Na początku grudnia w mediach pojawiła się informacja, że w polskim wojsku funkcjonuje aż 920 negatywnie zweryfikowanych żołnierzy Wojskowych Sił Informacyjnych. Informacje takie otrzymał poseł Stanisław Pięta w odpowiedzi na złożoną przez siebie interpelację. W piśmie, jakie otrzymał, zawarto informację, że niemal 1000 obecnych żołnierzy polskiej armii było przeszkolonych w ZSRS lub innych państwach komunistycznych.

Każdy, kto zapoznał się z rzetelnym opisem patologii w WSI oraz historią tej formacji, musi przyznać, że wojskowe służby powstałe na początku III RP były środowiskiem pełnym działań przestępczych. Skalę tych przestępstw opisał Antoni Macierewicz i komisja weryfikująca WSI w tzw. raporcie Macierewicza (warto wspomnieć, że m.in. ośmieszany w Polsce dokument stał się podstawą skazania w USA handlarz bronią Monzer al-Kassar). Skalę penetracji przez sowieckie i rosyjskie służby oraz dowód na zupełny brak profesjonalizmu opisał z kolei znany historyk Sławomir Cenckiewicz w książce "Długie ramię Moskwy". Z obu tych publikacji wynika jasno, że WSI były nieprofesjonalną formacją, której działalność stała w sprzeczności z prawem. W świetle naszych rozważań niezwykle istotne jest dzieło Macierewicza, które pokazuje, że w każde działania przestępcze WSI zaangażowani byli ludzie szkoleni w ZSRS czy Rosji.

Rzetelne opisy działań i struktury WSI wskazuje jasno, że ta formacja nie powinna istnieć w demokratycznym kraju, a służący w niej ludzie nie powinni mieć miejsca w służbach demokratycznego kraju bez dokładniej weryfikacji ich poczynań oraz skali uzależnienia od Sowietów oraz skompromitowanych kolegów ze służby. Informacje, jakie otrzymał poseł Pięta, powinny więc wywołać burzę. Wynika z nich jasno, że w polskim wojsku działa legalnie 920 żołnierzy postsowieckiej formacji, którzy zostali negatywnie zweryfikowani, czyli zostali uznani za niegodnych działań w demokratycznych służbach specjalnych, uznano, że nie dają oni Polsce rękojmi profesjonalizmu i patriotyzmu.

Choć informacje posła Pięty powinny odbić się szerokim echem, nie wywołały żadnej reakcji. W tej sprawie zapadło głuche milczenie. Zabrakło ludzi, którzy mogliby stanąć w obronie polskiego państwa i opowiedzieć się przeciwko sowietyzacji polskiego wojska. Zabrakło takiego głosu, jak ten w 2008 roku. Wtedy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego kierowane przez śp. Władysława Stasiaka wydało ważny komunikat, krytykując działania rządu Platformy Obywatelskiej.

Gdy PO zaprzestało weryfikacji żołnierzy WSI, BBN opublikował oświadczenie, w którym czytamy:

Przeprowadzenie weryfikacji żołnierzy byłych Wojskowych Służb Informacyjnych jest niezbędne dla bezpieczeństwa państwa oraz sprawnego funkcjonowania Sił Zbrojnych. Jest to ważny etap budowy nowoczesnych i skutecznych wojskowych służb specjalnych RP. Intencje rządu w tej kwestii budzą jednak poważne obawy i wątpliwości – pierwszego lipca 2008 r. proces weryfikacji został przerwany.

Trzydziestego września 2006 r. przestały istnieć Wojskowe Służby Informacyjne. Powołano natomiast dwie nowe formacje: Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Służbę Wywiadu Wojskowego. Zmiany te oznaczały zerwanie z niechlubną tradycją Informacji Wojskowej – utworzonej jeszcze przez Armię Czerwoną! Rozwiązano instytucję, w której służyło wielu ludzi, których uwikłania z okresu sowieckiej dominacji nad Polską nigdy nie zostały sprawdzone przez kompetentny organ. Żołnierzom i pracownikom b. WSI umożliwiono jednak zatrudnienie w nowo utworzonych służbach specjalnych po uprzednim uzyskaniu oświadczenia o pozytywnej weryfikacji. Proces ten na mocy ustawy powierzono Komisji Weryfikacyjnej.

