O skutkach paktu fiskalnego dla polskich finansów rozmawiamy z Krzysztofem Bosakiem - byłym posłem, członkiem zarządu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i jednym z liderów Ruchu Narodowego rozmawiał Jacek Misztal.

Przed Świętami w Sejmie grupa młodych działaczy Ruchu Narodowego protestowała w przeciw Paktowi Fiskalnemu. Jakie były powody, że zdecydowaliście się na tak bezpośrednie działania?

Rząd z rozmysłem wykorzystał okres świąteczno-sylwestrowy, aby przeprowadzić przez Sejm ustawę ratyfikującą Pakt Fiskalny wówczas gdy media i opinia publiczna zajęte są czymś zupełnie innym. To pokazuje, że w tej sprawie rząd obawia się reakcji wyborców. Chcieliśmy to nagłośnić. Nie było na to innego sposobu jak wejść na komisję i dobitnie zamanifestować swoje stanowisko. I to się udało, akcja przeprowadzona przez młodych działaczy Ruchu Narodowego skupiła choć na chwilę uwagę mediów na tym co się tam działo. Jeśli nasze przypuszczenia się potwierdzą, to głosowanie nad tą ustawą będzie już w ten piątek, 4 stycznia. To pokazuje, że cały proces legislacyjny ustawy zmieniającej de facto polski porządek ustrojowy został rozpisany na niecały miesiąc. Niestety media przemilczają ten skandal ponieważ w przytłaczającej większości są adwokatami probrukselskiego kursu aktualnego rządu.

 

W specjalnym oświadczeniu w sprawie ratyfikacji paktu, wydanym przez RN można znaleźć stwierdzenie, że  wprowadzi on rewolucyjne zmiany w polskich finansach. To w sumie dość ogólne stwierdzenie. Czy mógłbyś uściślić o jakie konkretnie zmiany chodzi?

 

Żeby dokładnie zrozumieć sens tych zmian, trzeba w trzech słowach przypomnieć skąd się wziął Pakt Fiskalny. Gdy w strefie euro pojawił się kryzys zadłużenia nagle wszyscy przypomnieli sobie o potrzebie oszczędzania i zasadach dyscypliny budżetowej. Zauważono rzecz oczywistą – dotychczasowe regulacje w tym zakresie są martwe. Okazało się też, że w ramach polizbońskiego ustroju UE nie da się wprowadzić nowych, znacznie ostrzejszych zasad. System polityczny UE został sparaliżowany i stał się niewydolny. W grudniu 2011 r. padło więc hasło stworzenia tzw. unii fiskalnej, a na początku roku 2012 ustalono, że nowe zaostrzone zasady zostaną wprowadzone nie jako prawo UE, ale jako nowy, odrębny traktat międzynarodowy. Tak się narodził Pakt Fiskalny, który obecnie wchodzi w życie.

Polska do Paktu Fiskalnego przystępuje całkowicie dobrowolnie. Państwa strefy euro nie potrzebują polskiego udziału w tym Pakcie do walki z kryzysem. Moglibyśmy, tak jak Czechy, zostać z boku. Ale polski rząd za wszelką cenę stara się pokazać, że zależy mu na byciu w kręgu liderów integracji w UE. A obecnie ten krąg, to głównie Niemcy i Francja i inne państwa połączone kryzysem ich wspólnego systemu monetarnego i bankowego.

Co Pakt Fiskalny zmieni w Polsce? Zmusi nas do zmiany naszego prawa, konstytucji lub ustaw, do którego będziemy musieli wprowadzić bardziej restrykcyjne zasady dyscypliny finansów publicznych. Jest to o tyle zabawne, że obecnie obowiązujące zasady rząd od lat obchodzi jak może, a tu zobowiązuje się nagle do wprowadzenia zasad znacznie twardszych. Zapewne więc będzie to jakieś uprawianie fikcji. Ale druga rzecz jest groźniejsza: zobowiążemy się poddać nasze zasady dyscypliny budżetowej kontroli Komisji Europejskiej. To z nią też będziemy musieli uzgadniać plany reform. Jest to więc zrzeczenie się suwerenności w sprawach budżetowych.

 

Można spotkać się z opiniami, że tryb ratyfikacji paktu, proponowany przez rząd jest niezgodny z konstytucją. Rząd proponuje bowiem by traktat ratyfikować w trybie zwykłym, nie zaś przy pomocy większości kwalifikowanej tak jak przewiduje to artykuł 90 p. 2 ustawy zasadniczej?

 

Zastosowanie trybu zwykłego lub kwalifikowanego zależy od tego czy dany traktat międzynarodowy przekazuje na rzecz organizacji międzynarodowej jakieś kompetencje polskiego rządu. I tutaj jest spór, czy Pakt Fiskalny to powoduje czy nie. Moim zdaniem i zdaniem opozycji, jest dość jasne, że tak: zrzekamy się na rzecz Komisji Europejskiej samodzielności w polityce budżetowej, zobowiązujemy się poddawać zewnętrznej ocenie, w razie braku przestrzegania nowych reguł zobowiązujemy się poddać karom. Rząd ma jednak taką linię obrony, którą przedstawił w uzasadnieniu do ustawy, które dość dokładnie przeczytałem, że nie przekazujemy UE nowych kompetencji, ponieważ UE kompetencje w sprawach budżetowych już ma, m.in. na bazie Traktatu Lizbońskiego. W pewnym stopniu to jest prawda, ale te obecne kompetencje nie są tak twarde, jak będą po Pakcie Fiskalnym. Jeśli nie przekazujemy żadnych nowych kompetencji to po co nowy traktat?

