wPolityce.pl: W Monitorze Polskim pojawiły się rozporządzenia dotyczące GMO. W jednym z nich znajduje się zakaz stosowania "materiału siewnego ziemniaka odmiany Amflora". Drugie rozporządzenie wprowadza zakaz stosowania "materiału siewnego odmian kukurydzy MON 810, wymienionych w załączniku do rozporządzenia". W załączniku wymienionych jest 235 konkretnych odmian, które są zakazane. Czy te rozporządzenia zabezpieczają Polskę przez GMO w sposób odpowiedni?

Jan Krzysztof Ardanowski, poseł PiS: W czasie debaty sejmowej zastanawialiśmy się czy Polska ma być wolna od GMO czy nie. Wszyscy deklarowali, że są przeciwnikami GMO. Mówili tak nawet przyciśnięci przedstawiciele rządu, choć prywatne deklaracje polityków PO i PSL, czy przecieki np. portalu Wikileaks pokazywały, że członkowie koalicji są zwolennikami genetycznie modyfikowanej żywności. Wikileaks zaznaczał np., że Waldemar Pawlak jest za wprowadzaniem GMO w sposób powolny, by nie straszyć, szokować i spłoszyć opinii publicznej. Nie sądzę, żeby oni nagle zmienili zdanie. Prawdopodobnie w wyniku nacisku społecznego wystraszyli się jednak i zapowiadali, że nie chcą GMO. Myśmy postulowali wprowadzenie ustawowego zakazu GMO w Polsce. To być może mogłoby narazić nas na spór prawny z UE, ale trzeba było walczyć o nasze interesy. Szczególnie, że przedstawiciele MSZ twierdzili, że są sposoby, by nie płacić karę w związku z zakazem. Rządzący jednak nie chcieli ustawy o GMO, tłumacząc, że zakażą GMO na poziomie rozporządzenia. To rozporządzenie się ukazało i rzeczywiście dotyczy precyzyjnie wymienionych odmian, i tylko tych.

 

To źle?

Tak. W Europie w kolejce do rejestracji czekają kolejne odmiany. Jest ich kilkanaście. Do rejestracji czekają nowe odmiany kukurydzy, soi, rzepaku i innych roślin. Rozporządzenia, o których rozmawiamy, nie zabezpieczają nas przed nowymi odmianami, które zostaną zarejestrowane. To, że zostaną zarejestrowane, jest pewne. Obecnie należy żądać, by rząd za każdym razem, gdy pojawią się jakieś nowe odmiany roślin genetycznie modyfikowanych, wydawał kolejne rozporządzenie. To jest logiczne. Nie mam jednak pewności, czy rząd będzie chciał blokować w ten sposób następne rośliny. Po drugie trzeba sprawdzić, jak administracja jest przygotowana do realizacji tego rozporządzenia. Komisja rolnictwa w Sejmie wezwała rząd do przedstawienia informacji, czy służby państwa są przygotowane do przestrzegania zakazu, czy są laboratoria, czy są odpowiednio dobrani współpracownicy, czy są pieniądze, czy jest współpraca z organami ścigania, jak będą kontrolowane sygnały o złamaniu zakazu itd.

 

Co jeśli tego wszystkiego nie opracowano?

To będzie świadczyło o tym, że rozporządzenie może nie być przestrzegane. Niepokój budzi również fakt, że w rozporządzeniu nie ma zakazu obrotu nasionami. To oznacza, że w Polsce można handlować nasionami itd. To rozporządzenie jest więc dwuznaczne i wydaje się, że obliczone jest raczej na uspokojenie sytuacji i nastrojów społecznych. Wydaje się, że działanie władzy nie jest obliczone na zabezpieczenie Polski przed GMO.

 

W ustawie oraz rozporządzeniu nie ma również wzmianki o zakazie wykorzystywania produktów pochodzących z organizmów modyfikowanych?

W Polsce te produkty są dopuszczone. W kraju stosuje się m.in. dodatek soi modyfikowanej. Ona jest dodawana do wielu produktów spożywczych. Często nie jest to zaznaczane na produktach. Rząd nie zdecydował się również na zakaz stosowania soi modyfikowanej w paszach dla zwierząt. Chodzi mi głównie o drób oraz trzodę chlewną. Myśmy nie zakładali natychmiastowego wstrzymania wykorzystania soi, ponieważ wtedy doszłoby do zablokowania rynku pasz w kraju. Chcieliśmy rozszerzenie programu produkcji białka krajowego. Soję można zastąpić na ogół np. roślinami motylkowatymi. Zastępując soję możnaby wesprzeć krajową produkcję białka. To byłby ogromny zarobek dla polskiego rolnictwa, gdyby źródła białka powstawały w kraju. Na soję wydajemy rocznie miliardy złotych. One mogłyby zostać w polskim rolnictwie. Niestety jednak rząd i koalicja nie chciały takich rozwiązań w ustawie o paszach.

 

Dlaczego?

Tłumaczono nam, że wszyscy tak robią. Jednak to nie jest prawdą. Widzimy, że najważniejsze kraje rolnicze - Niemcy czy Francja - zakazują GMO w siebie. Na Zachodzie widać tendencję zmierzającą do uwalniania rolnictwa od GMO. A Polska staje się śmietnikiem Europy.

 

Zmiana ustawy przyciąga uwagę mediów i jest stosunkowo trudna. Rozporządzenie rząd może zmienić w każdym momencie, i na ogół po cichu. Zasadne są obawy, że rząd wycofa się nawet z tych przepisów, które są obecnie, na mocy kolejnego porozumienia?

Rzeczywiście rozporządzenie można w każdej chwili zmienić, procesy konsultacji są właściwie fikcją. Podzielam obawy, że rząd może nie mieć narzędzi do wymuszenia przestrzegania przepisów i zakazów, a z drugiej strony, że regulacje mogą się zmienić w każdej chwili. Zmieni się wola premiera, zmieni się układ i interesy i wtedy pojawią się nowe rozporządzenia. Opinia publiczna tego nie widzi i nie zauważy. A tymczasem działalność lobbingowa przez wielkie firmy żyjące z GMO jest nieustanna. Te firmy są zainteresowane wejściem do Polski. Faktem jest, że zakaz GMO wprowadzony na poziomie rozporządzenia, może być łatwo zmieniony.

Rozmawiał Stanisław Żaryn