Kwaśniewski z (dużą) pensją od Kulczyka, czyli dlaczego były prezydent nie powinien wracać do bieżącej polityki

Fot. Wikipedia.pl
Fot. Wikipedia.pl

Potwierdziły się informacje podane przez Piotra Zarembę w bożonarodzeniowym „w Sieci”, że Aleksander Kwaśniewski jest członkiem Międzynarodowej Rady Doradców Kulczyk Investment – Jana Kulczyka. „Gazeta Wyborcza” potwierdziła tę informacje i teraz zastanawia się, czy to jest powodem niechęci Kwaśniewskiego do powrotu do czynnej polityki.

Od lat co jakiś czas opinia publiczna jest informowana o planach powrotu Aleksandra Kwaśniewskiego do aktywnego życia politycznego. Ostatnio w mediach słychać było takie pomysły z ust polityków, którzy usilnie starają się podtrzymywać upadającą polską lewicę. Jednak do tej pory Kwaśniewski nie mówił, by rzeczywiście był zainteresowany udziałem w aktywnym codziennym życiu politycznym. Powodem stanowiska byłego prezydenta może być m.in. fakt pobierania pensji od jednego z postkomunistycznych oligarchów, Jana Kulczyka.

Ludzie związani z SLD tłumaczą ponoć w rozmowach nieoficjalnych, że powrót Kwaśniewskiego do Sejmu naraziłoby jego i całą lewicę na szwank. Powód?

Jako poseł czy premier Kwaśniewski musiałby ujawnić swoje zarobki w spółkach Jana Kulczyka. Po co mu to?

- tłumaczy "GW" informator z SLD.

"Gazeta Wyborcza" wskazuje na powiązania Kwaśniewskiego z Kulczykiem:

Aleksander Kwaśniewski zasiada w międzynarodowej radzie doradców firmy Kulczyk Investments wraz z byłym prezydentem Niemiec Horstem Köhlerem i emerytowanym generałem Jamesem L. Jonesem, doradcą prezydenta Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego w latach 2009-10. Według naszych informacji członkom tego typu ciał doradczych wypłacana jest pensja rzędu 200 tys. dol. rocznie (ok. 52 tys. zł miesięcznie).

„Wyborcza” wskazuje też, że były prezydent dorabia również jako wykładowca.

"GW" zaznacza, że objęcie eksponowanego stanowiska przez Kwaśniewskiego stawiałoby całą lewicę w negatywnym świetle:

Rząd jego (Kwaśniewskiego - red.) macierzystej partii bardzo sprzyjał Kulczykowi, choć sam prezydent nie podejmował decyzji bezpośrednio związanych z interesami miliardera. Z zeznań m.in. byłego ministra skarbu w rządzie SLD Wiesława Kaczmarka przed orlenowską komisją śledczą wiadomo, że w lutym 2002 r. prezydent Kwaśniewski, premier Miller i Jan Kulczyk uzgadniali do późnych godzin nocnych skład rady nadzorczej PKN Orlen. Kulczyk był wówczas akcjonariuszem koncernu, ale nie na tyle silnym, by skarb państwa musiał się z nim liczyć; jego wpływy w Orlenie były nieproporcjonalnie duże w stosunku do małego pakietu akcji. Gdyby teraz Aleksander Kwaśniewski stanął na czele lewicy, miałby kłopot z wizerunkiem: oto lider formacji lewicowej pobiera pensję od jednego z najzamożniejszych biznesmenów w Polsce.

"Gazeta" przypomina również o niejasnościach związanych z inną drażliwą dla Kwaśniewskiego sprawą. Chodzi o sponsorowanie fundacji Amicus Europae, którą były prezydent założył w 2004 r. Kilka lat temu TVN 24 podał, że w 2006 r. jej głównym sponsorem był Wiktor Pińczuk, potentat naftowy i gazowy, zięć byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. Miał przekazać fundacji blisko 1 mln zł. Kwaśniewski zasiadał zaś w zarządzie fundacji Pińczuka Yalta Europe Strategy.

Małą wiarę ma "Gazeta Wyborcza" w byłego prezydenta i jego mocodawców. Wszak przecież pobieranie pensji od ludzi prowadzących biznesy z komunistycznym rodowodem w wielu środowiskach za nic kontrowersyjnego nie powinno uchodzić. W polskiej rzeczywistości to zdaje się otwierać, a nie zamykać drzwi. I "GW" powinna to wiedzieć, jak mało kto...

KL

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...