 

Coraz częściej pojawiają się również głosy, że przyjęcie paktu to celowy wybieg, by "tylnymi drzwiami" wprowadzić w Polsce euro, zwłaszcza w sytuacji gdy liczba przeciwników wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty gwałtownie wzrasta. Na dzień dzisiejszy już 60% Polaków jest temu przeciwnych. Jaka jest Twoja opinia w tej sprawie?

 

Przyjęcie Paktu Fiskalnego w żaden sposób samo w sobie nie powoduje przyjęcia euro, ale poza jego konsekwencjami prawnymi jest też gestem politycznym pokazującym nasze zainteresowanie wejściem do strefy euro. Lub przynajmniej, jak utrzymuje rząd, trzymanie się możliwie blisko niej. Żeby wejść do strefy euro musielibyśmy stale spełniać wszystkie zasady dyscypliny budżetowej zawartej w Pakcie Fiskalnym, niemniej samo ich spełnianie jeszcze o niczym nie przesądza i będzie zresztą w naszym wypadku chyba niestety bardzo trudne.

 

Jak ewentualne wprowadzenie euro miałoby się Twoim zdaniem do art. 227 p. 1 ustawy zasadniczej, który wyraźnie stwierdza, że wyłączne prawo do emisji pieniądza ma w Polsce Narodowy Bank Polski?

 

W tym punkcie moim zdaniem Konstytucja będzie musiała zostać znowelizowana, jeśli mielibyśmy wejść do strefy euro.

 

Czy ostatnia akcja w Sejmie to działanie jednorazowe czy też może RN przewiduje kolejne inicjatywy przeciw paktowi i euro?

 

Wiele zależy od tego jak potoczą się sprawy w Sejmie. Sprawa została przez nas opisana, nagłośniona, sformułowaliśmy kilkupunktowe stanowisko wyjaśniające nasze argumenty, niewiele więcej możemy w tej chwili zrobić. Kolejne momenty to głosowanie w Sejmie, być może już w piątek, później ustawa powędruje do prezydenta, który ją zapewne podpisze, bo w sprawie integracji ze strefą euro na poziomie deklaracji jest jeszcze bardziej gorliwy niż Donald Tusk. Później jeszcze jest pytanie o to jak się zachowa Minister Finansów, a właściwie premier, bo to czy niektóre z regulacji Paktu będą nas obowiązywały zależy także od jednostronnej deklaracji naszego państwa, czyli rządu. To będzie test co do tego jakie są ich intencje.

 

W dłuższej perspektywie myślę, że przed Ruchem Narodowym stoi poważne wyzwanie określenia swojego własnego stanowiska nie tyle w sprawie Paktu Fiskalnego, co w sprawie zadłużania państwa i zasad dyscypliny finansów mających to hamować. Widzę tu spore pole do popisu. Jestem przekonany, że powinniśmy sami postulować przyjecie mądrych zasad w tym zakresie, być może wpisać je nawet do konstytucji, jak zrobili to Niemcy czy Szwajcarzy, natomiast na pewno nie powinniśmy swoich finansów oddawać pod kontrolę Brukseli, bo to się może źle kończyć czego doświadczali ostatnio m.in. Węgrzy, którzy byli zmuszani do wycofywania się z niektórych swoich reform. Także tu jest potrzebna nie tylko kontestacja reguł, które nam przysyłają w kopercie z Brukseli, ale także pokazanie poważnej, doskonalszej ekonomicznie i odpowiedzialniejszej politycznie, narodowej alternatywy. Wybitny endecki ekonomista i polityk Władysław Grabski napisał w 1926 roku tak:

 

Choćby dziś nie było nic sformułowane, co by naszą czujność mogło obudzić, choćby cała akcja międzynarodowej pomocy przedstawiała się w formie jedynie zwykłej kontroli finansowej, to sam fakt, że kon­trola ta sięgałaby do naszego budżetu państwowego, a więc do nerwu naszego życia państwowego, a przede wszystkim to, że byłaby ona akcją zorganizowaną z udziałem obcych czynników rządowych, a nie zwy­kłych finansistów, sam ten fakt wystarcza, aby so­bie uświadomić, że w trudniejszych momentach histo­rycznych wolnej nie będziemy posiadali ręki, nie bę­dziemy mogli działać w imię jedynie własnych intere­sów, bo obca kontrola wtedy stanie, jako czynnik, któ­ry będzie miał możność przemawiania do nas specjal­nie ważkim językiem, stawiając nas wobec ewentual­ności utraty dalszej pomocy i wymówienia udzielonych kredytów, o ile do nakreślonych nam propozycji się nie zastosujemy.

Te słowa są dla nas przestrogą i powinny nas inspirować.

Rozmawiał Jacek Misztal