w dniu 17 kwietnia 2004 r. w Krakowie.

Po długiej i ciężkiej chorobie odszedł w wieku 79 lat śp. Marek Eminowicz, Ormianin, emerytowany nauczyciel historii i dobroczyńca Fundacji im. Brata Alberta.  Poniżej fragment mojej książki, przygotowywanej obecnie do druku. W drugim zdaniu czasownik "jest" musiałem zamienić na "był".

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie ...




Marek Eminowicz w czasie promocji swoje książki. Z lewej śp. Marek Łoś, wydawca. (2008 r.)


Krakowski Ormianin.

Poznałem go przez senatora Andrzeja Rozmarynowicza. Bardzo byli ze sobą zaprzyjaźnieni, a połączyło ich, chyba najmocniej, doświadczenie więzienia w latach 50. Zresztą Rozmarynowicz – jako prawnik – pomagał Eminowiczowi w uzyskaniu wcześniejszego zwolnienia.

Marek był potomkiem starego rodu ormiańskiego. Pierwsze wzmianki o jego protoplaście, Muracie Eminowiczu, pochodzą z XVII wieku. Do Polski przywędrowali ze Lwowa. Od samego początku Eminowiczowie byli zaangażowani w działalność patriotyczną na rzecz podzielonej Rzeczpospolitej: walczyli w powstaniach, w obronie Lwowa, ojciec Marka zginął w Oświęcimiu. Nic więc dziwnego, że Marek postanowił studiować historię.

Sam, za działalność antykomunistyczną, spędził kilkanaście miesięcy w więzieniu, odsiadując wyrok między innymi w byłym obozie hitlerowskim w Jaworznie. Po wyjściu był sekowany na uczelni, jednak udało mu się skończyć studia. W Krakowie zasłynął jako charyzmatyczny nauczyciel historii w V Liceum Ogólnokształcącym, zwanym popularnie „Piątym Zakładem”. Jego uczniowie zajmowali najwyższe miejsca w konkursach historycznym, a wielu z nich kończyło takie kierunki, jak historia, historia sztuki czy prawo i zajmują dziś ważne stanowiska w instytucjach kulturalnych czy społecznych.

Jednak to, co najbardziej wyróżniało Marka z grona innych nauczycieli, to organizowane przez niego wycieczki i dalekie wyjazdy. W tych czasach, kiedy wyjechanie z Polskiej Republiki Ludowej stanowiło znaczący problem, on pakował swoich uczniów do pociągu i zabierał w odległe kraje, by tak jeszcze lepiej uczyć ich historii. Oczywiście, że były to przede wszystkim wyprawy na Wschód, do bratnich republik. Lecz już pod koniec lat 70. zaczęły się wyprawy zza żelazną kurtynę. Przypuszczam, że niewielu uczniom dane było spotkać gen. Stanisław Maczka czy Wandę Piłsudską, co przeżyli uczniowie Eminowicza w 1981 roku, w czasie wielodniowej wyprawie po Europie Zachodniej. Przez kilkadziesiąt lat pracy w V LO Marek dorobił się kilku tysięcy uczniów. Niewiarygodne jest, że znaczną większość z nich pamięta, i to łącznie z ich późniejszymi mężami, żonami i dziećmi. Z najwierniejszymi ciągle utrzymuje kontakt. Dziś Marek jest już zbyt słaby, ale do niedawna spotykali się regularnie w jego Chacie na Magórce.

Z Markiem zaprzyjaźniliśmy się, gdy w 2001 roku pojechaliśmy razem – jako przedstawiciele polskich Ormian – do Armenii. Mieszkaliśmy wtedy w Eczmiadzynie u babci dzieci ormiańskich, które chrzciłem w Skawinie (notabene był to mój pierwszy chrzest odprawiany w rycie ormiańskim). Obydwaj byliśmy po raz pierwszy w naszej ormiańskiej ojczyźnie, była to więc dla nas bardzo emocjonalna podróż. Dla Marka był to też chyba powrót do korzeni, bo od tamtego momentu stał się aktywniejszy w krakowskiej wspólnocie Ormian, uczestnicząc we mszach i różnych wydarzeniach. Odnalazł innych potomków Murata rozsianych po świcie i stał się encyklopedią wiedzy o polskich Ormianach.

Będąc kilka lat temu w New Jersey, miałem okazję poznać jego córkę i wnuki – Kinga i Jan Galicowie zaoferowali mi nocleg w ich domu. Ich dzieci wychowywane są w tradycji polskiej, co na pewno jest też zasługą dziadka, który od czasu do czasu odwiedza ich za oceanem.

Nie znam wielu ludzi, którzy tyle by widzieli i doświadczyli w swoim życiu. Marek ma przy tym fenomenalną pamięć i uwielbia zapraszać gości do swojego mieszkania, gdzie raczy ich nie tylko winem i pasztetem własnej roboty, ale i długimi opowieściami o swoich przygodach globtroterskich. Nie sposób mieszkać w Krakowie i nie znać choć jednego ucznia Marka, z których każdy ma nie jedną barwną historię do opowiedzenia o swoim profesorze.

W 2008 roku Marek Łoś zebrał je w książce Lubię swoje wady. Marek Eminowicz w opowieściach na siedemdziesięciopięciolecie i wydał w swoim Małym Wydawnictwie. Trudno o adekwatniejszy tytuł…

Przeczytaj także na mojej stronie: Marek Eminowicz - najmłodszy więzień Jaworzna.