Komisja działała dwa lata – zgodnie z rozporządzeniem premiera zakończyła pracę trzydziestego czerwca br. Jej członkowie zdążyli sprawdzić oświadczenia weryfikacyjne ponad dwóch tysięcy żołnierzy zawodowych i pracowników cywilnych b. WSI. Do zweryfikowania pozostało jeszcze kilkaset osób. Rząd nie dał jednak szansy dokończenia procesu weryfikacji, gdyż nie przedłużył działania Komisji, a wręcz utrudniał jej pracę na ostatnim etapie.
(...)
Nie wolno przerywać procesu weryfikacji żołnierzy byłych WSI. Należy doprowadzić do końca budowę nowych, wiarygodnych instytucji państwowych. Potrzeba ta nabiera szczególnego znaczenia w czasie kiedy zagrożenia stają się szczególnie czytelne. Weryfikację należy dokończyć nie tylko ze względu na sprawne funkcjonowanie Sił Zbrojnych RP, ale też na bezpieczeństwo i wiarygodność Państwa Polskiego w oczach sojuszników.

Warszawa, 14 listopada 2008 r.

Tak ważny głos w sprawie oczyszczenia polskiej armii wydało Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, kierowane przez śp. Władysława Stasiaka. Obecnie próżno szukać podobnych stwierdzeń w przestrzeni publicznej. Przywrócenie poprzedniej rangi żołnierzy WSI w wojsku nie spowodowało wydania podobnych komunikatów instytucji publicznych. Naiwnością jest również sądzić, by było przedmiotem pogłębionej analizy związanej z bezpieczeństwem i wiarygodnością państwa. Obecnie rząd i prezydent inaczej oceniają WSI i ludzi, którzy wyszli z tej służby.

Śp. Władysław Stasiak, który zginął w Smoleńsku, polski patriota był w stanie stanąć na straży interesów Polski i Narodu. Dał temu wyraz, opowiadając się za oczyszczeniem wojska oraz Polski z ludzi związanych ze skompromitowaną formacją, która przejęła sowieckie interesy, żołnierzy i tradycje. Dziś brakuje osób, które mogliby stanąć w obronie Polski i Narodu polskiego, brakuje patriotów kierujących się potrzebami suwerennej Polski i niepodległego państwa.

Grobowa cisza, jaka zapadła w tej sprawie, jest pokłosiem katastrofy smoleńskiej. Mówiła o tym Zuzanna Kurtyka w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl:

W Polsce wszystko się wali: system zdrowia, szkolnictwo, gospodarka. Coraz poważniejsza jest bieda itd. Wszystko się wali, poza PR. On kwitnie obecnie. W Smoleńsku zginęli ludzie, którzy byli murem powstrzymującym proces destrukcji naszego kraju. Oni byli tym murem, ponieważ mieli narzędzia władzy. Narzędzi władzy nie można było im zabrać, ich nie można było przekupić itd. A teraz już ich nie ma. I wszystko wolno, można kłamać w żywe oczy. I nikt się nie oburza. Nie oburzają się ci, którzy mają władzę, ci, którzy mają narzędzia reagowania na to, co się dzieje. W związku z tym, tak wiele i tak łatwo można załatwić, jest przyzwolenie. Nie ma centralnego protestu. Ci, którzy zginęli, mieli możliwości działania i wyrażania sprzeciwu. Ich brak to wielki dramat, dla Polski i Polaków jako narodu.

Brak reakcji oficjalnych instytucji państwa polskiego, brak reakcji polskich mediów na ujawnione przez posła Piętę dane dot. negatywnie zweryfikowanych żołnierzy WSI pokazuje jasno i dobitnie, w jak wielkim kryzysie znalazło się polskie państwo po 10 kwietnia 2010 roku. Cios w obóz niepodległościowy był ogromny. Ta historia to najlepszy dowód na to, jak wielkim dramatem dla codziennego życia w Polsce była katastrofa smoleńska.